Derbowy weekend w La Lidze

Joaquin
Joaquin PressFocus

Nadchodząca, 27. już, kolejka La Ligi obfitować będzie w starcia derbowe, których ujrzymy aż trzy. Najciekawiej z nich zapowiadają się zawsze emocjonujące Gran Derbi, czyli mecz Sevilli z Realem Betis.

Mocny początek kolejki

W tym tygodniu La Liga gwarantować będzie emocje i odpowiedni poziom już od pierwszego starcia. W piątek czekają nas bowiem derby Walencji, w których faworytem wydają się być zawodnicy Levante.

Jasne, zespół z Estadi Ciutat de Valencia dzielą od Los Che zaledwie dwa punkty. Na przestrzeni całego sezonu jednak, to właśnie podopieczni Paco Lopeza wydają się ekipą nie tylko solidniejszą, ale i równiejszą. Odpadli z Pucharu Króla na etapie półfinału po zaciętym boju z Athletikiem. Teraz pozostało im zatem jedynie jak najlepsze zakończenie sezonu w lidze.

Derby Walencji, w przeciwieństwie choćby do tych odbywających się w Sewilli, upływają zwykle w charakterze przyjaźni. Najlepszym ku temu dowodem niech będzie fakt, że obaj szkoleniowcy spotkali się na wspólnej konferencji prasowej.

Gratuluję ci [Paco Lopezowi – przyp. red.] trzech lat w Levante, można powiedzieć, że to twoje urodziny! Myślę, że następny mecz jest tak samo ważny jak poprzedni. Chcemy, by derby okazały się istotne, bo ostatnio udało nam się osiągnąć pozytywny wynik. Reszta jest konsekwencją naszej pracy. Nastrój derbowy może pomóc ci lepiej konkurować. Walka z drużyną z tego samego miasta zawsze wzbudza w zawodnikach dodatkową motywację. Najważniejsze są jednak punkty, których jest coraz mniej do zdobycia – powiedział szkoleniowiec Valencii, Javi Gracia.

Paco Lopez nie zaprzeczył temu, że jego Granata chce walczyć o miejsca w Europie.

Zawsze jasno określamy nasze cele. Kiedy mówię, że musimy wygrać dwa czy trzy mecze, chodzi mi o to, że gdy złapie się odpowiednią passę, łatwiej jest zbliżyć się do konkretnej strefy w tabeli. Każdy punkt jest na wagę złota. Jeszcze dwa miesiące temu byliśmy w trudnej sytuacji, ale udało się z niej wyjść. Aspekt emocjonalny w derbach może zrobić różnicę, ale naszą ideą jest zachowanie równowagi i skupianie się na tym, co robimy dobrze, a nie źle. Nie wiem, czy to spotkanie będzie punktem zwrotnym, ale byłoby nim sięgnięcie po komplet oczek. W tym momencie każde zdobycie pełnej puli daje dużo w kontekście sytuacji w tabeli – zapowiedział Paco Lopez.

Emocjonujące derby rozpoczną kolejkę w piątek o godzinie 21.00.

Real Madryt potrzebuje zwycięstw

Sobotnie spotkanie z Elche jest dla Królewskich szansą, by powrócić na zwycięską ścieżkę. Ostatnie dwa ligowe starcia z Atletico i Realem Sociedad skończyły się remisami, co pozwoliło Barcelonie przeskoczyć odwiecznego rywala w tabeli. O ile jednak utraty punktów z tak renomowanymi rywalami trudno uznać za coś wstydliwego, o tyle zwycięstwo z Elche wydaje się być dla Realu Madryt obowiązkiem.

Łatwo jednak nie będzie. Tydzień temu podopieczni Frana Escriby udowodnili, że swoją agresywnością i żądzą do pozostania w ekstraklasie są w stanie zaszkodzić największym przeciwnikom. Dzięki sensacyjnemu zwycięstwu nad Sevillą wygrzebali się, choćby na chwilę, ze strefy spadkowej. Obrońca Elche, Dani Calvo, jest pozytywnie nastrojony przed rywalizacją z mistrzami Hiszpanii.

Wiemy, że to będzie trudny mecz, ale bardzo zależy nam na zdobyciu trzech punktów. Jesteśmy bardzo solidnym, zjednoczonym, zaangażowanym i zorganizowanym zespołem. Znajdujemy się na dobrej drodze do osiągnięcia celu. Zdołaliśmy już wygrzebać się ze strefy spadkowej dzięki zwycięstwu i zamierzamy to powtórzyć w Madrycie. Powalczymy o trzy punkty – powiedział Calvo w rozmowie z AS-em.

Tymczasem sytuacja medialna wokół Królewskich wydaje się być zawieszona między niedawnymi derbami, a nadchodzącym rewanżem w Lidze Mistrzów. Tymczasem ewentualna utrata punktów w niepozornym meczu z Elche może na dobre wykluczyć podopiecznych Zidane’a z walki o obronę tytułu mistrzowskiego. Francuski szkoleniowiec musi się cieszyć z powrotu Karima Benzemy, z drużyną trenowali także Sergio Ramos i Eden Hazard. Być może wszyscy dostaną minuty przed nadchodzącym rewanżem z Atalantą.

Małe derby Madrytu

W sobotę inne madryckie kluby także powalczą o punkty. Co ważniejsze, te punkty zarówno dla Getafe, jak i dla Atletico, są na wagę złota.

