Zawodnicy Atletico Madryt
Zawodnicy Atletico Madryt Pressfocus

LaLiga. Wszystkie drogi prowadzą do Madrytu

W nadchodzącej kolejce wszystkie wydarzenia przyćmiewa starcie tytanów z Madrytu. Zarówno Real, jak i Atletico zapewnili sobie w tygodniu awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, a teraz czeka ich spotkanie rangi mistrzowskiej na własnym podwórku.

Przystawki…

Nie ma sensu się oszukiwać, choć pozostałe dziewięć spotkań nadchodzącej serii także zawiera sporo smaczków, w ten weekend każdy fan LaLiga swój wzrok skieruje na stolicę. Co jednak robić wcześniej, skoro derby zaczynają się dopiero w sobotę późnym wieczorem? Ano, już w piątek czeka nas prawdziwy mecz dla koneserów, bo zmierzą się ze sobą dwie ekipy znajdujące się w strefie spadkowej.

Zarówno dla Osasuny, jak i Realu Valladolid, piątkowe starcie będzie kluczowe, zarówno dla pozycji w tabeli, jak i morale. Gospodarze znajdują się w nieco lepszej sytuacji psychologicznej, na co zwrócił uwagę trener Realu, Sergio Gonzalez.

– Musimy powrócić do kontynuacji ostatniego, dobrego okresu, który przerwała porażka z Atletico Madryt (0:2). W ostatnich czterech meczach zespół zmienił dynamikę, na Wanda Metropolitano drużyna dobrze rywalizowała, ale zadecydowały nasze proste błędy. Musimy wrócić do bycia silnym w soli piłki nożnej, podstawach. Byliśmy zaskakujący dla rywali, ale traciliśmy impet w ostatniej tercji boiska. Nasz najbliższy rywal skupia się na grze skrzydłami, ale moi piłkarze są gotowi do walki powietrznej po dośrodkowaniach – powiedział Sergio Gonzalez.

Dobrą wiadomością dla kibiców Blanquivioleta jest też powrót do zdrowia reżysera gry zespołu, Fabiana Orellany.

Osasuna natomiast, choć nie wygrała w lidze od 24 października, nadal ma przewagę punktu i jednego meczu rozegranego mniej nad piątkowym rywalem. Jagoba Arrasate nie owijał w bawełnę i przyznał, że by jego podopieczni znowu byli konkurencyjni, muszą poprawić się w wielu aspektach.

– Po niedawnej porażce z Betisem (0:2) na szczęście otrzymaliśmy szybko szansę na poprawę. Zespół trenował dobrze i nie może się już doczekać pojedynku z Realem Valladolid. Wiem jednak, że musimy poprawić prędkość w grze, pod każdym względem: wyjścia do piłki, podań i wykonania poszczególnych zagrań. To prawda, że nie jesteśmy w najlepszym momencie. Na piętnaście możliwych do zdobycia punktów, zyskaliśmy tylko jeden. Musimy się poprawić jako drużyna, gdy to się stanie, punkty same przyjdą. Nasz rywal ma inną dynamikę. Poprawił się, miał trudny start, ale w ostatnich meczach zdobył aż siedem punktów na dziewięć [wyłączając porażkę z Atletico – przyp. red.] – powiedział Arrasate.

Dla obu zespołów ewentualne piątkowe zwycięstwo będzie zatem okazją do zmiany trendu, co jednak zdecydowanie bardziej przydałoby się popadającej w coraz większy marazm Osasunie.

Już w sobotę, ale przed derbami, będzie miał miejsce inny, ważny w kontekście historycznym pojedynek. Zmierzą się ze sobą bowiem dwie ikony LaLiga, mające swoich kibiców na całym świecie, ale też przeżywające zdecydowanie trudne dni (a raczej lata). Valencia podejmie u siebie Athletic Bilbao i jedyne, czego możemy być pewni, to że ofensywnej gry i bramek nie powinno zabraknąć. Oba zespoły bowiem, mówiąc dość oględnie, nie szczycą się szczelną defensywą. Ciekawy też będzie pojedynek dwóch bramkarzy, bo z jednej strony zobaczymy etatowego golkipera reprezentacji Hiszpanii, Unaia Simona, a także będącego w wysokiej dyspozycji Jaume Domenecha, który w ostatnim, bezbramkowym remisie z Eibar, także kilkukrotnie uratował skórę kolegom.

