Różnica między La Ligą, a Ligą Mistrzów widoczna jak na dłoni

Vinicius w meczu z Deportivo Alaves
Vinicius w meczu z Deportivo Alaves PressFocus

Real Madryt w ciągu tygodnia otrzymał bolesną lekcję futbolu w Europie, za co cenę zapłaciło w weekend Deportivo Alaves. Królewscy w La Lidze pozostają niedoścignieni, a po remisie Sevilli jeszcze zwiększyli swoją przewagę na szczycie. Ich pierwszy pojedynek z Paris Saint-Germain podaje jednak w wątpliwość szanse Los Blancos na powrót na europejski tron.

  • Real Madryt w Lidze Mistrzów zasłużenie przegrał z PSG w meczu, w którym wynik 0:1 to jego najlepszy element z perspektywy kibica Królewskich
  • Los Blancos mieli coś do udowodnienia kibicom. Z Deportivo Alaves wygrali wysoko, ale długo nie potrafili przełamać jednej z najgorszych defensyw w stawce
  • Madrytczycy powiększyli swoją przewagę nad drugą Sevillą, ale mecz w Paryżu pokazał, że ambitne plany powrotu na europejski tron mogą okazać się niemożliwe do zrealizowania

Real w Europie zgłosił nieprzygotowanie, a PSG było łagodnym nauczycielem

Kibice Realu Madryt najchętniej wymazaliby wtorkowy mecz swoich ulubieńców przeciwko Paris Saint-Germain z pamięci. Plan Carlo Ancelottiego nie tylko nie wypalił, ale był błędny w samych założeniach. Królewscy ustawili się nisko i liczyli na skontrowanie paryżan. Ci, którzy w Ligue 1 często nie muszą korzystać z wysokiego pressingu, zdołali znaleźć w głowach przełącznik z podpisem “Europa”. PSG stłamsiło Real na własnej połowie, a Marco Verratti na spółkę z Danilo wyłączyli z gry środek pola CKM. Nawet sam włoski trener przyznał, że wynik 0:1 to najlepszy element tego spotkania, bo spokojnie tablica mogła wskazywać na 0:3 czy 0:4. Najgorsza była sama gra. Oraz fakt, że w rewanżu trzeba będzie radzić sobie bez Ferlanda Mendy’ego i Casemiro.

Deportivo Alaves zapłaciło za bezsilność Królewskich w Paryżu

Przebieg meczu z PSG – przynajmniej z perspektywy Realu Madryt – można było przewidzieć. To nie tak, że Królewscy podchodzili do niego po serii przekonujących zwycięstw. Remisy z Villarrealem i Elche, męczarnie z Granadą, pożegnanie się z Pucharem i Superpucharem Hiszpanii – tak wyglądał początek roku w wykonaniu Królewskich. Co prawda mecze te miewały różne przebiegi, ale kilka elementów wspólnych pozostało. Brak rotacji, brak pressingu i nierówność na przestrzeni obu połów to te główne.

Nic zatem dziwnego, że Los Blancos mieli w weekend coś do udowodnienia swoim fanom. I… ponownie mogli zawieść. Tylko zabójcza nieskuteczność Joselu uchroniła Thibaut Courtois przed wyciąganiem piłki z siatki, gdy jego koledzy sprezentowali napastnikowi rywali sytuację sam na sam. Sami Królewscy zdołali przełamać drugą najsłabszą defensywę La Ligi dopiero na pół godziny przed końcem meczu i to po fantastycznym uderzeniu Marco Asensio zza pola karnego.

Później świetna kombinacja Viniciusa z Karimem Benzemą przyniosła drugiego gola, a rzut karny w końcówce był już tylko pieczęcią. Możemy jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że w starciu z takim PSG, z jakim Real mierzył się we wtorek, gracze Ancelottiego nie zdołaliby doprowadzić do żadnej z trzech tego typu bramkowych sytuacji. Przepaść, między La Ligą, a Ligą Mistrzów, zdaje się obecnie zbyt duża, by ją zasypać. Mistrz Hiszpanii już w środę podejmie u siebie wyśmiewany w Anglii Manchester United, a i tak nie jest postrzegany jako faworyt. Real rządzi i dzieli na własnej ziemi, mając spokojną przewagę sześciu punktów nad resztą stawki. Zachwyca, strzelając kolejne gole i tłamsząc rywali. W Paryżu gwiazdy Viniciusa, Kroosa czy Modricia świeciły bardzo słabo. Przed Królewskimi jeszcze rewanż, a doświadczenie każe wierzyć, iż Carletto wymyśli nań coś wyjątkowego. Pytanie brzmi, czy to wystarczy.

Partidazo kolejki

W przeciwieństwie do Realu, Barcelona znajduje się na fali wznoszącej. Zespół nie punktuje jeszcze regularnie, ale w niedzielę dał kolejny popis podczas pierwszej połowy na Mestalla. Blaugrana zdominowała Valencię, a pierwsze gole – jak się okazało aż trzy! – ustrzelił Pierre-Emerick Aubameyang. Duma Katalonii pozostała na czwartym miejscu i ma nad Atletico przewagę nierozegranego spotkania i bilansu bramek. Powrót Ronalda Araujo, forma gabońskiego snajpera, Pedriego i Adamy Traore pozwala zaś patrzeć z optymizmem na czwartkowy rewanż z Napoli.

Poniższe wideo odtworzyć można w nowej stronie przeglądarki.

Evento kolejki

Joao Felix legendą Atletico. Brzmi, jak żart, co? Otóż nie. Pojedynek z Osasuną był dla Portugalczyka setnym w barwach Rojiblancos. A że na El Sadar gra on zwykle świetnie, tak było i tym razem. Strzelił gola i zanotował asystę przy fenomenalnym golu Luisa Suareza, którego obejrzysz poniżej. Dołączenie do “grona stu” zapewniło Felixowi tablicę w pasażu legend madryckiego klubu. “Bardzo się z tego cieszę. Gdy otrzymam tę tablicę dla siebie, powieszę ją w swoim pokoju i będę patrzył na nią codziennie” – skomentował to wydarzenie sam zainteresowany. Niezła zmiana nastroju po niedawnym narzekaniu na formę zespołu i zawoalowaną krytykę w stronę Diego Simeone.

Jugador kolejki

Hat-tricka strzelił Aubameyang, ale nie był odosobniony. Trzy trafienia zanotował też as Villarrealu – Arnaut Danjuma. To o tyle warte docenienia, że Holender trafił na Estadio de la Ceramica z drugoligowego Bournemouth, a z miejsca stał się istotną postacią. Pod nieobecność Gerarda Moreno wszedł w buty lidera i pewnie wykorzystał dwa rzuty karne w newralgicznych momentach starcia z Granadą, a także efektownie minął bramkarza przed zdobyciem swej drugiej bramki. Obecnie jeden z największych talentów w La Lidze i gość, dla którego warto przyjść na stadion.

Poniższe wideo odtworzyć można w nowej stronie przeglądarki.

Golazo kolejki

Przypomniał o sobie też Luis Suarez. We wspomnianym, niezwykle łatwym dla Atletico meczu z Osasuną, Urugwajczyk ledwo przekroczył połowę, gdy zdecydował się na mocny strzał swoją słabszą nogą. Sergio Herrera nie zdążył wrócić między słupki, a Urugwajczyk pokazał, że może fizycznie odstaje, ale klasy wiek nie jest w stanie odebrać.

Komentarze