LaLiga. Kto dostanie pod choinkę prezent, a kto rózgę?

Aritz Elustondo
Aritz Elustondo PressFocus

Zwykle zawodnicy LaLiga w okresie świąteczno-noworocznym mogą liczyć na dwutygodniowe wakacje, ale ten sezon wyklucza możliwość takiego rozprężenia. I choć piłkarze woleliby zapewne spędzić ten czas z rodzinami, to kolejka zakończona w wigilię Wigilii pozwoli im obdarować swoich kibiców prezentami. Kto pod choinką zobaczy pięknie opakowane trzy punkty, a kto rózgę?

Świąteczne widowiska

Rzadko się zdarza oglądać LaLigę w trakcie tygodnia, a co dopiero, jeśli we wtorek dostaniemy trzy starcia uznanych firm? Popołudnie i wieczór w Hiszpanii zapowiadają się na wyjątkowo gorące, nawet biorąc pod uwagę porę roku.

Sevilli polowanie na Nietoperzy

Już o 17.30 Valencia podejmie u siebie Sevillę. Choć Nietoperze wyrwały ostatnio remis na Camp Nou, to kryzys instytucjonalny klubu odcisnął swoje piętno na pozycji w tabeli, gdzie Valencia ma zaledwie punkt przewagi nad strefą spadkową. Sevilla miała znacznie większe aspiracje. Przed sezonem zakładano nawet, że podopieczni trenera Lopeteguiego będą w stanie powalczyć o mistrzostwo. Teraz, ze stratą dziewięciu oczek do lidera jest to już raczej niemożliwe, ale Andaluzyjczycy pozostają jedną z najniebezpieczniejszych ekip LaLiga. Pomimo tego ich szkoleniowiec pozostaje pokorny przed nadchodzącym pojedynkiem.

Valencia ma świetny zespół z topowymi graczami na każdej pozycji. Prezentują świetny styl i są trudni do pokonania. Będziemy musieli wspiąć się na wyżyny, by zwyciężyć – powiedział Lopetegui. Były selekcjoner reprezentacji Hiszpanii, co prawda, mocno przesadził, bo z skalp z Nietoperzy zdzierali ligowi przeciętniacy. Inną sprawą jest, że choć rozbita Valencia może przegrać z Elche czy Betisem, motywuje się na wielkich rywali. Widać to choćby po spotkaniach z Realem Madryt (4:1) czy Barceloną (2:2). Po zakończeniu spotkania w Walencji zalecam rozsiąść się w fotelu, wziąć kieliszek ulubionego trunku i rozkoszować się, bo czeka nas prawdziwe widowisko.

Pojedynek na szczycie

Niemal od początku sezonu na szczycie tabeli wymieniają się ekipy Realu Sociedad i Atletico Madryt. Choć Baskowie przeżywają swoistą zapaść, a w ostatnim tygodniu przegrali dwa spotkania, w których obejmowali prowadzenie, ich pojedynek z Los Colchoneros to nie tylko mecz kolejki. To też kandydat do spotkania rundy. Powodów do wysnucia takiego wniosku jest wiele, ale podstawowym niech będą założenia taktyczne obu trenerów. Nie należy spodziewać się chowania za podwójną gardą; Real Sociedad tego nie potrafi, a Atletico się to ostatnio nie opłaca. A jeśli jest jakiś trener, który błyskawicznie wyciąga wnioski, to jest nim Diego Simeone. Szkoda tylko, że do tego pojedynku dojdzie akurat w tym momencie. Trener Imanol Alguacil dość gniewnie wypowiedział się na konferencji, mówiąc, że “sam nie ma pojęcia, kto będzie w stanie zagrać”. Przypomnijmy, że wśród Basków brakuje od dawna Asiera Illaramendiego, a nieco krócej Davida Silvy, Mikela Oyarzabala i Adnana Januzaja. Można zatem śmiało powiedzieć, ze Real Sociedad podejmie u siebie Atletico z przetrąconym kręgosłupem. Nie zapowiada się to dla nich najlepiej, bo choć Txuri-Urdin utrzymują się w czubie tabeli, to na ligowe zwycięstwo czekają od równego miesiąca. 21 listopada zwyciężyli bowiem z Cadiz. Od tamtej pory – trzy podziały punktów i dwie porażki. Od bezbramkowego remisu z Deportivo Alaves, podopieczni Alguacila trzykrotnie stracili oczka, wychodząc wcześniej na prowadzenie. Karygodne błędy, pokroju tych, jakie popełniała linia defensywna ekipy z San Sebastian w meczu z Levante, z pewnością wykorzystają podopieczni Simeone.

A co u nich? Cóż, po sromotnej porażce w derbach “Cholo” błyskawicznie przywrócił ekipie dawny blask. Pewne zwycięstwo z Elche po dwóch golach Suareza, poprzedzonych “ciasteczkami” od Trippiera i Carrasco, pokazały, że porażkę z Realem należy traktować jako wypadek przy pracy. Los Colchoneros polegli w tym sezonie dwukrotnie: z Bayernem i Realem Madryt. Krótko mówiąc, wstydu z tego powodu być nie może. I choć ostrzę sobie zęby na pojedynek z Realem Sociedad, to zwłaszcza w obecnej sytuacji kadrowej, możemy w ekipie Simeone upatrywać faworyta do zwycięstwa.

