Kolejna odsłona walki o La Ligę w tle Superligi

Allan Nyom (Getafe) w walce z Sergino Destem (Barcelona)
Allan Nyom (Getafe) w walce z Sergino Destem (Barcelona) PressFocus

Podczas, gdy zewsząd bombardują nas informacje związane z powstaniem – czy też zawieszeniem – Superligi, wciąż funkcjonujące bez zmian rozgrywki ligowe wchodzą w decydującą fazę. Trzech hiszpańskich gigantów, a przy tym założycieli nowego tworu, zmierzą się w 31. kolejce z rywalami z dolnych rejonów tabeli.

Środa z La Liga ważna w kontekście walki o europejskie puchary

Gdy skupiamy się na batalii pomiędzy Atletico, Realem i Barceloną, Sevilla, korzystając z nieobecności Blaugrany w ostatniej kolejce, zbliżyła się do niej na dystans punktu. Na siedem kolejek przed końcem, Los Nervionenses mają sześć oczek straty do lidera i choć wydaje się, że ich walka o mistrzostwo jest nierealna, matematyka nie wyklucza takiego scenariusza. Na otwarcie 31. kolejki podopieczni Julena Lopeteguiego czeka niełatwy wyjazdowy mecz z Levante. Jeszcze miesiąc temu można by uznać zespół z Walencji za równorzędnego rywala dla Sevilli, ale odkąd mają praktycznie zapewnione utrzymanie i pożegnali się z Pucharem Króla, podopieczni Paco Lopeza znacznie obniżyli loty. Ich kiepską dyspozycję fenomenalnie wypunktował kilka dni temu Villarreal, aplikując Levante pięć bramek. Rozpędzona Sevilla nie powinna mieć większych problemów z wywiezieniem z Walencji trzech punktów, a wówczas – choćby na dobę – przeskoczy w tabeli Barcelonę.

Jeszcze tego samego wieczoru swoje spotkania rozegrają bezpośredni rywale w walce o miejsce premiowane grą w Lidze Europy. Real Betis podejmie u siebie podłamany Athletic, a Villarreal czeka wyjazd na teren, odrodzonego przez trenera Calleję, Deportivo Alaves. Betis i Żółtą Łódź Podwodną dzieli w tabeli zaledwie punkt, a zakładając, że format rozgrywek europejskich jednak się nie zmieni, stawka jest niezwykle wysoka.

Real Madryt poszuka zemsty na beniaminku

Cadiz uznawać należy za prawdziwego pogromcę gigantów. W dwumeczu z Barceloną sięgnęli po aż cztery punkty, zremisowali z Villarrealem, a w październiku wywieźli zwycięstwo ze stadionu Realu Madryt.

W teorii, Królewscy po fenomenalnym dwumeczu z Liverpoolem i zwycięstwie w Klasyku, powinni takiego rywala pokonać bez problemu. Sytuacja kadrowa Los Blancos woła jednak o pomstę do nieba. Sami zresztą rzućcie okiem.

Do kadry powrócili Dani Carvajal czy Raphael Varane, którzy według hiszpańskich mediów mogą nawet rozpocząć środowe starcie w wyjściowym składzie. W pojedynku z tak nisko broniącym zespołem jak Cadiz, kluczowa wydaje się jednak rola pomocników. Toni Kroos i Luka Modrić są w stanie rozszarpać najszczelniejsze defensywy świata. Isco i Marco Asensio w spotkaniu z Getafe udowodnili, że kreowanie okazji przychodzi im z trudem. A wówczas mieli przecież jeszcze u boku wspomnianego Chorwata. Real, po klęsce na przedmieściach Madrytu, stracił jakąkolwiek kontrolę nad losem tytułu. Podopiecznym Zinedine’a Zidane’a pozostaje zwyciężać kolejne mecze i liczyć na fartowne dla nich rozwiązanie nadchodzącego pojedynku Atletico z Barceloną. Z taką grą, jak przeciwko Getafe, nawet zwycięstwo z Cadizem nie wydaje się jednak gwarantowane.

Defensorzy Atletico kontra Rafa Mir

Dziewięć bramek w jedenastu ostatnich meczach – taki bilans musi robić wrażenie. Tym bardziej, gdy mówimy o napastniku drużyny, która ledwie dwie kolejki temu wydostała się ze strefy spadkowej. Rafa Mir wydaje się wreszcie dorastać do swojego potencjału. Silny fizycznie, szybki napastnik obdarzony niezłą techniką i “niepękający” w starciach z najlepszymi (by przypomnieć tylko jego próbę wstrzelenia piłki do bramki klatką piersiową w starciu z Barceloną), zmierzy się z najsolidniejszą defensywą ligi. Atletico do starcia z Hueską po raz kolejny podejdzie bez Joao Felixa i Luisa Suareza, ale Angel Correa i Marcos Llorente w pojedynku z Eibarem (5:0) udowodnili, że odnajdują się w pierwszej linii. Eibar, jednakże, znajduje się na równi pochyłej. Huesca, zaś, pomimo niedawnej porażki z Deportivo Alaves, zanotowała niezwykły progres od objęcia jej przez trenera Pachetę.

Rojiblancos kilka dni temu dali sygnał, że żywcem ich Barcelona nie weźmie. Przeciwko beniaminkowi muszą powtórzyć wyczyn z meczu z Eibarem, gdy w drużynie zdawało się funkcjonować wszystko.

Barcelona pragnie dubletu

Po utracie punktów w starciu Getafe z Realem Madryt, katalońskie media informowały, iż szatnia Barcelony mocno wierzy w sięgnięcie po dublet. Sobotni, miażdżący triumf w finale Pucharu Króla pokazał, że Blaugrana grająca trzema stoperami nie ma się tak źle, jak niektórzy myśleli po Klasyku. Niesamowite zawody rozegrał Frenkie de Jong, to samo można powiedzieć o Leo Messim. Otwierającą bramkę zanotował też Antoine Griezmann, co musiało wpłynąć na Francuza motywująco. Z szatni napływają sygnały, że przed drużyną osiem “finałów”. Jeżeli podopieczni trenera Koemana faktycznie zaprezentują się tak, jak w finale Pucharu Króla z Athletikiem, zwycięstwo w lidze wcale nie musi być mrzonką.

Zanim jednak Blaugrana się rozmarzy, musi postawić się zespołowi, który również znajduje się w świetnych nastrojach. Getafe w starciu z Realem Madryt zagrało prawdopodobnie najlepsze spotkanie w rundzie wiosennej La Ligi. Dość powiedzieć, że najlepszym zawodnikiem tego meczu był Thibaut Courtois, który dwoił się i troił, zapewniając ostatecznie kolegom bezbramkowy remis. Czy jednak Getafe stać na tak fantastyczny występ przeciwko gigantowi drugi raz z rzędu? Wątpię. Po pierwsze, Zinedine Zidane desygnował do gry rezerwowych, wspartych Luką Modriciem i Viniciusem. Dla Barcelony rozgrywki ligowe są jedynymi, w jakich walczyć będą do końca sezonu. Podniesieni na duchu przerwaniem dwuletniej posuchy pucharowej Katalończycy nie powinni mieć problemu z wyrwaniem kompletu punktów podopiecznym Pepe Bordalasa.

Komentarze