Kapitalny powrót Atletico. Real wciąż walczy, Barca wypadła z wyścigu o tytuł

Piłkarze Atletico Madryt
Piłkarze Atletico Madryt Pressfocus

Wieczorem w niedzielę wystartowała 37. kolejka La Liga. Wszystkie drużyny zagrały o tej samej porze, ale oczy kibiców głównie były skierowane na ekipy z Madrytu oraz FC Barcelonę. Rojiblancos rzutem na taśmę pokonali Osasunę (2:1), dzięki czemu zachowali pozycję lidera. Natomiast Królewscy odnieśli ważne zwycięstwo nad Baskami (1:0), a Duma Katalonii w słabym stylu zakończyła wyścig o tytuł, przegrywając z Celtą (1:2).

Wielkie męki Atletico

Atletico z wielkim impetem ruszyło na Osasunę. Zespół Diego Simeone pod każdym względem wyglądał lepiej na tle przeciwnika, jednak nie był w stanie przełożyć tego na gole. W konsekwencji czas mijał, a na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis.

Na początku spotkania najjaśniejszym punktem Rojiblancos był Luis Suarez. Urugwajczyk dwukrotnie w krótkim odstępie czasu próbował wpisać się na listę strzelców. Wówczas wyłącznie dobra postawa Sergio Herrery uchroniła ekipę z Pampeluny przed stratą goli.

Trzeba przyznać, że golkiper gości miał ręce pełne roboty. Osasuna przez większość czasu skupiona była na defensywie, a swoich szans szukała w kontrach i stałych fragmentach gry. Tymczasem Atletico momentami wręcz bombardowało bramkę rywala, ale do przerwy piłka nie znalazła drogi do siatki.

W drugiej połowie Osasuna była cieniem samej siebie. Po godzinie rywalizacji futbolówka wreszcie wylądowała w siatce. Stefan Savic nie dał większych szans bramkarzowi, jednak radość El Atleti nie trwała zbyt długo. Do akcji wkroczył VAR i okazało się, że defensor przy oddaniu strzału był na pozycji spalonej.

Kiedy wydawało się, że trafienie dla Atletico jest tylko kwestią czasu, Osasuna niespodziewanie objęła prowadzenie. W 76. minucie Ante Budimir w tempo wyskoczył do dośrodkowania z boku boiska i pewnym strzałem głową pokonał Jana Oblaka.

Niebywałej rzeczy dokonali gracze Simeone w samej końcówce. Najpierw w 82. minucie do remisu doprowadził Renan Lodi, natomiast kilka minut przed ostatnim gwizdkiem, Luis Suarez zapewnił Atletico wygraną, dzięki trafieniu z bliskiej odległości.

Tym samym Rojiblancos rzutem na taśmę uratowali się przed katastrofą i wciąż są liderem La Liga.

Real Madryt nie odpuszcza

Starcie w Kraju Basków rozkręcało się powoli. Do przerwy obejrzeliśmy statyczny futbol, a obie drużyny skupione były głównie na defensywie.

Zdecydowanie więcej emocji doświadczyliśmy po przerwie W drugiej połowie Królewscy zyskali na sile, z kolei z każdą kolejną akcją zyskiwali większą pewność siebie przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy.

Real miał więcej jakości i zasłużenie objął prowadzenie w 70. minucie spotkania. Casemiro dopadł do odbitej futbolówki na skraju pola karnego, po czym posłał ją na piąty metr, gdzie akcję zamykał Nacho. Stoper był w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie i szczęśliwie trącił piłkę do siatki.

Królewscy utrzymali prowadzenie do końca i przy wygranej lokalnych rywali nadal są wiceliderem hiszpańskiej ekstraklasy.

Barca wypisała się z wyścigu o mistrzostwo

Najsłabiej z czołówki zaprezentowała się FC Barcelona. Podobnie jak w poprzednich spotkaniach w grze piłkarzy Koemana brakowało odpowiedniej skuteczności. Słaba postawa pod bramką rywala nie mogła zapewnić Dumie Katalonii łatwego zwycięstwa.

Wynik rywalizacji w 28. minucie otworzył Leo Messi. Argentyńczyk bez zawahania wykorzystał dośrodkowanie Busquetsa i głową skierował piłkę do siatki tuż obok lewego słupka.

Celtowie nie zamierzali odpuszczać. Goście wzięli się w garść i odrobili straty jeszcze przed przerwą. Santi Mina w sytuacji sam na sam, trafił w lewy dolny róg, a wcześniej sprytnym zwodem zwiódł dwóch rywali, zyskując więcej miejsca na oddanie strzału.

Po przerwie niewiele się zmieniło. Barca kontrolowała przebieg gry, lecz nie potrafiła wykorzystać swojej przewagi. Najciekawiej zrobiło się kilka minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Najpierw drugą żółtą kartkę obejrzał Clement Lenglet. Od tego momentu Duma Katalonii musiała radzić sobie w osłabieniu.

Można było odnieść wrażenie, że utrata obrońcy podziałała na zawodników Holendra mobilizująco. Było to tylko złudne wrażenie. Chwilę przed końcem Santi Mina zachował zimną głowę w polu karnym. Z kilku metrów pogrążył Barcelonę, a przy okazji wyrzucił ją również z wyścigu o tytuł.

Komentarze

Comments 2 comments

Nie można po bożemu? 1-0 na początku i holować? Co za horror, wszystkie wady zademonstrowane: setka absurdalnych (13 Ncln) strzałów z kapitalnych pozycji i dystansu, słupki, spalone, lekceważenie czasu, strata gola- i Ligi- z jedynej grożnej próby rywali tak póżna że logicznie biorąc nie do odrobienia…
Wchodzą Lodi z Felixem, pojawia się odpowiedzialność, dokładne podania, dają remis w 82ej, i impuls do sięgnięcia po wszystko wbrew prawdopodobieństwu w czasie dodanym: akcja z Lodim, Trippierem, Carrasco> Suarez 2-1.