Ogon merda psem, tylko, gdy mu na to pozwolisz

Ousmane Dembele
Ousmane Dembele PressFocus

Miniona kolejka La Ligi nie obfitowała w wielkie emocje. Nic dziwnego, skoro najlepsze drużyny mierzyły się w tym czasie w starciach pucharowych. W samej piłce hiszpańskiej działo się jednak sporo, a nagłówki skradł bój na linii Dembele i jego agent – Barcelona. Wygląda na to, że Francuz prędzej niż później opuści Camp Nou.

  • Miniony tydzień to mnóstwo emocji w hiszpańskim futbolu, z czego najmniej w La Lidze
  • Real sięgnął po Superpuchar Hiszpanii, ale nagłówki skradło inne wydarzenie
  • Wygląda bowiem na to, że dochodzi do końca przygoda Dembele z Barceloną. Francuz wciąż jednak walczy ze złym PR-em. Czy skutecznie?

W poprzednich odcinkach…

Czas na krótkie podsumowanie ostatnich tygodni relacji Barcelony z Ousmane’em Dembele. Francuz powrócił do gry, nie odbywszy ani jednej sesji treningowej z zespołem. To, jak również dziwaczne słowa Xaviego i zarządu pokazało, jak ważny 24-latek może być dla Dumy Katalonii. Przypomnijmy, że pojawiały się wypowiedzi, jakoby Dembele miał większy potencjał niż Kylian Mbappe. Skrzydłowemu nie spodobało się też sprowadzenie Ferrana Torresa. Uznał, że skoro klub stać na taki zakup, powinno go być również stać na podwyżkę dla swojego gracza. Zapytacie, ile zażądał wraz z agentem? 40 milionów euro rocznie, 200 milionów przez całą długość nowego kontraktu. To taka sama oferta, jaką Paris Saint-Germain próbuje odwieść Mbappe od transferu do Realu Madryt. Widać, wziął słowa Joana Laporty dosłownie.

Duma Katalonii w połowie stycznia postawiła weto. Albo zawodnik zgodzi się na nowy kontrakt – zawierający nie podwyżkę, a obniżkę pensji i bonusy, w zależności od liczby i jakości występów – albo musi odejść. Agent grał na zwłokę, ale wiele nie zdziałał. W końcu w miniony czwartek Xavi poinformował, że Dembele nie weźmie udziału w meczu z Athletikiem i musi odejść w styczniu.

Jak można było to przewidzieć?

Cofnijmy się w czasie do lata 2017 roku. Dembele odmawia uczęszczania na treningi Borussii Dortmund, byle przenieść się do stolicy Katalonii. Cały świat mówi o buncie, tylko w Barcelonie odbiera się to za heroizm i oddanie sprawie. Ostatecznie Blaugrana zapłaciła BVB 130 milionów euro (105 podstawy, reszta w bonusach), pewna, że znalazła następcę Neymara. Już wtedy widać było buntowniczy charakter gracza. Ale, hej, może rzeczywiście od dziecka był zakochany w bordowo-granatowych barwach i stąd ta “determinacja”?

Spóźnienia, samowolka i kontuzje

Z pewnością Josep Bartomeu chciał w to wierzyć. Rzeczywistość zweryfikowała go wówczas po raz pierwszy. Nie po raz ostatni negatywnie. Dembele od początku swojej przygody na Camp Nou pokazywał, że zamierza żyć według własnych zasad. Regularnie spóźniał się na treningi, omijał klubowe imprezy. Pojawiały się doniesienia, że “nie prowadzi się sportowo”. Cóż to oznacza w tym akurat przypadku? Mówiło się o regularnych sesjach gier wideo do późnych godzin nocnych. Biorąc pod uwagę zapędy innych graczy, wydaje się to niegroźne. Gdyby nie fakt, że sesje te sprawiały, że Francuz nie pojawiał się na porannych treningach lub przybywał na nie spóźniony.

To nie zmieniło się nawet w bieżącym – piątym już jego na Camp Nou! – sezonie. Xavi przywrócił kary dyscyplinarne. Kto pierwszy wrzucił pieniądze do skarbonki za spóźnienie? Tak, nie mylicie się. Do tego dochodziły kwestie nieregulowane prawnie, ale niezbyt dobrze świadczące o zaangażowaniu gracza w klub. Zabrakło go – jako jedynego z kadry – na pożegnaniu Sergio Aguero. Gdy Dembele brał ślub, katalońskie dzienniki przekonywały, że większość graczy nie wiedziała nawet, że ma partnerkę!

A to wszystko to tylko drobnostki przy największym problemie z 24-latkiem. Kontuzje. Od momentu przybycia Francuza na Camp Nou, Barcelona rozegrała 231 meczów. Z powodu urazów, gracz opuścił niemal połowę z nich – aż 102. To statystyka katastrofalna. Dembele w żadnym momencie nie pokazał, że zasłużył na podwyżkę i to nawet w równoległym wszechświecie, w którym Blaugrana nie ma kłopotów finansowych.

Jestem lepszy niż Mbappe? To płaćcie tak, jak płacą Mbappe!

