REKLAMA
REKLAMA

Klub inny niż wszystkie. Piękna tradycja czy dyskryminacja?

dodał: Michał Wachowski  |  źródło: Goal.pl  |  20.11.2020 09:00
Klub inny niż wszystkie. Piękna tradycja czy dyskryminacja?

Piłkarze Athletic Bilbao  |  fot. PressFocus

Nowy profil goal.pl na Facebooku!
Żyjemy w czasach, gdy przywiązanie do barw klubowych staje się rzadkością, a za graczy kluby są w stanie płacić powyżej 100 milionów euro. Na mapie jest jednak wyjątek - Athletic Bilbao. Romantyczna wizja budowania zespołu tylko w oparciu o lokalnych zawodników działa od przeszło stu lat. Nie wszystkim się jednak podoba.

  • Athletic Bilbao od 1912 roku ma niepisaną zasadę, na mocy której nie sprowadza piłkarzy bez baskijskich korzeni lub powiązań z regionem
  • Pozostaje pytanie czy tradycja ta jest do końca zgoda z obecnym, unijnym prawem. Klub nie mógłby funkcjonować na podobnych zasadach w Wielkiej Brytanii
  • Działacze nie chcą porzucać swoich korzeni, nawet jeśli tracą przez to szansę na pozyskanie znanych zawodników.

Spośród dziesięciu klubów, które rywalizowały w Primera Division od 1929 roku, tylko trzy nigdy nie zostały zdegradowane. Są wśród nich Barcelona i Real Madryt, co nie jest raczej dla nikogo zaskoczeniem. Trzecim klubem jest natomiast Athletic Bilbao, co jest niewątpliwie dla Basków powodem do dumy i niemałej satysfakcji. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę prowadzaną przez nich politykę transferową. Począwszy od 1912 roku Athletic ma niepisaną zasadę, na mocy której nie sprowadza piłkarzy, którzy nie mają baskijskich korzeni lub nie urodzili się w tym rejonie Hiszpanii.

Tradycja, ale czy zgodna z prawem?


Polityka ta wywodzi się i opiera się na baskijskiej tożsamości. Spora część mieszkańców tego regionu wierzy w to, że Kraj Basków powinien być osobnym i niezależnym od Hiszpanii państwem. Polityka transferowa Athleticu od lat wzbudza kontrowersje i jest powodem wielu dyskusji. W większości przypadków jest ona powodem do podziwu. Athletic od początku istnienia Primera Division utrzymuję się w elicie i przez lata był w stanie podjąć rękawicę z najlepszymi, pomimo tego, że z własnej nieprzymuszonej woli nie dokonuje milionowych transferów i nie sprowadza graczy z całego świata. Nie wszystkim się to jednak podoba i pojawiają się argumenty, że polityka transferowa Basków jest piłkarskim „anachronizmem”. Mało tego, czasem przeczytać można, iż Athletic dyskryminuje piłkarzy ze względu na ich narodowość. Żyjemy bowiem w XXI wieku i erze globalizmu, gdzie każdy może przemieszczać się niemal wszędzie bez większych ograniczeń i podjąć pracę w dowolnym państwie - zwłaszcza w przypadku Unii Europejskiej.

Zwolennicy Athleticu argumentują, że klub kultywuje dzięki takiej polityce tradycję. Dziennikarze Metro.co.uk zwrócili uwagę, że takowa sytuacja nie byłaby możliwa w Wielkiej Brytanii. Klub, który odmówiłby zatrudniania emigrantów podpadłby organom państwowym z powodu Equality Act z 2010 roku, który o tym, że nie można odrzucić potencjalnego pracownika ze względu na jego pochodzenie czy kolor skóry. A Athletic właśnie tak robi, szczycąc się tym, że nie zatrudnia Włochów, Anglików czy Polaków.

Klub nie ma jednak żadnych problemów z hiszpańskim prawem, a w sprawie jego polityki transferowej nie interweniuje FIFA czy UEFA. „Można nazwać to triumfem piłkarskiej tradycji nad literą prawa” - napisał prawnik cytowany przez Metro.co.uk. Na całą sprawę patrzono by inaczej, gdyby Baskowie zdecydowali się na taki krok w XXI wieku. Historia zatrudniania jedynie lokalnych graczy ma już jednak ponad 100 lat i nikt nie widzi potrzeby, by zacząć z tym wojować. Dziennikarze w Hiszpanii zwracają zresztą uwagę na fakt, że w ostatnich latach zasady przyjmowania nowych piłkarzy przestały być aż tak restrykcyjne. Baskowie zaczęli iść na pewne ustępstwa i dziś piłkarzem Athleticu może zostać gracz, który ma solidnie udokumentowane lokalne korzenie lub był po prostu wychowankiem tutejszego klubu.

