Czy to będzie spokojny weekend dla czołówki LaLiga?

Thomas Lemar i Carlos Soler
Thomas Lemar i Carlos Soler PressFocus

Za nami połowa sezonu. W 20. kolejce Atletico, Real i Barcelona zmierzą się z rywalami z dolnej połowy tabeli. Nie możemy jednak z marszu dopisywać trzech punktów; zwłaszcza Królewskim i Blaugranie.

Levante zechce podtrzymać domową serię

Pierwszą serię gier rundy wiosennej rozpocznie pojedynek Levante z Realem Valladolid. Oba zespoły zakwalifikowały się do kolejnej rundy Pucharu Króla i mogą być relatywnie zadowolone z przebiegu ostatnich tygodni. Podopieczni Paco Lopeza powalczą o podtrzymanie serii. Na własnym boisku nie przegrali w LaLiga od październikowego pojedynku z Realem Madryt. Od tamtej pory zespół z Walencji zanotował trzy remisy i cztery zwycięstwa u siebie. Przy tym trzeba dodać, że wspomniane zwycięstwa notowało Levante z uznanymi firmami, takimi jak Real Sociedad, Betis czy Getafe. Gdyby na wyjazdach podopieczni Lopeza radzili sobie podobnie, to mogliby włączyć się do walki o europejskie puchary.

Nie potrafię wyjaśnić różnicy pomiędzy naszymi meczami u siebie i na wyjeździe. Jedyne, co w obecnym sezonie jest stałe, to nieregularność. Oczywiście, że chcielibyśmy zwyciężać na innych stadionach i postaramy się znaleźć równowagę. Nie zmieniamy pomysłu w meczach wyjazdowych i naprawdę trudno mi to wyjaśnić – mówił przed meczem Paco Lopez. – Real Valladolid to dobry zespół, pokazuje to w każdym meczu. To niewygodne dla rywali, bo ciężko jest zdobyć przeciwko nim bramkę. Trener Sergio odwala kawał dobrej roboty. W listopadzie prowadziliśmy grę i mogliśmy wygrać, a ostatecznie z wielkim trudem zremisowaliśmy. Spodziewam się wyrównanego starcia – zapowiedział trener Levante. Dodał też, że choć Rober Pier wygrał walkę z koronawirusem, nie wróci do składu na pojedynek z Realem Valladolid.

Madrycki AS zauważa, że twierdzę w Walencji spróbuje zdobyć Shon Weissman. Izraelski napastnik Valladolidu zdobył zaledwie trzy ligowe bramki, ale poziom jego gry pokazuje, że stać go na wiele więcej. W pojedynku z Levante postara się skruszyć, niezdobyty od trzech miesięcy, Estadio Ciudad de Valencia, a o dostarczanie mu piłek zadbać mają Fabio Orellana, Kike i Oscar Plano.

Napięcie Zidane’a

Sobota rozpocznie się od pojedynku czerwonej latarni z czwartą siłą LaLiga. Trener Pacheta zdecydowanie nie ma łatwego powrotu na hiszpańskie boiska. Żółta Łódź Podwodna jest zdecydowanym faworytem tego starcia.

Następnie Julen Lopetegui będzie musiał uniknąć pułapki trenera Cervery. Wiemy, że Cadiz uwielbia grać z rywalami, którzy dominują na boisku, co pozwala mu wyprowadzać zabójcze kontry. Jeśli Sevilla chce zgarnąć trzy punkty z beniaminkiem, zdecydowanie wyższy poziom niż w ostatnich tygodniach prezentować musi linia defensywna Andaluzyjczyków. Choć Diego Carlos dołożył kilka cegiełek do straconych ostatnio przez Sevillę bramek, to jego nieobecność, związana z koronawirusem, będzie odczuwalna.

Ponadto o przełamanie fatalnej ligowej passy powalczy Real Sociedad. Najlepszy zespół początku sezonu wygrał tylko jedno z ostatnich dziewięciu spotkań w LaLiga. Rywal na przełamanie trafił się interesujący. Real Betis znajduje się na fali wznoszącej po powrocie do gry Sergio Canalesa, ale nadal popełnia furę błędów w obronie. Problemem Sociedad w ostatnich miesiącach jest ogromna nieskuteczność; jeżeli podopieczni Alguacila nie zdołają sforsować tak chwiejnej defensywy, jak Betisu, to ich kryzys mentalny może się jeszcze pogłębić.

