Lionel Messi
Lionel Messi PressFocus

Barcelona uniknęła blamażu

Wszyscy trzej faworyci środowych meczów Pucharu Króla awansowali do ćwierćfinałów. Sevilla pokonała Valencię (3:0), Barcelona wygrała z Rayo Vallecano (2:1), a drugoligowa Almeria po serii rzutów karnych wyeliminowała Osasunę.

Sevilla załatwiła kwestię awansu w pierwszej połowie

Gospodarze od pierwszych minut starali się zdominować rywali i jak najszybciej zamknąć kwestię awansu. Bardzo aktywny był Suso, który udanie dryblował, podawał i strzelał, ale w początkowej fazie spotkania nie przełożyło się to na bramki. Sevilla wyszła na zasłużone prowadzenie dopiero w 20. minucie po rzucie rożnym. Dośrodkowywał Marcos Acuna, a Luuk de Jong wykorzystał swój wzrost, by wygrać pojedynek z Urosem Raciciem i uderzył, a piłka po rękach Cristiana Rivero Sabatera wpadła do siatki. Holenderskiemu napastnikowi zależało, by zrobić wrażenie na trenerze, zwłaszcza w obliczu fenomenalnej ostatnio formy Youssefa En-Nesyriego. De Jong zrobił, co mógł, bo w 33. minucie dołożył drugie trafienie po asyście Suso z prawej strony. Ivan Rakitić jeszcze przed przerwą dobitnie zobrazował przewagę swojej drużyny, bezczelnie lobując golkipera rywali z okolicy 15. metra.

Właśnie o to chodziło Julenowi Lopeteguiemu – rozstrzygnąć mecz w pierwszej połowie i wrzucić na jałowy bieg po przerwie. Dokładnie to zrobili gospodarze, którzy mimo zmniejszenia intensywności tworzyli sobie lepsze okazje po zmianie połów. 3:0 dla Sevilli to był tego dnia najniższy wymiar kary. Valencia mentalnie i fizycznie nie dotarła na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan.

Barca odrobiła straty i uniknęła blamażu

Barcelona swój maraton meczów wyjazdowych miała zakończyć w Madrycie i widać było, że nieustanne podróże wpłynęły na dyspozycję fizyczną podopiecznych Koemana. W pierwszej połowie gościom trudno było skonstruować okazję będącą realnym zagrożeniem dla bramki strzeżonej przez reprezentanta Macedonii, Stole Dimitrievskiego. Najaktywniejszymi zawodnikami Barcelony byli ci mający coś do udowodnienia. Junior Firpo często starał się obsługiwać kolegów dokładnymi centrami z lewej strony, a Francisco Trincao szukał dryblingu i szans do zdobycia debiutanckiej bramki w barwach Barcelony. To właśnie on był autorem najgroźniejszej okazji w pierwszej połowie. Swój rajd zakończył strzałem obronionym przez Dimitrievskiego, a dobitka w wykonaniu Riquiego Puiga odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką.

Po przerwie Duma Katalonii rozpoczęła niemrawo, wyłączając uderzenie Leo Messiego z rzutu wolnego, które odbiło się od aluminium. Gości otrzeźwiła dopiero utrata gola. W 63. minucie Alvaro Garcia minął Clementa Lengleta jak juniora i zagrał wzdłuż bramki. Piłka odbiła się jeszcze od Neto i spadła pod nogi Frana Garcii, a temu pozostało dostawić nogę. To pobudziło gości. Szybko do siatki trafił Frenkie de Jong, ale sędzia słusznie odgwizdał spalonego. Chwilę później Holender wypracował jednak bramkę wyrównującą. Podał z głębi pola do wybiegającego Antoine’a Griezmanna, dzięki czemu Francuz wybiegał wraz z Messim przeciwko bramkarzowi rywali. Argentyńczyk ostatecznie trafił do pustej bramki i wyrównał stan meczu. Dziesięć minut później Barcelona udokumentowała swoją przewagę. Tym razem Messi wszedł w rolę kreatora i posłał długą piłkę do Jordiego Alby. Obrońca wrzucił z lewej strony, a de Jong zapewnił Barcelonie i drugiego gola, i awans.

Podopieczni Koemana po raz kolejny nie zachwycili, ale odpowiednio zareagowali na trudną boiskową sytuację. Dzięki temu, po wyeliminowaniu rywala z drugiej linii, pozostają w grze o jedyne trofeum, jakie wydaje się na ten moment w zasięgu drużyny i już w piątek pozna swojego ćwierćfinałowego rywala.

Bramkarz Almerii bohaterem serii rzutów karnych

Z grona zespołów z niższych lig, przewidywano, że to Almeria ma największe szanse na sprawienie niespodzianki. Gospodarze środowego meczu imponują polotem i skutecznością na zapleczu La Ligi, a Osasuna to jedna z ekip, której widmo spadku z ekstraklasy spogląda w oczy coraz wyraźniej. Te opinie musiały dojść to trenera Arrasate, bo zespół z Pampeluny prezentował się w starciu pucharowym naprawdę dobrze. Goście oddali, co prawda, piłkę rywalom, ale stwarzali sobie multum sytuacji podbramkowych. Wyraźnie rozkręcili się po przerwie, gdy Almeria długimi momentami nie wychodziła z własnej połowy, ale Enric i Javier Calvo ani razu nie trafili do siatki.

Konieczna okazała się dogrywka, która jednak również nie wyłoniła kolejnego ćwierćfinalisty. Ma czego żałować Jonathan Calleri. Argentyńczyk miał w 115. minucie na nodze piłkę meczową, ale z odległości pięciu metrów uderzył ponad bramkę.

W drugiej serii rzutów karnych fatalnie pomylił się Jose Serna, ale wynik wyrównał się po tym jak Rubio Fernando obronił strzał Manuela Sancheza. Golkiper Almerii popisał się także w szóstej serii, broniąc uderzenie Davida Garcii i zapewnił swej drużynie awans do ćwierćfinału. Póki co podopieczni trenera Jose Gomesa są jedynymi reprezentantami niższych lig w kolejnej rundzie Pucharu Króla.

Komentarze