Gdzie znajduje się sufit obecnej Barcelony?

Dest w starciu z Villalibre
Dest w starciu z Villalibre PressFocus

FC Barcelona pod wodzą Xaviego Hernandeza nie przestaje zaskakiwać. W ostatnich trzech meczach Blaugrana strzeliła aż dwanaście goli, wyrzuciła za burtę Ligi Europy walczące o mistrzostwo Włoch Napoli i wypunktowała w La Lidze niełatwych rywali z Kraju Basków. Duma Katalonii to wciąż projekt w budowie, ale nie sposób uniknąć wrażenia, że w nowym sezonie gigant powróci do walki o mistrzostwo Hiszpanii.

  • Kibice Barcelony już dawno nie mieli tylu okazji do radości, jak po ostatnich starciach swoich ulubieńców
  • Blaugrana w trzech ostatnich meczach strzeliła aż dwanaście bramek
  • Obecnie celem zespołu pozostaje zachowanie miejsca w czołowej czwórce, ale nie sposób jednoznacznie wytypować drużyny w La Lidze, która obecnie w starciu z Katalończykami byłaby niekwestionowanym faworytem

Xavi przywrócił pressing radość

Barcelona od czasu odejścia Luisa Enrique odczuła momenty szczęścia – i to całkiem niemało. W końcu pod wodzą Ernesto Valverde trzykrotnie wygrali La Ligę, a jeszcze częściej (czterokrotnie) sięgali po Puchar Króla. Zdarzały się wybitne mecze, jak 4:0 na stadionie Realu Madryt z Leo Messim na ławce rezerwowych. Ale patrząc na ciągłość projektu, takiej ekscytacji, jaką można wyczuć teraz, nie pamiętam.

Xavi stopniowo wykonuje to, co zapowiadał od początku swej kariery trenerskiej na Camp Nou – wraca do korzeni. A korzeniami Dumy Katalonii był wysoki, morderczy wręcz pressing. Szerokim echem odbiły się słowa Thomasa Muellera z grudnia. Niemiec wyznał wówczas, że gracze Blaugrany mają świetne wyszkolenie techniczne, ale fizycznie zdecydowanie odstają od czołówki Europy. Nowy trener wdrożył w drużynie nową kulturę. A raczej przywrócił tę, którą pamiętał ze swoich boiskowych czasów. Piłkarze regularnie dostawali wycisk, a w wolne dni… sami chętnie przychodzili, by dodatkowo potrenować. Efekty tego już widać na boisku. W pojedynku z Napoli Barcelona zadusiła swego rywala wysoko nakładanym pressingiem. A to – tak jak w przeszłości – przynosi wymierny efekt w postaci bramek.

Przypomnijmy sobie, jak wyglądało to jeszcze we wrześniu.

Nowa miotła odkurzyła “tłuste koty”

Trudno, nie będąc w szatni, racjonalnie wytłumaczyć, w jaki sposób Xavi wydobywa z większości graczy to, co najlepsze. Bo spójrzmy. Gerard Pique, Jordi Alba i Sergio Busquets byli na ustach większości kibiców, którzy domagali się odejścia z Barcelony “świętych krów”. Ich forma boiskowa zdawała się nie pozostawiać złudzeń – byli już po drugiej stronie rzeki.

Pod wodzą nowego trenera Pique długimi fragmentami przypomina siebie z najlepszych czasów. Pewnego siebie, świetnie ustawiającego się i pewnego w powietrzu stopera, którego jednak asekurować musi szybki partner. Na szczęście do zdrowia wróciła skała w postaci Ronalda Araujo. Sergio Busquets z miejsca stał się przedłużeniem trenera na boisku i zyskuje na tym cały zespół. Alba, zaś, po fatalnym pucharowym starciu z Athletikiem, wspiął się na swoje wyżyny. W lutym rozegrał pięć spotkań. Zanotował w nich dwa gole, dwie asysty i co najmniej drugie tyle istotnego wkładu w inne akcje bramkowe.

Nowe nabytki (w większości) wyglądają na starych wyjadaczy

Faktem jest też, że poprawa wyników drużyny zaczęła się od momentu wzmocnienia zespołu w styczniu. Xavi potrafi w pełni wykorzystać atuty wiekowego, acz wciąż klasowego Daniego Alvesa. Na wzór Manchesteru City, prawy obrońca podczas rozgrywania nieraz schodzi do środka, stwarzając tam przewagę. W grze defensywnej jest zaś zwykle ubezpieczany przez kolegę. Pierre-Emerick Aubameyang w pierwszym meczu w wyjściowym składzie ustrzelił (dość szczęśliwego, pamiętając trzecią bramkę) hat-tricka, a Adama Traore w lutym zanotował cztery asysty. Przez pół roku w Wolverhampton ta sztuka nie udała mu się ani razu.