Delikatne naginanie reguł


Jawnym odstąpieniem od reguł było pozyskanie w 2018 roku 25-letniego Cristiana Ganei. Urodził się i wychował w Rumunii, a jego jedyny kontakt z Krajem Basków polegał na tym, że w czasie lat nastoletnich żył w mieścinie Basauri na przedmieściach Bilbao. Występował tam m.in. z Basconii, półprofesjonalnym klubie współpracującym z Athletikiem. To wystarczyło działaczom, by podpisali z nim umowę.

- Może pod względem piłkarskiego poziomu odstajemy obecnie od najlepszych, ale filozofia transferowa nas wyróżnia i sprawia, że Athletic jest wyjątkowy - przekonuje w wywiadzie dla The Athletic Joseba Etxeberria, który rozegrał 514 meczów dla ekipy z Bilbao. - Występując w tym klubie masz wyjątkową relację z kibicami. Wszyscy jesteśmy lokalnymi zawodnikami, związanymi z Krajem Basków. Tworzymy wielką piłkarską rodzinę i dystans między fanami a piłkarzami jest przez to znacznie mniejszy - dodaje.

Athletic nie utrzymałby się przez tyle lat w czołówce hiszpańskiej La Liga, gdyby nie doskonale szkolenie. Brak spadku to jedno. Inna sprawa, że Baskowie zajmują trzecie miejsce pod względem zdobytych w Hiszpanii trofeów. Mają ich na koncie 34. Więcej uzbierali tylko Real Madryt i Barcelona. To w Athleticu grali Javi Martinez i Fernando Llorente, którzy po mudnialu w 2010 roku przenieśli się do większych klubów - Bayernu Monachium i i Juventusu. Innymi doskonałymi piłkarzami, którzy w ostatnich latach wyszli spod skrzydeł trenerów Athleticu są Ander Herrera, Aymeric Laporte czy Kepa Arrizabalaga. Wychowywali się oni w akademii w Lezmie na przedmieściach Bilbao. Mieli tam do dyspozycji 13-hetarowy kampus z dziesiątkami boisk. Klub zatrudnia sztab skautów i specjalistów, którzy przeczesują każde możliwe miejsce do grania w piłkę w Kraju Basków. Jeśli urodziłeś się w tym regionie i masz talent, to niemal na pewno zgłosi się do ciebie Athletic Bilbao.

Tradycja ważniejsza od wyniku


- Tutaj każdy mieszkaniec kibicuje temu klubowi. Nawet jeśli ktoś nie do końca rozumie zasady gry w piłkę, to i tak wie, z kim graliśmy ostatni mecz. To nie zdarza się w innych miejscach na ziemi - zaznacza Etxeberria. O tym, jak trudno było odejść z Bilbao opowiadał Aitor Karanka, który trafił do Athleticu w wieku zaledwie piętnastu lat. Ostatecznie w 1997 roku przeniósł się on do Realu Madryt. - Mogłoby się wydawać, że transfer do stolicy Hiszpanii, by grać u boku Roberto Carlosa, Seedorfa, Mijatovicia czy Panucciego był łatwą decyzją. Ale to nieprawda. Opuszczałem bowiem klub, który był dla mnie rodziną. Z niektórymi graczami znałem się od dekady, jak Julenem Guerrero czy Josebą Etxberrią - wspominał Karanka.

Jaka przyszłość czeka Athletic Bilbao? Klub ten zakończył poprzedni sezon na jedenastym miejscu w La Liga i także w nowych rozgrywkach plasuje się w środku tabeli. Być może zasady dotyczące polityki transferowej będą w kolejnych dekadach nadal lekko luzowane. Przykład Gonzalo Higuaina pokazuje jednak, że Athletic szybko nie odstąpi od tradycji. Klub z Bilbao był łączony z transferem Argentyńczyka, gdyż jego dziadek miał baskijskie korzenie. - To jednak dla nas zbyt mało. Bardzo chcielibyśmy, aby Gonzalo był Baskiem i mógł wzmocnić nasz klub. Trzymamy się jednak zasad - mówił w wywiadzie z wiosny tego roku dyrektor wykonawczy Athleticu, Rafael Alkorta.

Baskowie swoje ostatnie trofeum zdobyli w 2015 roku. Wygrali wówczas Superpuchar Hiszpanii, gdzie ograli w dwumeczu 5:1 Barcelonę. Jeśli chodzi o rozgrywki ligowe, wszyscy wspominają sezon 1997-1998, gdy zostali wicemistrzami kraju. Po tytuł sięgali po raz ostatni w 1984 roku. Biorąc pod uwagę światowy rynek transferowy i milionowe zakupy rywali, o powtórkę wyniku bez porzucenia tradycji będzie niezmiernie trudno. Sukces sportowy, jak podkreśla Joseba Etxeberria,to jednak nie wszystko. - Dla wielu mieszkańców Bilbao Athletic to styl życia i główna część tożsamości narodowej. Zdobywanie trofeów nie jest w tym wszystkim najważniejsze - zapewnia.

Michał Wachowski
OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 0 komentarzy