La Liga – ostatni przystanek przed przerwą reprezentacyjną

Sergio Busquets
Sergio Busquets PressFocus

Ligowy maraton niebawem zwolni na dwa tygodnie. By nie wybrać się na przerwę reprezentacyjną w kiepskim nastroju powalczą zawodnicy Realu Madryt czy FC Barcelona. Obie drużyny czekają w ten weekend niełatwe rywalizacje.

“Papierek lakmusowy w walce o Europę”

Takimi słowami Daniel Lagos z AS-a zapowiada piątkowy mecz Realu Betis z Levante. Obie ekipy znajdują się na początku nowego roku w wysokiej formie. Co ważne, obie preferują futbol proaktywny, skupiony na grze ofensywnej. Dziennikarz madryckiego dziennika zwraca uwagę na to, że będący w dobrej dyspozycji Jose Morales i Jorge De Frutos przetestują chwiejną defensywę Verdiblancos.

Betis ma za sobą przegrane derby Andaluzji, które, mówiąc dość oględnie, nie były porywającym widowiskiem. Mimo tego zawodnicy Manuela Pellegriniego są jedną z drużyn, które zanotowały największy postęp w obecnym roku kalendarzowym. W lidze przegrali tylko we wspomnianych derbach z Sevillą oraz w meczu z Barceloną. Ponadto dwukrotnie z remisowali z silnymi rywalami – z Realem Sociedad i ponownie z rywalem zza miedzy. Dzięki siedmiu zwycięstwom w pozostałych kolejkach rozsiedli się na szóstym miejscu, gwarantującym kwalifikacje do nowoutworzonej Europa Conference League. Tracą trzy punktów do piątego Realu Sociedad.

Levante to jeden z najlepszych zespołów w lidze, trudno się przeciwko niemu gra. Są ofensywni i posiadają wielu kreatywnych zawodników. Będziemy musieli zachować skupienie w defensywie i poprawić to, co możemy – zapowiedział Manuel Pellegrini.

Do składu Verdiblancos wrócił kontuzjowany dotychczas Marc Bartra, ale w spotkaniu nie weźmie udziału inny wychowanek Barcelony, Cristian Tello. Skrzydłowy dostał kilka wolnych dni z powodu śmierci ojca.

Paco Lopez również wypowiedział się o piątkowym rywalu bardzo kurtuazyjnie.

Fani są podekscytowani możliwością awansu do europejskich pucharów i na to zasługują. My musimy jednak być profesjonalistami i stąpać twardo po ziemi. Na razie nic nie osiągnęliśmy. Pierwszym celem dla Levante jest zawsze utrzymanie. Zanim skupimy się na nadchodzącym sezonie, czeka nas w piątek Real Betis. To zespół, który ma projekt do walki o europejskie puchary – powiedział Paco Lopez. Później odniósł się też do plotek łączących Jorge De Frutosa z powrotem do Realu Madryt. Szkoleniowiec stwierdził, że “takie zainteresowanie wcale go nie dziwi, ale to zaszczyt, że kluby tego pokroju interesują się zawodnikami Levante“.

Zapowiada się zatem przyjemne wejście w nową kolejkę La Ligi, zachowując nadzieję, że nie będzie ona tak nudna jak poprzednia.

Real Madryt zechce wywrzeć presję meczem na Balaidos

W sobotę swoje spotkanie rozegra tylko jeden z trzech hiszpańskich gigantów. Real Madryt czeka spotkanie niełatwe. Jednakże, zarówno pod względem sportowym jak i historycznym, Królewscy podchodzą do niego w roli zdecydowanego faworyta.

Celta Vigo ostatnio zdołała pokonać Los Blancos niemal siedem lat temu! Od tamtej pory Królewscy zwykle sięgają w rywalizacji z Galisyjczykami po trzy punkty, wyłączając dwa remisy w sezonach 2017/2018 oraz 2019/2020.

