Elche uśmiertelniło Real Madryt

Vinicius w walce z graczami Elche
Vinicius w walce z graczami Elche PressFocus

Real Madryt w bieżącym sezonie ma tendencję do brutalnego sprowadzania fanów na ziemię po serii efektownych zwycięstw. W ubiegłym tygodniu Królewscy dwukrotnie mierzyli się z Elche, a Zielone Pasy w obu meczach udowodniły, że Los Blancos nie jest tak nietykalny, jak mogłoby się zdawać.

  • Real Madryt potrzebował szalonej dogrywki, by awansować do ćwierćfinału Pucharu Króla
  • Kilka dni później rzutem na taśmę odrobił dwubramkową stratę i ostatecznie jedynie zremisował
  • Przeciwnikiem Królewskich w obu tych spotkaniach było niepozorne Elche, które potrafiło postawić się liderowi La Ligi

Jak niepozorne Elche narobiło kłopotów Realowi dwukrotnie w odstępie kilku dni

W hiszpańskiej prasie ostrzegano, że mecze z Elche – zwłaszcza ten pucharowy – mogą okazać się dla Realu Madryt pułapką. Zielone Pasy to bowiem drużyna skromna, ale będąca w dobrej formie i nie klękająca przed żadnym rywalem. Zapewne większość kibiców Królewskich schowała te słowa między bajki, ale pozostali, pamiętający męczarnie swoich ulubieńców w ostatnich edycjach Pucharu Króla, mieli się na baczności. Czas pokazał, że poniekąd obie strony miały rację.

Krótka ławka utrudnia grę na wielu frontach

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że pod względem wyjściowej jedenastki Los Blancos mają najsilniejszy skład w La Lidze. Na każdej pozycji – może z wyłączeniem prawego skrzydła – może występować gracz czołowy w skali europejskiej, robiący różnicę. Do tego w ataku mówimy o dwóch, a w pomocy o trzech gwiazdach największego formatu. Podobnie można zresztą traktować Thibaut Courtois czy Davida Alabę.

Jak Real tracił pierwsze punkty w tym sezonie? Rotacjami. Carlo Ancelotti zdecydował się na rezerwowych, a w efekcie Królewscy zremisowali z Levante (3:3), dostali oklep od Espanyolu (1:2) i nie dali szans Sheriffowi w Lidze Mistrzów (1:2). Po tych meczach włoski trener poszedł po rozum do głowy. Grała głównie once de gala, z rzadka do składu wskakiwał jeden z drugoplanowych pomocników, rotacja obejmowała jedynie prawą obronę i prawe skrzydło, gdzie brakuje wyraźnego dominatora. Tak powstała seria zwycięstw, która pomogła Los Blancos rozgościć się na tronie ligi i pewnie awansować do 1/8 finału europejskich pucharów.

Niedawne starcie w Copa del Rey było już jednak ostatnim dzwonkiem dla Carletto na danie nieco wytchnienia swoim gwiazdom. Włoch ponownie postawił na rezerwowe zestawienie pomocy, Nacho i Marcelo w obronie, a także na Lukę Jovicia w ataku. W efekcie przez 105 minut Los Blancos wyglądali na równorzędnych rywali dla niepozornego Elche. Zielone Pasy z łatwością forsowały drugą linię, w której wyraźnie brakowało i Casemiro, i Modricia. W ofensywie zaś Real był bezradny, bo brakowało ruchliwości Karima Benzemy, której Vinicius nie był w stanie zapewnić w pojedynkę. Brazylijczyk dwoił się i troił, ale bez odpowiedniego partnera z tego chaosu nie powstało żadne dzieło.

Na Marcelo warto zaś jedynie spuścić zasłonę milczenia. Brazylijczyk swoje najlepsze czasy ma za sobą, a czerwona kartka w meczu z Elche tylko dopełniła jego słabego występu. Jedynym plusem jest to, że po wykluczeniu swego kapitana Królewscy wzięli się ostro do pracy i wreszcie, po debiutanckim golu Edena Hazarda w Pucharze Króla, awansowali dalej po szalonej dogrywce. Liczy się wynik, ale niemożność dania odpoczynku kręgosłupowi swej drużyny musi ciążyć Ancelottiemu.