Niestety, w ostatnich wydarzeniach spora tkwi wina Joana Laporty i zarządu Barcelony. Słowa o tym, że jest lepszy niż Mbappe wzbudzały uśmiech politowania, ale najlepiej puentuje je pewna statystyka. Dembele podczas całej, 4,5-letniej kariery na Camp Nou ustrzelił 31 bramek we wszystkich rozgrywkach. Jego rodak był w stanie strzelić więcej w pojedynczych sezonach: 2018/2019 (39 goli) oraz 2020/2021 (42 trafienia). W kampanii 2019/2020 zanotował zaś 30 trafień. O czym my w ogóle rozmawiamy?!

Podczas gdy gracz Paris Saint-Germain zajmował nagłówki gazet, łączących go z rekordowym transferem na skalę Galactico, wartość Dembele stale malała. Gdy o nim pisano, dotyczyło to wspomnianych spóźnień lub wizyt u lekarza.

Każdy sobie rzepkę skrobie…

Jego agent zrobił jednak to, co powinien – walczył o dobro klienta. Powiedzmy sobie jednak wprost. Nawet, gdyby Dembele prezentował świetną formę, klubu nie byłoby stać na pensję rzędu 40 milionów euro dla kogokolwiek. Propozycja kontraktu z niższą podstawą, ale nakłaniająca do efektywniejszej gry poprzez lukratywne bonusy jest rozsądna, pamiętając historię chorobową Francuza. Ten nie chce się na to zgodzić, ale spora część winy za to spoczywa na karbie klubu. Próbowano zagłaskać 24-latka, by ostatecznie otrzymać cios w twarz. Wszystko bowiem wskazuje na to, że Dembele albo odejdzie za darmo po sześciu miesiącach spędzonych na trybunach, albo odejdzie za marne pieniądze, po czym obsmaruje byłego pracodawcę w mediach.

Nie ma nic mylnego w tym, że o skrzydłowego walczą według mediów dwa zespoły: Newcastle, walczące o utrzymanie, a także PSG, które nie pominie okazji, by dać Blaugranie prztyczek w nos. To obecnie gracz, którego największe marki boją się zatrudniać. Przez trudny charakter (mówiąc bardzo eufemistycznie), postać agenta i historię urazów, jest to obecnie tylko szybki skrzydłowy z ciągiem na bramkę, którego forma to wielka niewiadoma. Podobnie, jak oświadczenie 24-latka po odstawieniu go od składu. Bo właściwie czego się dowiadujemy? Że jest zaangażowany w projekt, pozostaje do dyspozycji trenera, a negocjacje trwają? To zależy, o jakim projekcie, trenerze i negocjacjach z jakim klubem mówimy. Bo Duma Katalonii zatraciłaby resztkę swojej dumy, pozwalając teraz Dembele rozdawać karty. Czas, by ogon przestał kręcić psem. Nawet, jeśli amputacja ogona kosztować będzie grubo ponad sto milionów euro.

Partidazo kolejki

Z sześciu meczów, jakie La Liga pozostawiła nam na ostatni tydzień, najwięcej emocji dał nam pojedynek Cadizu z Espanyolem. Papużki prowadziły po składnej akcji, gdy do gry wkroczył Alvaro Negredo. Weteran zdobył gola, a potem dołożył dwa, niestety już nieuznane. Mimo tego napędził akcję na 2:1 już w doliczonym czasie gry, ale Espanyol i tak zdążył wyrównać. Choć obie ekipy nie błyszczały ostatnio formą, sprezentowały widzom mecz niepozwalający oderwać wzroku – a już na pewno w końcówce.

Evento kolejki

Sevilla długo walczyła z absencjami i krótką ławką, ale w końcu zgubiła punkty. O ile remis z Barceloną można było jeszcze wliczyć w koszta, tak utrata oczek z Valencią może okazać się bolesna. Bo Los Nervionenses nie mają już z tyłu głowy, że rozegrały o mecz mniej niż Real Madryt. Teraz jest już po równo, a Królewscy prowadzą czterema punktami. I w przeciwieństwie do głównych (jedynych?) rywali, nie jadą na oparach.

Poniższe wideo odtworzyć można w osobnej karcie przeglądarki.

Jugador kolejki

Ależ fantastycznie ogląda się w tym sezonie Betis! Wielka w tym zasługa Sergio Canalesa, który w starciu z Deportivo Alaves ponowni błysnął. Pomocnik asystował przy pierwszym golu, po czym zdobył fantastyczną bramkę po uderzeniu zza pola karnego. Mając “dziesiątkę” w takiej formie, Verdiblancos mogą na poważnie zamieszać w walce o grę w Lidze Mistrzów.

Golazo kolejki

Trafienie Canalesa było wspaniałe, ale chciałbym docenić Goncalo Guedesa. Portugalczyk wykończył szybką kontrę Valencii, wyskoczył wyżej niż Marcos Acuna i zdobył ósmą bramkę w tym sezonie. Być może Nietoperze nie są już w takiej formie, jak w sezonie 2018/2019. Ale sam Guedes już strzelił więcej goli niż w tamtej, tak udanej w swoim wykonaniu, kampanii.

Komentarze