REKLAMA
REKLAMA

Podsumowanie 11. kolejki Primera Division

dodał: Michał Machowski  |  źródło: primeradivision.pl  |  09.11.2016 14:26
Dla jednych na zawsze pozostanie w cieniu Premier League, dla innych to nudna kampania upływająca pod znakiem oczekiwań na Gran Derby. A dla mnie, po prostu PASJA. La Liga. Subiektywnym okiem staram się na nią spojrzeć po każdej kolejce, a Was swoimi przemyśleniami obarczyć! Serdecznie zapraszam.

MESSI OF THRONES
Jorge Sampaoli odrobił lekcję z sierpnia. Przypomnę tylko o przedsezonowym dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii, w którym Barca była przynajmniej o klasę lepsza. Pierwszy trzy kwadranse niesamowite. Maksymalna intensywność ze strony gospodarzy - akcje rozgrywane na pełnej szybkości, a bez piłki wysoki pressing. Piłkę dostawał jeden z tercetu MSN i od razu przy nim jak spod ziemi wyrastało kilku graczy Sevilli. Katalończycy wyglądali na zdezorientowanych. Ale wiedzieli, czym dla przeciwnika to się skończy. Przypomniał mi się przy tej okazji Jose Mourinho, którego intensywność także miała być sposobem na Barcę jeszcze za czasów Josepa Guardioli. Wytrawny bokser przyjmuje w tej sytuacji ciosy na gardę i czeka na to, aż przeciwnik się wyszaleje. Tak czekała Blaugrana Pepa, tak czekała drużyna Luisa Enrique. I tak naprawdę bramek w drugiej połowie mogło paść dla mistrzów Hiszpanii kilka, gdyby nie Sergio Rico. I Neymar, bo Brazylijczyk nie przepada za sytuacjami łatwymi i kiedy biegnie od połowy boiska sam na sam z bramkarzem, piłka może się znaleźć absolutnie wszędzie, tylko nie w bramce.

Chcąc podgrzać atmosferę przed potyczką w Andaluzji, prasa odpaliła kilka dni wcześniej o zainteresowaniu Barcelony NZonzim. Pomocnik będący wcześniej zmiennikiem Grzegorza Krychowiaka, teraz miałby przenieść się do bordowo-granatowej części Katalonii, odciążyć eksploatowanego każdego roku do granic możliwości, Sergio Busquetsa. Niedzielnym występem potwierdził predyspozycje do zastąpienia Hiszpana. Taka bardziej ofensywna wersja Katalończyka - pomagał rozegrać w defensywie momentami jako ostatni stoper, by chwilę później brylować w ofensywie. Tak samo było przecież z Atletico, gdzie po jego strzale padła zwycięska bramka.

NZonzi wyróżniał się w zespole gospodarzy, ale wszystkich przyćmił Leo Messi. Jak najbardziej uzasadnione są wszystkie pomeczowe wypowiedzi, już nawet bez względu na to, czy wypowiadała się postać związana z jednym, czy drugim obozem. Meritum było podobne - Messi najlepszym graczem wszech czasów. I faktycznie to jego obecność zrobiła różnicę. Lekko przygaszony z początku przez grających na 300 procent gospodarzy, zrobił swoje w jednej z ostatnich akcji pierwszej oraz w trakcie drugiej części. Kolejny występ będący jednym z niezliczonych dowodów, że mamy przyjemność żyć w erze króla futbolu.




La Pulga w samej końcówce wciąż miał dużą ochotę do gry, podczas gdy gospodarze choć wciąż byli tylko jedną bramkę od zdobycia punktu, oddychali rękawami. Momentami byli bezradni, jak chociażby w tej sytuacji, gdy NZonzi pozbawił Argentyńczyka... buta. Podjęte przez Messiego próby włożenia stopy w zniszczone obuwie były bezskuteczne do tego stopnia, że arbiter w końcu zdecydował się wyciągnąć kartkę, czym wzburzył samego zawodnika.



Kartki można było jednak uniknąć. Wystarczyło krzyknąć w stronę ławki rezerwowych, gdzie tego dnia siedział specjalista od rzutu butem. Oddajemy głos Arda Turanowi.



VALENCIA NA DRODZE DO SEGUNDA
Another day of frustration for Valencia fans. Większość relacji ze spotkań z udziałem Ches możnaby tytułować właśnie w taki sposób. Utrzymująca się tendencja zaprowadzi klub na zaplecze elity. Punktując z taką częstotliwością, sezon Valencia zakończy z dorobkiem 34 punktów, a w ostatnich dziesięciu sezonach to nie wystarczyło do utrzymania. Nie mogła w tej sytuacji dziwić zafrasowana mina tego Pana.




