Griezmann zaburzył równowagę sił La Ligi

Antoine Griezmann
Antoine Griezmann PressFocus

Przenosiny Antoine’a Griezmanna do Atletico Madryt w ostatnich minutach okna transferowego całkowicie zaburzyły równowagę sił na szczycie La Ligi. Przedtem trzy topowe drużyny miały wyrównane kadry, choć i wtedy aktualni mistrzowie Hiszpanii mieli delikatną przewagę. Powrót francuskiego Księcia do jego domu sprawia, że dla Rojiblancos obrona tytułu wydaje się wręcz obowiązkiem.

  • Antoine Griezmann w Atletico Madryt przeżywał najlepsze momenty w karierze
  • To wówczas powiedział, że może porównywać się z Cristiano Ronaldo i Leo Messim, hurtowo strzelał gole i został mistrzem świata z reprezentacją Francji
  • Jego przygoda z Barceloną zakończyła się sporym rozczarowaniem. Wydaje się zatem, że powrót do domu, jakim z pewnością jest dla Francuza Wanda Metropolitano, może podziałać na napastnika motywująco
  • Jeszcze przed zakontraktowaniem Griezmanna wydawało się, że Atletico ma najrówniejszą kadrę. Powrót gwiazdy jeszcze bardziej zaburza równowagę sił na szczycie La Ligi

Mozolna droga na szczyt i znalezienie domu

Droga Antoine’a Griezmanna do zawodowego futbolu jest dość powszechnie znana. Odrzucony przez wszystkie szkółki we Francji, dostał szansę w Realu Sociedad. Tam posmakował gry zarówno w drugiej, jak i pierwszej lidze i zwrócił uwagę Diego Simeone.

W Madrycie potrzebował czasu na adaptację, ale gdy już przyjął się w zespole, stał się bezapelacyjnie jedną z największych gwiazd La Ligi. Trudno się dziwić – mobilny napastnik, strzelający mnóstwo bramek, potrafiący odnaleźć partnerów, pewnie wykonujący rzuty wolne i karne. Mało tego, był to prawdopodobnie najlepszy obrońca wśród napastników. U Simeone pracować na boisku musi każdy – no, może z wyjątkiem Luisa Suareza, do czego jeszcze wrócimy – i Francuz karnie uczył się gry bez piłki. Właśnie w tej materii okazał się prawdziwym wirtuozem. Bywało tak, że Griezmann rozpoczynał akcje bramkowe Los Colchoneros odbierając piłkę pod własnym polem karnym. W Atletico był, jak każdy, siłą roboczą, ale jednocześnie ulubieńcem trenera, mającym znaczną wolność w ofensywie. Tam czuł się wolny, swobodny. Mógł wpływać na przebieg spotkania z każdego miejsca, w którym czuł, że jest potrzebny.

Nieudana próba sięgnięcia gwiazd

Słowa o zasiadaniu przy jednym stole z Ronaldo i Messim ciągną się za Griezmannem do dziś. Ale, patrząc na to z dystansu, miał kilka argumentów, by tak uważać. Gwiazda Euro 2016, gwiazda mundialu, na którym został mistrz świata, lider jednego z najlepszych zespołów w Europie. Transfer do Barcelony za 120 milionów euro miał ostatecznie udowodnić, ze miejsce Francuza jest w ścisłej elicie.

I patrząc na statystyki z okresu spędzonego przez niego na Camp Nou, można by pomyśleć, że nie zawiódł. Brał udział w akcji przynoszącej bramkę raz na dwa mecze (35 goli i 17 asyst w 102 spotkaniach). Zaliczył też kilka spotkań, które znamionowały wielką klasę.

Ale przez lwią część przygody z Barceloną Francuza określano w mediach jako “ciało obce”. Brutalnie. Ale też poniekąd celnie.

Griezmann dublował się pozycjami z Messim, więc próbowano ustawiać go na lewym skrzydle czy na środku ataku. Nie zmieniało to wiele. 30-latek często przebywał poza grą, a w oczy rzucał się fakt, który sam zainteresowany przytoczył w wywiadzie. Griezmann nie umiał dryblować, co jest niezbędne, jeżeli chcesz występować na boku ataku Dumy Katalonii. Francuzowi brakowało też pewności siebie, co nieraz pokazywała jego mowa ciała po nieudanych zagraniach. Wydawało się, że odejście Messiego pomoże odblokować się Griezmannowi. Efekt? Trzy mecze bieżącego sezonu, zero bramek, zero asyst i przekazanie żółtej koszulki lidera Memphisowi Depayowi, który z miejsca zaadaptował się w nowej drużynie.

Powrót Księcia

Przytaczany dorobek z okresu na Camp Nou blednie przy statystykach Griezmanna z okresu w Madrycie. 133 bramek pozycjonuje Francuza na piątym miejscu w klasyfikacji wszechczasów Rojiblancos. Do tego popularny Grizzou dorzucił 50 asyst.

Nie ulega wątpliwości, że po powrocie na Wanda Metropolitano Griezmann odnajdzie swoją najlepszą wersję. A z nim gra obecnych mistrzów Hiszpanii może tylko zyskać. W końcu, gdy Diego Simeone desygnował do gry zarówno Luisa Suareza oraz Joao Felixa, nieraz aż dwóch zawodników było wyłączonych z gry defensywnej. Teraz, gdy wrócił ulubieniec Cholo, Portugalczyk zapewne będzie otrzymywał jeszcze mniej szans na pokazanie swoich umiejętności. Sam Griezmann, zaś, w swojej karierze wielokrotnie pokazywał, że najlepiej czuje się u boku silnego napastnika. Takiego, jak jego były kolega z Barcelony, Luis Suarez.

Jeszcze przed powrotem Francuza na Wanda Metropolitano to Los Colchoneros mieli najrówniejszą kadrę, w której każdy zawodnik podstawowego składu miał wartościowego zastępcę. Co zatem powiedzieć, gdy do Madrytu wraca jeden z najlepszych zawodników w historii klubu? Żadna hiszpańska drużyna nie może pochwalić się tak potężną obsadą ofensywy: Luis Suarez, Antoine Griezmann, Joao Felix, Angel Correa, a także Yannick Carrasco, Matheus Cunha i Thomas Lemar.

Barcelona w jednym okienku straciła dwóch najskuteczniejszych strzelców zeszłego sezonu i najlepszego zawodnika w dziejach sportu. Realowi Madryt nie udało się sprowadzić Kyliana Mbappe, więc nadal musi opierać się na Karimie Benzemie i przebłyskach Garetha Bale’a, Viniciusa czy Edena Hazarda.

Jeżeli wcześniej Los Colchoneros byli delikatnymi faworytami w wyścigu o mistrzostwo kraju, tak teraz obrona tytułu jest dla nich niemalże koniecznością. Historia pokazuje, że pod tak wielką presją madrytczycy potrafią zawieść. Czy tak będzie i teraz? Finisz ubiegłego sezonu pokazał, że Simeone potrafi sobie poradzić z zarządzaniem kryzysem. Teraz Argentyńczyk ma dogodne warunki do odnalezienia najlepszej wersji swojej drużyny, którą może lepić różnie, w zależności od najbliższego rywala. Takiego komfortu pracy Cholo nie miał jeszcze nigdy. Nigdy też, nie ciążyła na nim tak wielka presja.

Komentarze