Dodając do tego fakt, że Królewscy znajdują się na fali wznoszącej po awansie do ćwierćfinału Ligi Mistrzów oraz powrót kluczowych graczy pokroju Sergio Ramosa, trudno spodziewać się innego rezultatu niż zwycięstwo przyjezdnych. Zainkasowanie trzech punktów pozwoli nie tylko w spokoju wybrać się piłkarzom na zgrupowania reprezentacji. Wywrze też presję na Atletico i Barcelonie, które swoje spotkania rozegrają w niedzielę.

Atletico “wyżyje się na mniejszym”?

Los Colchoneros wygrali trzy z ostatnich dziesięciu spotkań, odpadli z Pucharu Króla po porażce z trzecioligowcem, pożegnali się też z Ligą Mistrzów, będąc o klasę słabsi od The Blues. Nie jest to idealny moment na dwutygodniowe rozjazdy związane z obowiązkami narodowymi. Diego Simeone ma jednak szansę na to, by jego piłkarzom poprawił się humor.

I tym razem Argentyńczyk zdaje się mieć szczęście. Deportivo Alaves to jedna z najgorszych drużyn, zarówno całego sezonu, jak i ostatnich tygodni. Za kadencji trenera Abelardo zanotowali zaledwie jedno zwycięstwo – nad innym zespołem walczącym o utrzymanie, Realem Valladolid – a poza tym przegrali sześć z ostatnich dziewięciu spotkań. Baskijski zespół w obecnej formie jest głównym kandydatem do spadku na zaplecze ekstraklasy i wydaje się, że “Cholo” będzie musiał to wykorzystać.

Na dziesięć ostatnich pojedynków, Atletico wygrało aż siedem i ani razu nie przegrało. W dodatku, Deportivo Alaves dwa z trzech remisów osiągnęło jeszcze w sezonie 2016/2017. Jeżeli Rojiblancos mają zareagować na ostatnie porażki sportową złością, to niedzielne spotkanie wydaje się pod to idealnie wręcz skrojone.

Trudny egzamin Barcelony

Kolejkę zamknie, w dość niecodzienny sposób, bo jeszcze w niedzielę, hitowy pojedynek Realu Sociedad z Barceloną.

Jeszcze kilka lat temu kibicom Barcelony jeżył się włos na karku na samo wspomnienie stadionu Anoeta. Katalończycy, nawet w swoich najlepszych sezonach, zwykle tracili punkty na obiekcie Realu Sociedad. Ten trend został odmieniony dopiero w 2017 roku za sprawą Luisa Enrique, który poprowadził Blaugranę do zwycięstwa na Anoeta w Pucharze Króla. Od tamtej pory spotkania ligowe na stadionie Basków kończyły się dwukrotnie zwycięstwem przyjezdnych, a raz podziałem punktów.

Mimo tego, spotkania pomiędzy Realem Sociedad a Barceloną są zwykle niesłychanie zacięte. Nawet pogrążony w kryzysie zespół Txuri-Urdin był w stanie zmusić Blaugranę do rozegrania dogrywki w Superpucharze Hiszpanii. Katalończycy awansowali do finału po serii rzutów karnych. Teraz podopieczni Imanola Alguacila znajdują się już w całkowicie innym miejscu. Po serii kolejnych spotkań bez zwycięstwa przyszły lepsze chwile. W siedmiu ostatnich kolejkach zwyciężyli czterokrotnie i są na dobrej drodze do zajęcia miejsca premiowanego grą w Lidze Europy w przyszłym sezonie.

Blaugrana odblokowała się ostatnio, pokonując dwukrotnie Sevillę i rywalizując na wysokim poziomie z Paris-Saint Germain. To zadało kłam teorii, jakoby podopieczni Koemana nie radzili sobie z silnymi rywalami. Ewentualne zwycięstwo nad Realem Sociedad, nawet bez Davida Silvy, byłoby z pewnością sporym zastrzykiem pewności siebie, zwłaszcza dla piłkarzy pamiętających wyjazdy na Anoeta kończące się wyrokami wykonywanymi przez gospodarzy.

Komentarze