Pewnym wyjątkiem od reguły jest Ferran Torres. Największy zimowy transfer nadal wygląda, jakby miał nieco spętane nogi. Mimo tego ma on już na koncie dwa gole i trzy asysty. I widząc, jak wierzy w niego Xavi, trudno nie założyć, że i Hiszpan niebawem wróci na najwyższe obroty. Osobne zdanie należy się Pedriemu. Zdaje się, że Hiszpan zapomniał już o trapiących go kontuzjach. Starcie z Athletikiem to był bez wątpienia jego popis, mimo że nie zanotował gola ani asysty.

Za późno na odrabianie strat, ale za rok walka będzie znacznie ciekawsza

A to przecież nie wszystkie pozytywne zmiany pod wodzą nowego szkoleniowca. Ożywieni Frenkie de Jong i Sergino Dest. Zwiększenie zagrożenia płynącego ze stałych fragmentów gry. Umiejętne zarządzanie niełatwą sytuacją Ousmane’a Dembele. Jest tego naprawdę sporo.

Ostatni mecz z Athletikiem nie był może wymiernym papierkiem lakmusowym. Trener Marcelino nie ukrywał, że pozostawił swoich najlepszych graczy na ławce rezerwowych przed rewanżowym starciem w półfinale Pucharu Króla (inna sprawa, że dopiero po wejściu ofensywnych graczy Lwów na boisko, Blaugrana rozpoczęła prawdziwą strzelaninę). W przypadku zespołu Xaviego można jednak mówić już o stałej odmianie, kursie, jaki obrał nowy trener. Duma Katalonii na ten moment traci do Realu Madryt aż piętnaście punktów i nawet mecz w zanadrzu nie zaciemnia obrazu – na walkę o mistrzostwo jest już za późno. Sama gra, zwłaszcza w defensywie, daleka jest od perfekcji. Ale w tym momencie trudno znaleźć jednego rywala w La Lidze czy Lidze Europy, przed którym Duma Katalonii musiałaby obawiać się porażki przed pierwszym gwizdkiem. A mając w pamięci kadencje Quique Setiena czy Ronalda Koemana – to już jest ogromna odmiana.

Partidazo kolejki

Derby Sewilli nie zawiodły, a ci, którzy spodziewali się, że piłkarze “dowiozą” zarówno gole, jak i kartki – nie mylili się. Ostatecznie Sevilla sięgnęła po zasłużone – i niezwykle istotne – zwycięstwo, choć ozdobą spotkania było z pewnością honorowe trafienie Sergio Canalesa z rzutu wolnego.

Poniższe wideo odtworzyć można w osobnej karcie przeglądarki.

Evento kolejki

Wojna w Ukrainie odbiła się w Europie i na świecie ogromnym echem. Cieszy fakt, że La Liga również nie pozostała ślepa i gestami przeciwstawiła się zburzeniu pokoju na świecie.

Jugador kolejki

Yeremi Pino zaliczył w niedzielę występ, którego nigdy nie zapomni. Kibice Villarrealu wciąż drżą, gdy grać nie może Gerard Moreno, a starcie z Espanyolem pokazało, że zespół z Estadio de la Ceramica ma w zespole kolejnego fenomenalnego snajpera. 19-latek (!) strzelił w pierwszej połowie krystalicznie klasycznego hat-tricka. Nie dość, że każdy gol padł po uderzeniu inną częścią ciała (głową oraz obiema nogami), to jeszcze nie został przedzielony żadnym innym trafieniem. Po zmianie stron Pino zwieńczył dzieła, efektownie mijając wrogiego bramkarza i ustrzelając tzw. pokera. Czy Hiszpania nie posiada obecnie największej kumulacji talentów w pokoleniu?

Golazo kolejki

Wspomnieliśmy już o trafieniu Canalesa, fantastycznie huknął też Dembele. Ale miano trafienia kolejki musi trafić do Gabriela Paulisty. Stoper Valencii huknął zza pola karnego, a Sergio Rico mógł się jedynie przyglądać. Ten gol był o tyle ważny, że później Los Che zostali zepchnięci do defensywy. Na szczęście dla brazylijskiego stopera, nie pękli, a jego fenomenalny gol okazał się “ważyć” aż trzy bezcenne punkty. Dodajmy, że to też bramka na wagę pierwszego ligowego triumfu Nietoperzy w tym roku kalendarzowym!

Komentarze