…główne danie…

Sobotnie derby Madrytu, niezależnie od jakości na boisku, i tak będą znaczące dla każdego z zespołów. Z jednej strony bowiem stanie mocno poobijany, acz śmiertelnie niebezpieczny łysy bokser w białych spodenkach, a w drugim narożniku stanie entuzjastyczny, acz pragmatyczny mistrz, starający się odzyskać utracony przed laty pas mistrzowski.

Jeżeli wygra Zinedine Zidane, hiszpańskie media wreszcie dadzą mu spokój. Miał dostać trzy testowe spotkania – wygrał z Sevillą, dzięki zwycięstwu nad Borussią Moenchengladbach zapewnił sobie pierwsze miejsce w grupie, a teraz czekają go derby z najmocniejszym Atletico od lat. Jeśli Królewscy, w swoim stylu, zmotywują się na to starcie wagi ciężkiej i pokonają faworyzowanych rywali zza miedzy, może to dać Realowi zastrzyk morale, jakiego ten zespół nie miał od dobrych kilku lat. A jednak, jako się rzekło, to Diego Simeone podchodzi do tego pojedynku ze stopy faworyta i nie jest to z pewnością dla niego stan zwyczajowy. Odkąd objął stery w Atletico, mierzył się z Realem aż 32-krotnie i wyszedł zwycięsko zaledwie dziewięć razy, a bilans bramek wynosi -15. Kiepsko wygląda to zwłaszcza w LaLiga – ostatnio Argentyńczyk pokonał rywali zza miedzy w lidze w 2016 roku. Jeżeli jednak “Cholo” zdołał w tym sezonie po raz pierwszy pokonać Barcelonę, to stać go i na przełamanie kiepskiego trendu przeciwko Królewskim.

Obaj trenerzy robią wszystko, by zrzucić z siebie presję. Simeone mówi przed meczem o swoim “podziwie dla Realu, który rok w rok walczy o wszystkie trofea”, a Zidane zapewnia, że to Atletico jest faworytem do sięgnięcia po mistrzostwo. Nikt nie chce wziąć na siebie bycia derbowym faworytem, ale trudno nie upatrywać w nim Los Colchoneros. Atletico, nie bez bólu, ale awansowało z trudnej grupy, ustępując jedynie Bayernowi – zresztą drugi mecz z Bawarczykami był w wykonaniu madrytczyków świetny – a w lidze jako jedyni nie zaznali porażki. Grają efektywnie i – co w przypadku zespołu “Cholo” niesłychane – efektownie. Dysponują drugą (po Realu Sociedad) najskuteczniejszą ofensywą w lidze, a przy tym najlepszą defensywą. I tu zatrzymajmy się na moment: Atletico straciło w 10 spotkaniach zaledwie dwa gole! Pokonać Oblaka zdołał tylko Jorge Molina (jego Granada przegrała 1:6) i Ante Budimir (którego Osasuna poległa 1:3). Trudno znaleźć u Los Colchoneros jakiś słaby punkt. Na swoim zwykłym, niebotycznym poziomie jest słoweński bramkarz, defensywa prezentuje się na tyle dobrze, że na ławce zasiada filar z zeszłego sezonu, Felipe. Koke to prawdopodobnie aktualnie najlepszy pomocnik w lidze, a z przodu o zdobywanie bramek dbają Carrasco, Correa, Felix i Suarez.

