Messi w starciu z Valencią
Messi w starciu z Valencią PressFocus

Barca i Real grają o podtrzymanie dobrych nastrojów

14. kolejka LaLiga nie obfituje w szlagiery, ale emocji w niej z pewnością nie zabraknie. Barcelona i Real Madryt, które w ciągu tygodnia wygrały rozegrane awansem starcia, zechcą podtrzymać dobrą passę, a Atletico spróbuje odbić się po derbach Madrytu.

Beniaminek odbije się Lwom czkawką?

Tym razem jedyne piątkowe spotkanie zapowiada się wyjątkowo smakowicie. Na San Mames przyjedzie bowiem SD Huesca. Cóż zatem w tym spotkaniu wyjątkowego? Athletic, pomimo, że przegrał we wtorek z Realem Madryt (1:3), zaprezentował się naprawdę nieźle. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę, że przez lwią (gra słów zamierzona) część meczu musiał radzić sobie bez Raula Garcii. Ekipa z Bilbao już w doliczonym czasie gry mogła nawet wyrównać, ale fantastyczna interwencja Thibaut Courtois zainicjowała kontrę, którą na gola pieczętującego zwycięstwo Realu zamienił Karim Benzema.

Mimo, że Huesca okupuje przedostatnie miejsce w tabeli, Gaizka Garitano jest świadomy zagrożenia ze strony beniaminka.

Huesca odwiedzi nas w bardzo dobrym momencie. Wreszcie odnieśli pierwsze ligowe zwycięstwo, na które zasłużyła znacznie wcześniej. Przy tak napiętym terminarzu nie ma znaczenia, że znajdują się na dole tabeli. Widzę w niej zespół dobry i zmotywowany do kolejnego zwycięstwa. Dobrze grają w środku pola, nawet pod presją. To prawdopodobnie ich najlepszy moment w sezonie, ale jesteśmy pewni siebie. Musimy zwyciężyć – powiedział Gaizka Garitano.

A Huesca rzeczywiście znajduje się w swym najlepszym momencie. Po w pełni zasłużonym zwycięstwie nad Deportivo Alaves (1:0), trener Michel zapowiada walkę o wyjście ze strefy spadkowej.

Pomimo porażki, Athletic zagrał dobry mecz i mogli wyrównać w ostatniej minucie. To z pewnością ich wzmocni. Mówimy o zespole, który w LaLiga zalicza postęp. My musimy przywrócić im niepewność, jaką mieli do niedawna. Musimy też zabrać im piłkę, bo to podstawa ich gry. Będziemy musieli cierpieć, ale pomimo braków kadrowych wyjdziemy przygotowani na 100%. Żadnych wymówek – odważnie zapowiada Michel.

Super sabado

W sobotę czeka nas największe natężenie meczów z udziałem czołówki; jedynie Real Madryt zagra dzień później.

Jeżeli Atletico potrzebuje otrząśnięcia się po niesamowitym mancie, jakie podopiecznym Simeone sprawił Zidane i spółka, to trudno o lepszego rywala niż sobotni. “Cholo”, w swoim stylu, może prawić kurtuazyjne banały, że “Elche to bardzo wymagający rywal”, ale w teorii wydaje się idealnym, by powrócić na zwycięską ścieżkę. Beniaminek jest jednym z najbardziej nijakich zespołów w lidze, których postawa mocno zależy od osamotnionego Pere Milli. Ostatnie ligowe zwycięstwo odnotowali dwa miesiące temu, pokonując u siebie Valencię. Od tamtej pory – porażki z Betisem i Granadą, a także cztery remisy. To, co wyróżnia Elche, to solidna, jak na ich poziom, gra w defensywie. Jednakże, jeśli Simeone potrzebował ostatecznego potwierdzenia, że stary styl Atletico, oparty na zwartej obronie i kontrach, jest już nieefektywny, to papierkiem lakmusowym były sromotnie przegrane derby. Żeby przypomnieć sobie ostatni triumf tej ekipy nad madrytczykami, trzeba się cofnąć do 2002 roku, gdy obie ekipy występowały na zapleczu LaLiga. Los Colchoneros w sobotę zawalczą zatem nie tylko o zachowanie fotelu lidera, a także, co najważniejsze, odzyskanie wiary we własne, wielkie zresztą, możliwości.

Po nich w szranki staną dwa zespoły, których pojedynek jeszcze niedawno byłby murowanym hitem kolejki. Dziś, jedyne, co wiemy na pewno, to że w starciu Barcelony z Valencią niczego nie można być pewnym. Valencia potrafi rozbić Real Madryt, postawić się Atletico, a następnie dać się zatrzymać Eibarowi. Summa summarum, biorąc pod uwagę ogromny kryzys instytucjonalny Nietoperzy, piłkarze Javiego Gracii i tak prezentują się chyba lepiej niż zakładano. Barcelona, natomiast, w czwartek w dobrym stylu pokonała ówczesnego lidera z San Sebastian. W normalnych warunkach można by więc założyć, że spokojnie wbije Valencii trzy gole i będzie czekać na ostatni gwizdek, ale nie wskazuje na to ani przebieg obecnego sezonu, ani historia. Nietoperze, niezależnie od formy, są dla Dumy Katalonii bardzo trudnym rywalem. Dowodem niech będzie fakt, że na pięć ostatnich rywalizacji, Barcelona wygrała zaledwie raz, a Valencia dwukrotnie – w tym w finale Pucharu Króla z 2019 roku.

W pierwszy dzień weekendu swoje mecze zagrają także Real Sociedad, Villarreal oraz Sevilla. Ekipy z czołówki są zdecydowanymi faworytami swych starć, bo ich rywale plasują się w ligowej tabeli od pozycji 17. w dół. Warto włączyć zwłaszcza wyjazdowy pojedynek Realu Sociedad z Levante, gdzie podopieczni Imanola Alguacila spróbują przerwać serię czterech ligowych spotkań bez porażki. Wiele o tegorocznym poziomie LaLiga mówi fakt, że pomimo wspomnianej serii Baskowie ustępują liderującemu Atletico jedynie bilansem bramek.

Nie popaść w samozachwyt

 Real Madryt w niedzielę wybierze się na Ipurua. Królewscy są w świetnych nastrojach i nie sposób się temu dziwić. Los Blancos nie tylko zdołali awansować z pierwszego miejsca w Lidze Mistrzów, a później szczęśliwie wylosować Atalantę. W lidze, po wspomnianym zwycięstwie z Athletikiem, ich seria wygranych wzrosła do trzech, ale najważniejszy jest jeszcze inny fakt. W środę, po raz pierwszy od ponad roku, Zinedine Zidane miał do dyspozycji wszystkich zawodników. Co prawda, Luka Jović, Eden Hazard i Mariano Diaz nie trenowali na pełnych obrotach, ale sytuacja zdrowotna kadry Królewskich zaczyna wyglądać coraz lepiej. W takich warunkach łatwo popaść w samozachwyt, co taki stadion, jak Ipurua, może łatwo zrewidować. Trener Mendillibar, w przeciwieństwie na polskich skrzydłowych, stawia na intensywność i grę zespołową, której najważniejszym elementem jest Bryan Gil. 19-latek z Sevilli cierpi jednak na uraz i jego występ z Realem stoi pod znakiem zapytania.

Wszystko zatem wskazuje na zwycięstwo podopiecznych Zidane’a. A to właśnie podchodzenie do spotkań z przeświadczeniem, że wygrają się same są od pewnego czasu zmorą Królewskich.

Komentarze