Dla tych, którzy nie znają, Peter Lim. Generalnie fanów z Mestalla można podzielić na dwie rubryki. Wrogowie Lima i wrogowie Mendesa. Przy transferach Valencii można bowiem dopisać etykietę "made by Mendes". Zawodników trafiających do klubu reprezentuje właśnie ten agent i wobec większości bywały/są poważne zastrzeżenia. A wspomniany Lim najwyraźniej był zdziwiony, że Valencia punktuje nie lepiej, niż za kadencji zwolnionego już Ayestarana. Prandelli prochu nie wymyślił i choć poprawił grę zespołu w pewnych aspektach, zwłaszcza jak chodzi o grę obronną, to wciąż czegoś brakuje. Czasu i zasobów. Poprzednicy mieli okres przygotowawczy i nie sprostali zadaniu, a Włocha już rozlicza się za kilka tygodni.

Drugi aspekt - zasoby. John Carew, David Villa, Roberto Soldado. Pomyślicie, co Ci goście mają wspólnego z obecną Valencią? Ano mają, właśnie zawodnika takiego pokroju brakuje obecnie na Mestalla. Wielkiego futbolu nie robi się bez środkowego napastnika, a przecież z takimi zamiarami przejmował klub Lim. Rodrigo nie można odmówić ciężkiej pracy,  ale przez kilka sezonów nie pokazał niczego, poza ciosem kung-fu i kilkoma bramkami. Nie jest klasyczną "dziewiątką" Munir El Haddadi, a Santi Minę traktować można w kategoriach dobrej inwestycji. Może się spłacić, ale trzeba w nią zainwestować, a na eksperymentowanie na Mestalla czasu nie ma już od dobrych kilku miesięcy.

Z napastnikami nie mają problemów w Galicji. Awizowany do gry w niedzielę był przez dziennikarzy Giuseppe Rossi. Włoch miał się zemścić na swoim rodaku za pominięcie przy powołaniu na mundial w Brazylii w 2014 roku. Ba, pozwalało mu na to zdrowie. Berizzo wolał jednak Aspasa. Rola tego zawodnika systematycznie wzrasta. Dwa gole z Deportivo, dwa na Estadio Gran Canaria, jeden w Amsterdamie. Nie przedłużył swojej serii w jedenastej kolejce, ale wyręczył go John Guidetti. Szwed za swoje "super golazo" został umieszczony na liście najpiękniejszych trafień weekendu w Hiszpanii.



14 GODZIN ANDONE
856 minut. 14 godzin z groszem. Tyle czasu Florin Andone, król strzelców zaplecza ekstraklasy potrzebował do zdobycia bramki. Aż strach się bać przed meczem Polski z Rumunią. I pomyśleć, że takim gościem w La Coruna chcieli zastąpić Lucasa Pereza. Efekt jak widać jest mizerny - jeden siedzi na ławce klimatycznego stadionu na Wyspach Brytyjskich, drugi błąka się po boiskach La Liga. No dobra, może teraz będzie miał swoje pięć minut.

Show rumuńskiemu napastnikowi skradli jednak bramkarze. I tutaj mieliśmy oczywiście polski akcent, bo Tytoń po uratowaniu remisu z Valencią, znów dostał szansę i po raz drugi opuszczał boisko z poczuciem, że wykonał swoje zadanie. Myląca w tej kwestii jest samobójcza bramka zapisana na konto golkipera. Tytoń instynktownie odbijał piłkę po dwóch strzałach, a po trzecim skapitulował. Arbiter mógł do protokołu meczowego wpisać równoznacznie każdego innego zawodnika stojącego w promieniu kilku metrów. Sami oceńcie w poniższym skrócie.



Mam pełne przekonanie, że Polak pozostanie między słupkami na kolejne spotkanie. Tymczasem pomyślcie, jak musi się czuć jego kolega po fachu, broniący barw Granady. Ochoa. Interwencja w końcówce meczu z Deportivo podsumowuje postawę Meksykanina w tym sezonie. Man of the match.




PRZEKLĘTE ANOETA
Zgodzę się w zupełności z zarzutami dla La Liga o niskiej atrakcyjności spotkań pomiędzy drużynami z drugiej dziesiątki. Nie sądziłem jednak, że mecz w San Sebastian dostosuje się poziomem do pozostałych konfrontacji tego dnia. Sobota, godzina 16:00 - w europejskim kalendarzu mnóstwo spotkań. Było w czym wybierać. Premier League, Bundesliga, Lotto Ekstraklasa... wszędzie było ciekawiej niż na Anoeta. Bynajmniej dla fanów dobrego futbolu, bo dla tych z drugiej strony Madrytu i z Barcelony, zawsze przyjemnie jest oglądać rywala w walce o mistrzostwo, który cierpi na boisku.

Tak było na Anoeta. Atletico zatraciło swoje walory, a więc zdyscyplinowanie wszystkich formacji, doskonałą organizację gry obronnej i bezbłędną grę w destrukcji. Jakby tego było mało, po dwóch bramkach w Champions League z Rostowem, gwiazda Atleti przepadła...




