Atletico zawiodło bardziej niż Wiedźmin Netflixa. Podsumowanie sezonu La Liga

Joao Felix
Joao Felix Pressfocus

Kolejny emocjonujący, obfitujący w wiele godnych zapamiętania sezon La Liga za nami. Hejterzy wieszczący FC Barcelonie brak awansu do Ligi Mistrzów, a nawet spadek z ligi mogą czuć się zawiedzeni. Real znów udowodnił, że przydomek “Królewscy” pasuje im jak ulał, a Granada mocno rozczarowała fanów, którzy przed ostatnią kolejką byli niemal pewni utrzymania zespołu z Andaluzji. A co zawiodło mnie, a może zaskoczyło?

  • Real Madryt udowodnił w tym sezonie, że jest najsilniejszą marką w Hiszpanii
  • Barca, która miała zostać relegowana do Segunda Division, zdobyła wicemistrzostwo
  • Atletico wbrew prognozom dalekie było od obrony tytułu mistrzowskiego

Piłka nożna, a nie szachy, Królewską grą

Wobec kosmetycznych jedynie zmian w kadrze Realu względem sezonu 2020/21 mało który kibic mógł spodziewać się, że Real Madryt z podziwu godną łatwością sięgnie po tytuł mistrza Hiszpanii i to na pięć kolejek przed końcem. Gdy na ławce siedzieli Gareth Bale, Isco, czy Eden Hazard, Karim Benzema do spółki z Viniciusem Juniorem we dwójkę byli w stanie rozmontowywać obronę rywali bawiąc się przy tym jak maturzyści po napisaniu ostatniego egzaminu. Francuzowi do pełni obrazu na zdjęciach z celebracji mistrzowskiego tytułu brakuje jedynie korony i berła. 

W wieku 34-lat, gdy wielu zalecało mu już rozglądanie się za transferem do MLS napastnik wspiął się absolutnie na wyżyny piłkarskiego Mount Everest. A jeśli w tym roku Złota Piłka zostanie przyznana komuś innemu, będzie to decyzja jeszcze bardziej skandaliczna aniżeli rok temu. 

Na początku rozgrywek wiele wskazywało na to, że będzie to jeden z najgorszych sezonów FC Barcelony od lat. Wąska kadra pełna kontuzjowanych zawodników, załamujący ręce wobec porażek trener i zdające się nie mieć końca długi ciągnęły klub na samo dno. Przełomem okazało się zatrudnienie Xaviego. Człowiek, który Barcelonę zna lepiej niż niektórzy przewodnicy, nie dokonał cudu i nie przywrócił Blaugrany na sam szczyt. Ugasił jednak pożar i zbudował fundamenty pod przyszły sezon.

Katalończycy zanotowali w tym sezonie aż 5 porażek ligowych na Camp Nou, które jeszcze kilka lat temu uchodziło za prawdziwą twierdzę. Z drugiej strony, odnosili spektakularne zwycięstwa jak choćby w meczu z Atletico (4:2), czy Realem Madryt wygrywając aż 4:0 na Estadio Santiago Bernabeu. Był to sezon pełen paradoksów i nieoczywistych bohaterów (ukłony w stronę Luuka de Jonga). Czego zatem spodziewać możemy się w przyszłej kampanii? Stabilizacji. To jest obecnie jedno z najbardziej pożądanych w Katalonii słów.

Największe rozczarowanie sezonu? – Atletico Madryt

Większość dziennikarzy sportowych (w Polsce, chociażby Tomasz Ćwiąkała) zapytanych o swoje predykcje odnośnie końcowego układu tabeli La Liga, wskazywało Atletico jako faworyta do mistrzostwa. Silna, głęboka kadra. Do tego charyzmatyczny i wciąż żywy Diego Simeone. Sam zastanawiałem się, czy Real Madryt wobec stosunkowo niewielu wzmocnień poczynionych latem będzie w stanie dotrzymać kroku Rojiblancos. Los bywa jak widać przewrotny.

Atletico Madryt zdecydowanie było jednym z największych rozczarowań kampanii 2021/22. Potęguje to fakt, że w przypadku Barcy symptomy kryzysu widoczne były z oddali. Ale nie w ekipie Rojiblancos. Solidne wzmocnienia składu? Ściągnięto Rodrigo de Paula, Matheusa Cunhę i Antoine Griezmanna. Kasa się zgadza? W miarę rozsądnie prowadzona polityka transferowa i świadome działania zarządu. Może to wypalenie trenera? Diego Simeone wygrywający w zeszłym sezonie La Ligę wyglądał wciąż na człowieka pełnego energii, pasji i przede wszystkim głodnego zwycięstw. 

Na problemy Atleti złożyło się wiele czynników, zaczynając od braku zgrania piłkarzy formacji ataku. Wielu zawodników na starcie sezonu zdecydowanie było pod formą, a Simeone często podejmował złe decyzje odnośnie ustalania składu. Zawiódł przede wszystkim też Jan Oblak. Zdobywca trofeo Zamora dla najlepszego bramkarza zeszłego sezonu, w kampanii 2021/22 był cieniem samego siebie. Dość powiedzieć, że na pewnym etapie sezonu pod względem skuteczności interwencji zajmował ostatnie miejsce wśród bramkarzy w TOP 5 ligach europejskich. Słoweniec miał widoczne problemy mentalne, a dziennikarze nie zostawiali na nim suchej nitki.