Brak pressingu to broń obosieczna

Real Madryt w tym sezonie stosuje wysoki pressing bardzo rzadko. Z uznanymi drużynami to zwykle skutkuje wynikami. Okopują się one na połowie Los Blancos, co otwiera korytarze do specjalności zakładu Ancelottiego – szybkich kontr. Tak Królewscy pokonali Barcelonę, tak nie dali szans Athleticowi. W starciu z Elche brak nacisku pod wrogą bramką sprawia, że rywal staje się pewniejszy siebie.

Zielone Pasy w obu starciach spokojnie mogły rozgrywać piłkę spod własnej bramki, co przekładało się na spokój na wrogiej połowie. W efekcie Elche objęło prowadzenie po główce Lucasa Boye, który pozostał w polu karnym niekryty przez nikogo. Drugi gol to już otworzenie prawego korytarza (lewego patrząc z perspektywy Realu) i spokojne wykończenie. Nie, nie był to dobry mecz Edera Militao i Ferlanda Mendy’ego. Brazylijczyka ratuje jeszcze heroiczna główka, dająca remis w ostatnich minutach, ale Królewscy ewidentnie mają swoje problemy w defensywie. Jeśli potrafi wykorzystać je Elche czy Barcelona, to z pewnością pożytek zrobi z nich Mauricio Pochettino i jego Paris Saint-Germain.

Carlo Ancelotti musi znaleźć złoty środek w kontekście rotacji. Fede Valverde i Eduardo Camavinga to za mało; trzynastoma zawodnikami nie sposób sięgnąć po wszystkie trofea. A przecież to jest celem Królewskich. Ponadto Włoch musi – przynajmniej na kluczowe mecze – wymyślać coś specjalnego, a ja skupiłbym się na lepszej organizacji pressingu. Cóż, Włoch ma jeszcze miesiąc do dwumeczu z PSG, który prawdopodobnie zdefiniuje, czy sezon będzie wyłącznie dobry, czy może nawiązujący do lat wielkiej chwały.

Partidazo kolejki

Patrząc z perspektywy czasu, Sevilla ma, czego żałować. Przy zwycięstwie Andaluzyjczycy doskoczyliby do Realu Madryt na dwa punkty, zaostrzając rywalizację o mistrzostwo. Ostatecznie jednak Los Nervionenses musieli odrabiać dwubramkową stratę do Celty, co ostatecznie zakończyli sukcesem. Ozdoby fantastycznego, intensywnego spotkania było zaś to trafienie Papu Gomeza.

Evento kolejki

Nie tylko Sevilla z sukcesem odrobiła dwubramkową stratę. Mało tego, Atletico zamiast tylko wyrównać, zwiększył stawkę. Rojiblancos w doliczonym czasie gry zdobyli dwa kluczowe gole, ostatecznie sięgając po komplet punktów przeciwko naprawdę niezłej tego dnia Valencii. Tak oto padła bramka Mario Hermoso, dzięki której – jak się okazało – mistrzowie Hiszpanii nie wypadli z czołowej czwórki.

Jugador kolejki

Chwilami zaczyna brakować słów na Betis w tym sezonie. Verdiblancos dali kolejny popis, rozbijając w pył Espanyol. Spokojnie graczem kolejki mógłby zostać autor dubletu, Borja Iglesias albo autor pięknej asysty Sergio Canales. Ja stawiam jednak na Nabila Fekira. Francuz odnalazł w swojej grze dojrzałość, co pozytywnie odbija się na grze całej drużyny. W starciu z Papużkami reprezentant Francji dołożył dwie kolejne asysty, pokazując, że przedłużenie z nim kontraktu było nie tylko świetną decyzją, ale prawdziwym “no brainerem”.

Poniższe wideo odtworzyć można w nowej karcie przeglądarki.

Golazo kolejki

Jak otwierać swój dorobek strzelecki w La Lidze, to tylko w taki sposób, jak zrobił to Nico Serrano. Osiemnastolatek ze spokojem przyjął piłkę nadlatującą z prawego skrzydła i huknął, nie do obrony dla bramkarza Rayo Vallecano. Jednocześnie pomocnik zapewnił Athleticowi ważny triumf w trudnym meczu; dodajmy, że była to pierwsza porażka gospodarzy na Vallecas w tym sezonie.

Poniższe wideo odtworzyć można w nowej karcie przeglądarki.

Komentarze