Sztuka wyboru

Po tym szlagierze LaLiga nie mówi “stop”, a daje jedynie wybór. Czy wolimy zobaczyć, jak Barcelona męczy się na wyjeździe z rywalem ze strefy spadkowej, czy może postawimy na miły dla oka pojedynek dwóch zespołów w niezłej formie?

Gdyby wziąć pod uwagę tylko mecze wyjazdowe, Barcelona znajdowałaby się w strefie spadkowej. To nie żart. Choć trzeba wziąć pod uwagę, że tylko Atletico zagrało tak mało spotkań w delegacjach (5), to cztery punkty w nich zdobyte przekroczyły granicę kompromitacji i lecą na łeb, na szyję w kierunku katastrofy. Nie może zatem dziwić, że pojedynek z Realem Valladolid, przed którym normalnie można by dopisać już trzy punkty Katalończykom, jawi się jako wyzwanie. Ronald Koeman pozostaje spokojny, na konferencji mówił głównie o rotacjach, a także, w swoim stylu, narzekał na sędziów. Szkoda też, że powołania ostatecznie nie otrzymał Ousmane Dembele. Francuz trenuje już z zespołem, ale uznano, że to za wcześnie, by wrócił na boisko. A w ostatnich meczach to właśnie skrzydłowego robiącego różnicę brakowało Barcy najbardziej. No, może poza zawodnikami potrafiącymi bronić przy kornerach.

Jeżeli nas to jednak nie interesuje, to możemy wybrać starcie Villarrealu z Athletikiem Bilbao. Żółta Łódź Podwodna przerwała ostatnio serię czterech ligowych meczów bez zwycięstwa. Podopieczni Emery’ego z łatwością pokonali Osasunę, która, co prawda, od 19. minuty grała w osłabieniu. Oddając jednak cesarzowi, co cesarskie, już wówczas Villarreal prowadził jednym golem i prezentował się bardzo pewnie. Fenomenalne zawody rozegrał Gerard Moreno, który dzięki dwóm bramkom wysunął się na prowadzenie w klasyfikacji strzelców LaLiga. Hiszpan i jego koledzy zmierzą się z Athletikiem, który w zeszłym tygodniu bez większych problemów pokonał Hueskę, a także w niezłym stylu przegrał z Realem Madryt. Pamiętając, jak w idiotyczny sposób Raul Garcia “zrobił Raula Garcię” i osłabił swój zespół w pierwszych minutach, warto docenić postawę podopiecznych Garitano. Los Leones jeszcze w doliczonym czasie gry mieli wielką szansę na remis, ale Królewskich uratował Thibaut Courtois. Po czym Belg rozpoczął kontrę, dającą Realowi trzecią, zamykającą mecz, bramkę. Zespół z Bilbao rozkręcał się powoli, ale w ostatnich tygodniach jego gra może się podobać. To kolejny argument za tym, by o godzinie 22.00 obejrzeć jego zmagania na Estadio de la Ceramica.

Wybacz, kochanie, muszę coś załatwić

23 grudnia to zwykle dzień wzmożonej pracy domowej, więc i LaLiga pozostawiła nań jedynie dwa
intrygujące spotkania.

Późnym popołudniem zawodzące na całej linii Getafe podejmie u siebie odrodzoną, jak feniks z popiołów, Celtę. Odkąd do Vigo zawitał trener Coudet, zespół z Galicji prezentuje fantastyczną grę, za którą idą też wyniki. Zaczęło się od przegranej z otwartą przyłbicą na Sanchez Pizjuan (2:4), a po niej nastąpiły cztery efektowne zwycięstwa. Getafe, natomiast, niedawną – zasłużoną zresztą – wiktorią w Kadyksie, przerwało serię siedmiu (!) ligowych spotkań bez zwycięstwa. Podopieczni Bordalasa czekali na trzy punkty przez ponad dwa miesiące. Spotkanie z będącą w wybornej formie Celtą będzie dobrym probierzem ambicji Getafe. Czy zwycięstwo z Cadizem to początek odwracania trendu, czy może czas poszukać jakichś nowych rozwiązań?

Trudny test dla Królewskich

Real Madryt błyszczy formą, głównie za sprawą takich graczy, jak Kroos, Modrić czy Benzema. Zanim podopieczni Zidane’a usiądą przy wigilijnym stole, czeka ich dość trudne spotkanie, które może zadecydować o nastrojach w czasie świąt. Granada bowiem dość średnio łączyła grę w LaLiga i Lidze Europy, ale odkąd zapewniła sobie udział w fazie pucharowej, znów punktuje na krajowym podwórku. Skromne, acz pewne zwycięstwa nad Elche i Betisem przyszły w najlepszym możliwym momencie, bo dzięki nim podopieczni Martineza powrócili do strefy europejskich pucharów. W dobrej formie znajduje się ofensywne trio Granady, czyli Suarez, Machis i Soldado. Wiemy też, że jeśli mocno nacisnąć defensywę Królewskich, można ją skruszyć. A choć Real może chwalić się czterema ligowymi zwycięstwami z rzędu, tylko w derbach Królewscy nie musieli do końca drżeć o wynik. Wydaje się też, że jak Zidane uciekał ostatnio od rotowania na dużą skalę, tak mecz z Granadą wydaje się do tego odpowiedni. Warto zobaczyć, czy nie okaże się to bronią obosieczną.

Komentarze