Kto wyśmiewał gorączkowe działania FC Barcelony pod koniec okienka transferowego, powinien uderzyć się w pierś i pochylić głowę w geście pokory. Sam do tej grupy należę. Oddanie Antoine’a Griezmanna i sięgnięcie po Luuka de Jonga było dla mnie czystą abstrakcją. Sprawdziłem, ale nie, prima aprilis wtedy w Hiszpanii nie wypadało. W trakcie całej kampanii 2021/22 Francuz strzelił w lidze 3 bramki. Bilans de Jonga? 6 goli. Kurtyna. 

Wymawianie się kontuzją napastnika Atletico na nic. Reprezentant Trójkolorowych spędził na murawie blisko 2 tysiące minut. Holender niecałe 700 minut. 

Postawa Realu Betis największym zaskoczeniem sezonu

Podwaliny pod drużynę, którą stać będzie na rywalizację z najlepszymi, jakie położył w zeszłym sezonie Manuel Pellegrini wykreowały w zakończonej kampanii 2021/22 naprawdę solidną drużynę. Los Verdiblancos momentami ocierali się nawet o Ligę Mistrzów, chociaż na finiszu ich zadyszkę wykorzystały Atletico i Sevilla. Podopieczni Chilijczyka oprócz znakomitych wyników prezentowali przede wszystkim futbol przyjemny dla oka. Niewiele drużyn w Hiszpanii mogłoby kandydować do takiego miana. 

Betis wygrywał na Camp Nou, czy Estadio Mestalla. Stoczył dwa wyrównane boje z Realem Madryt, natomiast o porażce w rundzie wiosennej z Dumą Katalonii zadecydowała bramka stracona w ostatniej akcji meczu. Do gabloty powędrował puchar Hiszpanii, zdobyty po wymagającym fizycznie starciu z Valencią.

Według portalu WhoScored, pod względem liczby strzałów oddawanych na bramkę rywali lepsi od Betisu byli jedynie Królewscy. Przełożyło się to na 62 gole strzelone w La Liga – 12 więcej niż w zeszłej kampanii. Jeśli trzon drużyny pozostanie niezmienny, a klub latem nie będzie próżnował na rynku transferowym, Los Verdiblancos mogą poważnie namieszać w przyszłym sezonie.

Żal, że z ligi nie spadają cztery zespoły

Rywalizacja drużyn z dołu tabeli była pożałowania godnym spektaklem. Spotkałem się z wieloma opiniami dziennikarzy i ekspertów, że najbardziej żal spadku Levante. Drużyny, która na dnie tabeli ligowej spędziła 22 kolejki i straciła rekordową liczbę 76 bramek. Zryw, na jaki zdobyły się Żaby w rundzie wiosennej, wart był uwagi, jednak przespane kompletnie pół sezonu i brak piłkarzy mających pojęcie o grze defensywnej przekreślił ich szanse na utrzymanie, na które to zwyczajnie nie zasłużyli.  

Mnie jest żal, że utrzymanie w La Liga rzutem na taśmę wywalczyli piłkarze Cadiz. Nie spotkałem chyba jeszcze osoby, która czerpałaby w obecnych rozgrywkach przyjemność z oglądania prezentowanego przez drużynę z Kadyksu archaicznego futbolu. Obserwowanie spotkanie w ich wykonaniu kojarzyło mi się z wmuszaniem w siebie warzyw w dzieciństwie, podczas niedzielnego obiadu pod bacznym okiem mamy. Paradoksalnie była to jedyna drużyna, która w tym sezonie wygrała oba starcia z FC Barceloną. Nawet po dogłębnej analizie powtórek z tych meczów trudno to wytłumaczyć. 

Z La Ligą żegnają się także Deportivo Alaves i Granada, której kibice nie brali takiego scenariusza przed 38. kolejką w ogóle pod uwagę. Drużyna z Andaluzji rywalizowała w ostatniej kolejce z Espanyolem i mimo otrzymania rzutu karnego w drugiej połowie spotkania, nie wcisnęła żadnej bramki Papużkom. Granada jak chłopiec na rowerku z memów, postanowiła jadąc na rowerze wsadzić sobie kij w szprychy, żeby po chwili płakać z powodu upadku.

MVP sezonu może być tylko jeden

I zostaje nim… [werble w tle] oczywiście Karim Benzema. Francuz rozgrywki ligowe zakończył jako król strzelców, a jego dorobek w postaci 27 trafień i 12 asyst robi wrażenie. Kiedyś w Barcelonie mówiło się “jak trwoga to do Messiego”. W Madrycie w momentach krytycznych wystarczyło popatrzeć w kierunku Benzemy, a napastnik w mgnieniu oka był w stanie poczarować i strzelić bramkę decydującą o losach: meczu; awansu; mistrzostwa. Nie musicie kreślić niepotrzebnych. Absolutnie nie zdziwię się, jeśli 34-latek zostanie MVP zbliżającego się finału Ligi Mistrzów, w którym Real zmierzy się z Liverpoolem. 

Początek sezonu 2022/23 w La Liga zaplanowano na 13 sierpnia. Przed nami długie miesiące bez hiszpańskiej piłki, które mnie na pewno będą się dłużyć niczym podróż autokarem za granicę. W oczekiwaniu na początek polecam lekturę plotek transferowych. Niektóre z nich są naprawdę niezłe. 

Czytaj dalej: Media: Gwiazda PSG zaoferowana FC Barcelonie

Komentarze