Real ma natomiast mnóstwo wad, ale też pokonał ostatnio wielkie przeciwności losu. Zidane’owi do składu wrócił Sergio Ramos, do wysokiej formy wrócili Toni Kroos i Luka Modrić, a zadziwiająco dobry występ przeciwko Borussii Moenchengladbach zanotował Lucas Vazquez. Slogan o “swoich prawach derbów” można schować między bajki, ale faktem jest, że Królewscy w starciach z Atletico może nie zawsze prezentują się dobrze, ale niezwykle rzadko przegrywają.

…i wątpliwej jakości deser

W niedzielę warto zasiąść do co najmniej trzech innych meczów, niż zaproponowany ostatecznie przeze mnie (cierpliwości). Po pierwsze, czekają nas bowiem małe derby Kraju Basków, gdzie Real Sociedad, podbudowany heroicznie wywalczonym awansem na stadionie im. Diego Maradony podejmie u siebie Eibar. Ekipa Damiana Kądziora potrafi grać w piłkę, co udowodniła ostatnio, remisując co prawda z Valencią, ale narzucając swoje warunki. Drugą propozycją jest zapowiadający się na grad bramek pojedynek dziurawego jak szwajcarski ser Realu Betis z będącym w wysokiej formie zespołem Villarreal, a i warto zobaczyć czy Cadiz zaliczy kolejne spektakularne wyjazdowe zwycięstwo z zespołem lubiącym prowadzić grę, czyli Celtą Vigo.

A jednak, mimo wszystko, większość kibiców interesować będzie postawa Barcelony przeciwko Levante. W teorii jest to rywal z tej niższej z półek, czyli, sądząc po tym sezonie, idealna okazja do straty punktów. Nie sposób wyrobić sobie zdania o Barcelonie, bo po spektakularnym zwycięstwie w Turynie potrafili polec z Deportivo Alaves, a po serii naprawdę efektownych meczów w lidze i Lidze Mistrzów, zostali sprowadzeni na ziemię; najpierw przez Cadiz, a następnie przez Cristiano Ronaldo i jego Juventus. Nad Dumą Katalonii już, niczym sęp, krąży poniedziałkowe losowanie. Jak wyliczyli statystycy z Opty, Barcelona ma największe szansę, by trafić w 1/8 finału Ligi Mistrzów na Bayern Monachium, więc nastroje wesołe być nie mogą. Zwłaszcza, że inni potencjalni rywale, jak Liverpool czy Manchester City, także zapewniają w dwumeczu katusze. Barca traci do liderującego Atletico już dwanaście punktów i historię o nawiązaniu do walki o mistrzostwo możemy już chyba schować między bajki, ale podopieczni Koemana muszą się sprężyć, jeżeli chcą zająć miejsce w czołowej czwórce – do plasującego się właśnie na 4. lokacie Realu brakuje im sześciu oczek. Lepszej okazji do odbicia się od dna nie będzie, bo już w środku tygodnia Dumę Katalonii czeka pojedynek z wiceliderem z Sociedad, a następnie pojedynek z nieobliczalną Valencią. Nie sposób jednak przewidzieć scenariusza meczu z Levante. I pewnie właśnie dlatego sam wyczekuję nań, choć obecna kolejka proponuje znacznie ciekawsze widowiska.

Komentarze

Na temat “LaLiga. Wszystkie drogi prowadzą do Madrytu

Daniem głównym był awans Atléti do grupy pucharowej LM a deserem będzie starcie w Derbach Madrytu z Realem… Jeśli ten mecz, jeśli to spotkanie Cholo wygra dzisiaj śmiało mogę powiedzieć że Sr. Diego Simeone etapy rundy jesiennej La Liga zaliczy w 100% (utrzymanie pozycji lidera i strefa LM, wygrana w ważnym meczu z Barcą oraz Sociedad no i teraz Derby Madrytu) i może spać spokojnie oraz przygotowywać się dalej. Także browarki i szalik przygotowany, więc czekam na punkt 21:00 i…. Vamos Atléti Vamos!!!🇵🇪🇵🇱🇦🇹