LM. Atletico rzuciło rękawicę Man City, ale to było za mało

Pep Guardiola
Pep Guardiola PressFocus

Atletico Madryt bezbramkowo zremisowało z Manchesterem City w rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Ten rezultat w połączeniu z minimalną porażką w Anglii oznacza, że mistrzowie Hiszpanii pożegnali się z turniejem.

  • Atletico Madryt bezbramkowo zremisowało z Manchesterem City
  • Ten wynik oznacza, że Rojiblancos pożegnali się z Ligą Mistrzów
  • Mistrzowie Hiszpanii w drugiej połowie starali się doprowadzić do dogrywki, ale nie zdołali osiągnąć celu

Odmienione Atletico walczyło, ale na Manchester City to nie wystarczyło

Atletico Madryt od początku spotkania wyglądało inaczej, niż przed tygodniem. Gospodarze wysoko naciskali na Manchester City, a Joao Felix operował na połowie rywala. Mimo tego pierwszą dogodną okazję do zdobycia gola mieli mistrzowie Anglii. W 30. minucie po składnej akcji piłka trafiła do Ilkaya Guendogana. Niemiec huknął w słupek, a jego dobitkę zablokowano. Generalnie jednak, sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo.

Zmieniło się to po przerwie, gdy Los Colchoneros wyraźnie ruszyli po gola dającego wyrównanie w dwumeczu. Aktywny pozostawał Joao Felix, a do tego ożywił się Antoine Griezmann. Ostatecznie jednak ze strzałami gospodarzy radził sobie Ederson i obrońcy. W samej końcówce gracze Simeone sami utrudnili sobie sytuację. Felipe otrzymał czerwoną kartkę za faul na Philu Fodenie i następującą po nim kłótnię.

Z pewnością nie takiego scenariusza spodziewał się Pep Guardiola. W drugiej połowie to jego drużyna została zmuszona długimi fragmentami do gry w defensywie. Manchester City udowodnił jednak, jak uniwersalnym jest zespołem, bo ostatecznie Rojiblancos nie ulegli ani razu. Tym samym w półfinale nie dojdzie do derbów Madrytu, a do pojedynku Realu z legendą Barcelony – Guardiolą.

Komentarze

Comments 3 comments

Ja też nie wierzę, że nic nie wpadło, hasło “zaczarowana bramka” pasuje jak mało kiedy. W wypowiedziach pomeczowych słyszałem o złym planie Simeone, czy dobrej obronie City – to ja chyba inny mecz widziałem, bo drużyna z Anglii słaniała się na nogach, jako sposób mając jedynie grę na czas. Tylko szczęście i indolencja napastników sprawiły, że nic nie wpadło do sieci, bo obrona City była nie tyle głęboka, co rozpaczliwa.

Powiedziałbym, że w perspektywie dwumeczu Anglicy byli lepsi, ale te ostatnie 45min rywalizacji kompletnie mi na to nie pozwala.