Wydarzeniem dnia będzie jednak starcie Deportivo Alaves z Realem Madryt. Stary-nowy trener Basków, Abelardo, na dzień dobry przegrał dwa spotkania, ale w sobotę czeka go mecz, w którym ma niewiele do stracenia, a mnóstwo do zyskania.

Odpadnięcie z trzecioligowym Alcoyano po dogrywce, w której zresztą niżej notowani rywale grali w osłabieniu, uznawane jest za największą porażkę ery Zidane’a. Trener, który sięgnął po trzy Ligi Mistrzów z rzędu nie potrafi w ostatnich tygodniach zmotywować weteranów i zaufać młodym. Kilka dni przed Acoyonazo Real odpadł też w półfinale Superpucharu Hiszpanii. Zinedine Zidane jest coraz mocniej kwestionowany, nawet przez najzagorzalszych kibiców. Media rozpisują się nad sytuacją Martina Odegaarda, który wrócił do Madrytu na osobistą prośbę Zizou, tylko po to, by odgrywać marginalną rolę. Francuz wystawia do gry kilkunastu zawodników, mających gwarantować mu bezpieczeństwo wyniku. Jak wiemy, te wyniki w ostatnim czasie też przestały bronić Zidane’a, a powolne “zabijanie” młodych gwiazd, takich jak Achraf Hakimi, Sergio Reguilon, Vinicius, Rodrygo czy wspomniany Odegaard sprawia, że zwolnienie Francuza jest bliższe niż kiedykolwiek.

Niespodziewanie więc, mecz z broniącym się przed spadkiem Deportivo Alaves może dla Realu okazać się kluczowe. Baskowie postawili się już w tym sezonie Sevilli (1:2), Atletico (1:2) i Barcelonie (1:1). W spotkaniu z Królewskimi ich ewentualne ulegnięcie mistrzom kraju nie odbije się na zawodnikach negatywnie, za to w przypadku zwycięstwa zostaną bohaterami. Dla Zidane’a trzecia kolejna porażka może okazać się ostatnim meczem, w którym zasiadł na ławce trenerskiej Realu.

Pełne skupienie faworytów

W niedzielę swoje spotkanie rozegrają Barcelona i Atletico. Dumę Katalonii czeka wyjazd do 18. Elche, a Los Colchoneros podejmą u siebie zamieszaną w walkę o utrzymanie Valencię. W teorii obaj faworyci nie powinni mieć większych problemów. W praktyce Barcelona ma w nogach trzy kolejne dogrywki, czyli, sumując, dodatkowe spotkanie. Ponadto w zespole Dumy Katalonii zabraknie Leo Messiego, dla którego będzie to ostatni mecz kary za czerwoną kartkę otrzymaną w Superpucharze Hiszpanii. Nawet przeciwko trzecioligowej Cornelli Barcelonie brakowało kreatywności swojego kapitana. Elche natomiast ma nóż na gardle i każdy zdobyty punkt będzie dla niej jak łyk powietrza. Jeżeli Barca chce zachować dystans czy zbliżyć się do Realu Madryt, musi podejść do niedzielnego meczu w pełni skoncentrowana.

Atletico problemów z koncentracją nie ma, ale zmierzy się z najbardziej nieprzewidywalną ekipą LaLiga. Valencia ma ujemny bilans bramkowy, mimo że aż 12 drużyn LaLiga zdobyło od niej mniej goli. Spotkania Nietoperzy to zwykle festiwal strzelecki. O tym, że pogrążonego w kryzysie instytucjonalnym zespołu nie należy lekceważyć, boleśnie przekonały się ekipy Barcelony (2:2) czy Realu Madryt (4:1). Fakty pozostają jednak takie, że w dziewięciu domowych meczach, Atletico zanotowało tylko jeden remis i straciło zaledwie dwa gole. Trudno też spodziewać się, by podopieczni Diego Simeone podeszli do rywala po macoszemu. W Madrycie doskonale wiedzą, że przed pierwszym meczem z Chelsea mogą praktycznie zapewnić sobie mistrzostwo. Spotkanie z Valencią rozpocznie serię sześciu meczów z rywalami z niższej półki, po których Atletico może wypracować sobie bezpieczną przewagę nad Królewskimi czy Dumą Katalonii.

Komentarze