Emocjonalny rollercoaster na Camp Nou! Barcelona w finale Pucharu Króla

Gerard Pique
Gerard Pique Pressfocus

Sekundy dzieliły Barcelonę od odpadnięcia z Pucharu Króla. Podopieczni Ronalda Koemana wykrzesali z siebie jednak to, co najlepsze i doprowadzili do dogrywki. W niej Blaugrana strzeliła gola numer trzy i awansowała do finału, gdzie zmierzy się z Athletikiem Bilbao lub Levante.

Pierwsze półfinałowe starcie w Pucharze Króla na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan między Sevillą, a Barceloną zakończyło się zaskakującym wynikiem. Andaluzyjczycy triumfowali bowiem 2:0 i przybliżyli się do finału. Blaugrana zamierzała jednak zrobić wszystko, aby pokrzyżować te plany.

Miłe złego początki

Pierwsze minuty należały do gości, którzy mieli korzystny rezultat, ale nie zamierzali grać na czas i wyczekiwać końcowego gwizdka arbitra. Sevilla atakowała rywala wysokim pressingiem i była nieustępliwa w defensywie. Wraz z upływem czasu pozwalała przeciwnikowi na coraz więcej. Barcelona rozgrywała cierpliwie piłkę i utrzymywała się długo na połowie oponenta. Bardzo aktywny był Ousmane Dembele, który oddał dwa niecelne uderzenia. W 12. minucie zrehabilitował się w najlepszy możliwy sposób, ponieważ zapewnił Dumie Katalonii prowadzenie 1:0. Leo Messi podał do Francuza, który opanował futbolówkę, znalazł sobie miejsce na oddanie strzału, zszedł do środka i fenomenalnie przymierzył prawą nogą w lewy górny róg bramki. Podopieczni Julena Lopeteguiego zachowali się pasywnie we własnym polu karnym i stracili pierwszego gola w obecnej edycji Pucharu Króla.

W dalszej spotkania meczu Sevilla miała swoje momenty. Wyglądała lepiej w ofensywie, ale nie na tyle, aby wyrównać stan meczu. Barcelona często blokowała albo neutralizowała akcje przeciwnika. Czujność zachowywał również Marc-Andre ter Stegen. Blaugrana mogła wygrywać 2:0, ale w 33. minucie Marcos Acuna wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Messiego. Podopieczni Ronalda Koemana do szatni schodzili prowadząc różnicą jednego gola.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą

W pierwszej połowie chwaliliśmy Barcelonę, bo było za co. Tymczasem w drugiej części spotkania przez długi czas gospodarze nie potrafili oddać strzału (nawet niecelnego) na bramkę rywala, który ograniczył się jedynie do kontrataków. Dopiero po pewnym czasie Katalończycy zepchnęli przeciwnika do głębokiej defensywy i rozpoczęli szturm na pole karne Andaluzyjczyków.

W 67. minucie Dembele dośrodkował idealnie w szesnastkę, gdzie czekał już Jordi Alba. Hiszpan wyskoczył w powietrze i z pierwszej piłki uderzył w poprzeczkę. Blaugrana napierała coraz bardziej, ale to Sevilla sześć minut później mogła wykonać ogromny krok w stronę awansu do finału. Oscar Mingueza niezgodnie z przepisami zatrzymał Lucasa Ocamposa i sędzia wskazała na wapno. Do piłki podszedł sam poszkodowany, co nie okazało się dobrą decyzję. Argentyńczyk przymierzył fatalnie w lewy róg bramki, a ter Stegen wyczuł jego intencje i uchronił swoją drużynę przed utratą gola.

Goście w końcowej fazie meczu bronili się desperacko, a ponadto grali w osłabieniu. Fernando otrzymał bowiem drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. Dwie minuty później stało się to, o czym marzyli fani Barcelony. Po dużym zamieszaniu i serii wybić piłki w szesnastce, futbolówka trafiła do Antoine’a Griezmanna. Francuz dośrodkował kapitalnie do Gerarda Pique, który po strzale głową pokonał bramkarza. Do wyłonienia pierwszego finalisty konieczna była zatem dogrywka.

Nieoczywisty bohater

Do dogrywki Barcelona przystępowała z bojowym nastawieniem. Dokonała trudnej sztuki i wyrównała w końcówce, ale wciąż potrzebowała jednego gola, aby zameldować się w finale. W 95. minucie Alba dośrodkował rewelacyjnie na głowę Martina Braithwaite’a. Duńczyk uderzył świetnie w lewy dolny róg bramki. Przewaga gospodarzy nie podlegała dyskusji, chociaż trafienie Sevilli mogło odmienić wszystko. Tak się jednak nie stało i Duma Katalonii po niezwykle emocjonującym meczu awansowała do finału Pucharu Króla.

Komentarze

Comments 2 comments