Podopieczni Pepe Bordalasa zaliczyli fatalne ostatnie miesiące i wydawało się, że po efektownym zwycięstwie nad Valencią (3:0) wrócili na odpowiednie tory. Tę tezę brutalnie zweryfikował rywal madrytczyków w walce o utrzymanie, czyli Real Valladolid. Przegrana z Pucelą sprawiła, że Getafe znajduje się zaledwie pięć oczek nad strefą spadkową. A przecież Getafe ma kadrę zdolną do walki o europejskie puchary.

Atletico cele ma zgoła inne, ale równie mocno potrzebuje zwycięstwa. W ostatnich tygodniach Barcelona odrobiła straty do lidera. Ponadto Rojiblancos rozegrali wreszcie wszystkie zaległe spotkania. Nie mogą więc pocieszać się tym, że będą w stanie zwiększyć dzięki temu przewagę nad rywalami. Obecnie wszyscy trzej najwięksi faworyci rozegrali tyle samo meczów. Atletico ma przewagę sześciu punktów nad Blaugraną, więc jakakolwiek utrata oczek może zdestabilizować drużynę.

Historia zdecydowanie stoi jednak po stronie Los Colchoneros. Getafe nie tylko nie zdołało choćby zremisować z rywalami zza miedzy, odkąd prowadzi ich Diego Simeone. Zespół Bordalasa nie zdobył bramki w tej rywalizacji od niemal dekady, a dokładnie od listopada 2011 roku! Bilans ostatnich dziesięciu bezpośrednich pojedynków to komplet zwycięstw “Cholo”, z niesamowitym bilansem bramkowym 16:0.

Prawdziwe Gran Derbi

Derbową rywalizację 27. kolejki La Ligi zamknie prawdziwy rarytas, czyli pojedynek Sevilli z Realem Betis. Te spotkania nie tylko gwarantują spektakl, emocje do końca i grad bramek. Są też zwykle pokazem walki pomiędzy dwoma znienawidzonymi zespołami.

W teorii powinniśmy spodziewać się łatwego zwycięstwa Sevilli. W końcu podopieczni Lopeteguiego piastują czwarte miejsce w lidze, mając w zanadrzu zaległe spotkanie. Real Betis nie przypomina jednak już samego siebie z pierwszej połowy sezonu.

Tu warto podkreślić kamień milowy, jakim dla podopiecznych Manuela Pellegriniego były poprzednie derby przeciwko Sevilli.

Remis w spotkaniu z początku stycznia okazał się punktem zwrotnym dla Verdiblancos. Wówczas, skazywani na porażkę, całkowicie zdominowali Sevillę, remisując ostatecznie przez przestrzelony rzut karny w wykonaniu Nabila Fekira. Od tamtego momentu Betis zanotował siedem zwycięstw, jeden remis i zaledwie jedną porażkę, w dodatku przeciwko Barcelonie. Zespół, “znany” z dziurawej jak sito obrony i nieskutecznej ofensywy, przepoczwarzył się. We wspomnianej serii stracili, co prawda, dziewięć bramek w dziewięciu spotkaniach. Tu trzeba jednak dodać, że trzy z nich miały miejsce w starciu z rozpędzoną Blaugraną (2:3).

Sevilla natomiast, nie notuje ostatnio najlepszych wyników. Utraciła przewagę z pierwszego półfinału Pucharu Króla i po rewanżu uległa Barcelonie. Później zasłużenie odpadła z Ligi Mistrzów po dwumeczu z Borussią Dortmund. Przegrała także dwa ostatnie mecze w lidze.

Rezultatu przewidzieć nie sposób, ale jednego możemy być pewni – będzie to jedno z najlepszych i najciekawszych dla postronnego widza spotkań obecnej kolejki.

Barcelona kontra czerwona latarnia ligi

Jakkolwiek SD Huesca imponuje w ostatnich tygodniach, wydzierając zwycięstwo Realowi Valladolid i Granadzie, a także serwując prawdziwe partidazo przeciwko Celcie Vigo (3:4), podopieczni trenera Pachety pozostają ostatnią drużyną w lidze. Jej pozytywna przemiana po objęciu stanowiska przez byłego szkoleniowca Korony Kielce jest imponująca, ale wydaje się, że to może nie wystarczyć, by urwać punkty Barcelonie. Zwłaszcza Barcelonie w obecnej sytuacji.

By podsumować ostatnie tygodnie, Duma Katalonii nadrobiła znaczną część strat do liderującego Atletico, przeskoczyła w tabeli Real Madryt, odwróciła losy półfinału Pucharu Króla i pokazała się ze świetnej strony w rewanżu z Paris-Saint Germain. Ponadto, w klubie zakończył się w końcu okres bezkrólewia i na nowego prezydenta wybrano Joana Laportę, który rozpoczął już kampanię podnoszenia kibiców na duchu. Pojawia się wszędzie, nawołuje do wiary w drużynę i do walki o trofea. Cóż, Blaugrany nie ma już w Lidze Mistrzów, a finał Pucharu Króla odbędzie się dopiero za miesiąc. Zespół musi zatem skupić się na La Lidze.

I choć Huesca udowodniła, że potrafi uprzykrzyć życie każdej obronie, a Rafa Mir ma zadatki na naprawdę świetnego napastnika, faworyt poniedziałkowego starcia może być tylko jeden. Spotkań do końca sezonu jest coraz mniej. Jeśli Ronald Koeman chce pozostać w walce o więcej niż jedno trofeum, musi bezapelacyjnie punktować w starciach z zespołami pokroju Hueski.

Komentarze