... jak Cristiano na warszawskim stadionie. Ot, taka mała uszczypliwość charakterystyczna dla stosunków pomiędzy czołówką LL. Tym, któremu nie można było nic zarzucić, był oczywiście Jan Oblak. Czy ktokolwiek jeszcze pamięta o tym, kto bronił barw tego klubu przed laty? O Thibautcie Courtoisie? Oblak jest FE-NO-ME-NA-LNY, jak wykrzyczałby to Dariusz Szpakowski. Szybko odpowiedział na interwencję Ochoi w Granadzie.




Jednak nawet na słoweńskiego bramkarza znaleźli sposób Baskowie. Rzuty karne. Po ostatnim finale Ligi Mistrzów, koszmar bramkarza Atletico. Dyplomatycznie rzecz określając - Oblak nie jest specjalistą od bronienia jedenastek. Pretensje mógł mieć wyłącznie do swoich partnerów.

Słów kilka należy się jeszcze Realowi. Zespół prowadzony przez Eusebio punktuje z zaskakującą regularnością i w takiej formie jest na autostradzie do europejskich pucharów. Jednym z priorytetów postaci związanej w przeszłości z Barceloną było przywrócić twierdzę Anoeta. Miało to być podstawą do osiągnięcia sukcesu. Niech rezultaty z Atletico i Sevillą będą odpowiedzią na pytanie, czy tej sztuki dokonał.

LEGANES, LEGIA. GRA TA SAMA, WYNIK INNY
Wstyd, kompromitacja, żenada, patologia to słowa dominujące w komentarzach pod rezultatem spotkania z Legią na jednym z poczytnych portali fanowskich madryckiego klubu. Historyczny rezultat dla jednych, był wręcz blamażem XXI wieku dla innych. Złośliwi o meczu w Lidze Mistrzów wspominali jeszcze przy okazji starcia z Leganes.




Uspokajam - NIE, mecz nie został powtórzony. I powtórzonej jedenastki Jakuba Błaszczykowskiego z Euro 2016 też nie będzie. To tylko ubogi Leganes, beniaminek hiszpańskiej ekstraklasy. Tylko, tego dnia AŻ. Dla madryckiej drużyny w tej chwili każdy rywal wygląda na poważną przeszkodę. Królewscy w formie mecz w stolicy Polski potraktowaliby jako trening, a z Leganes skończyłoby się manitą. Było za to zwycięstwo, za które publiczność Santiago Bernabeu prawdopodobnie nie gwizdała tylko z uwagi na fotel lidera dzierżony przez podopiecznych Zinedine'a Zidane'a.

Spore nadzieje wiązane są z powrotem Luki Modricia. Chorwat pojawił się na boisku w drugiej połowie, teraz czeka go wyjazd na reprezentację, gdzie - jak obiecał selekcjoner - zagra jedno z dwóch spotkań. Nie odczuwa dolegliwości i ma sporo czasu, aby wypracować formę na derby z Atletico i Gran Derby.




Na nieszczęście kilka dni później Toni Kroos doznaje poważnego urazu stopy i wypada nawet na trzy miesiące. Zidane świadomie wystawiał Niemca w każdym meczu, w oczekiwaniu na powrót do pełnej sprawności Modricia. Teraz, gdy faktycznie zyskał opcję zastąpienia swojego pomocnika, jest już za późno. Pastwić się nad występem/występami Ronaldo już nie zamierzam. Pytam tylko - może czas się przyzwyczaić? "Nic nie może przecież wiecznie trwać". Tym utworem, dobrym na jesienne wieczory, żegnam się na najbliższe dwa tygodnie!  Adiós

OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 1 komentarz

Potejto | 08.11.2016 23:20

Andone... może w końcu się odblokuje, bo grać to on potrafi, trochę tych bramek nastrzelał w SD.

RSSS zaczyna odżywać? Zobaczymy na jak długo. Ale być może właśnie zaczynamy widzieć efekty pracy Eusebio. Nie spodziewałem się po nim wiele, ale jak narazie nieźle sobie radzi, przydałoby się, żeby Baskowie regularnie punktowali na słabszych ekipach i mogą powalczyć o europejskie puchary.

W sumie Malaga to podobny przypadek. Ciekawy skład, Juande Ramos na ławce, aspiracje nawet o 6-7 miejsce. Na papierze również powinni na koniec sezonu zająć od 10 miejsca w górę.

Osasuna i Granada póki co zdecydowanie najsłabsze, Sporting również nie zachwyca. Zdziwię się jeśli co najmniej dwie z tych ekip nie spadną w tym sezonie. Chociaż dzisiaj Osasuna zatrudniła Caparrosa w miejsce Martina, dość ryzykowne posunięcie. Joaquin jako strażak? Zobaczymy, ale jego ostatni pobyt w Granadzie nie napawa optymizmem.



primeradivision.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy