Zinedine Zidane
Zinedine Zidane PressFocus

Zidane rozpoczyna walkę o posadę

Piłka wciąż się kręci, a w Hiszpanii rywalizacja nie zwalnia nawet na moment. W tej kolejce głównym daniem będzie pojedynek dwóch czołowych zespołów, które w ostatnich latach nadawały ton europejskim rozgrywkom.

Czytaj dalej…

Piątkowa rozgrzewka

W piątek wieczorem Celta Vigo po raz kolejny stanie przed okazją do wyjścia ze strefy spadkowej. Warunek? Wygrana na jednym z najmniej przyjaznych stadionów w Hiszpanii. Sprawa może okazać się jeszcze bardziej skomplikowana, biorąc pod uwagę, że Athletic Bilbao odkuł się w ostatnich dwóch kolejkach, a trener Gaizka Garitano jest świadomy, jak ważne będzie zwycięstwo w piątkowym spotkaniu.

– Wszystkie mecze są ważne, ale jeśli pokonamy Celtę, zrobimy ważny skok w tabeli. Rozmawialiśmy o tym z graczami i jesteśmy tego w pełni świadomi. Mecze domowe są jeszcze ważniejsze, a po pokonaniu na San Mames Levante, Sevilli i Betisu zamierzamy powalczyć o czwarte z rzędu zwycięstwo u siebie – powiedział Garitano na konferencji prasowej.

Trener Athletiku pokusił się też o ocenę zmian w grze Celty Vigo, która zmieniła się dzięki postaci nowego trenera, Edouardo Coudeta.

– Naciskają wyżej, zmienili formację na 4-4-2 i grają większą liczbą ofensywnych graczy. Brais Mendez, Nolito, Iago Aspas, Santi Mina… mają z przodu niesamowitą jakość i stawiają na zmasowany atak bardzo utalentowanymi i szybkimi zawodnikami – powiedział trener ekipy z Bilbao. Pod skrzydłami Coudeta Celta Vigo mocno postawiła się Sevilli (2:4), po czym wypunktowała w końcówce Granadę (3:1). W zespole z Galicji zabraknie kontuzjowanych Sergio Alvareza, Emre Mora i Kevina Vazqueza.

Gorączka sobotniego popołudnia

To w sobotę rozegrane będą te mecze, na które ostrzy sobie zęby większość kibiców i nie dziwota, że wszystkie oczy kierują się na stolicę Andaluzji, gdzie już o 16.15 Sevilla podejmie u siebie Real Madryt.

To spotkanie, którego przebiegu nie sposób przewidzieć. Z jednej strony będziemy mieli Sevillę, która wygrała trzy ostatnie ligowe spotkania, ale w tygodniu Olivier Giroud czterokrotnie uderzył ją maczugą przez głowę. Sromotna porażka z Chelsea wydaje się jednak niejako wykalkulowana przez Julena Lopeteguiego. Cały mecz z Anglikami na ławce przesiedzieli bowiem kluczowi gracze w talii hiszpańskiego trenera, tacy jak Lucas Ocampos, Joan Jordan, Luuk de Jong czy Jules Kounde, a Munir i Olivier Torres weszli dopiero w drugiej połowie. Wszystkich możemy spodziewać się w wyjściowym składzie na sobotnie starcie z Królewskimi.

W Realu Madryt atmosfera panuje iście grobowa, choć w ostatnich dniach Sergio Ramos i Luka Modrić wypowiedzieli się przed zespołem, nawołując o jedność w drużynie. Szkoda, że kapitan Królewskich nie będzie mógł potwierdzić swych słów na boisku, bo bez niego linia defensywna mistrzów Hiszpanii wygląda zwykle jak dzieci we mgle. A nie jest to jedyne osłabienie madryckiej ekipy; z Sevillą nie zagrają także Fede Valverde, Dani Carvajal i Eden Hazard. W czwartek z zespołem nie trenował także Thibaut Courtois, ale klub nie wydał na temat Belga oficjalnego oświadczenia. Z pełnym obciążeniem pracowali Luka Jović i Alvaro Odriozola, ale, umówmy się, marna to pociecha dla Zidane’a.

Zidane, wobec którego media nie potrafią ustalić wspólnego frontu, rozpoczyna bardzo istotny tydzień. Między 5 a 12 grudnia jego podopieczni zmierzą się z Sevillą i Atletico Madryt w lidze, a także rozegrają spotkanie na ostrzu noża w Lidze Mistrzów. Właśnie o europejskie puchary najbardziej martwi się ponoć Florentino Perez. Prezydent Realu jest – według niektórych dzienników – w stanie wybaczyć Zidane’owi nawet zerowy dorobek punktowy w obu starciach ligowych, ale jeśli Królewscy nie awansują – po raz pierwszy w historii! – do fazy pucharowej Champions League, wydaje się, że Francuz straci posadę. Nie oznacza to jednak, że może traktować mecz z Sevillą po macoszemu, bo trzy punkty dałyby spokój i pewność siebie drużynie przed środowym pojedynkiem z Borussią Moenchengladbach, a przy tym choć na kilka dni wybiłyby argumenty z rąk ekspertów, wyliczających Francuzowi kolejne spotkania bez zwycięstwa.

W sobotę swój mecz rozegra także Atletico. “Los Colchoneros” naprawdę dobrze zaprezentowali się w starciu z Bayernem i uważam, że to raczej oni powinni być źli z powodu podziału punktów. Madrytczycy grali szybko, nieprzewidywalnie i tworzyli sobie sporo okazji. Dodając tę wysoką formę do faktu, że do składu wrócił Luis Suarez, trudno mi wyobrazić sobie, by Real Valladolid był w stanie realnie zagrozić wiceliderowi tabeli. Nawet, jeśli Diego Simeone znowu zdecyduje się na roszady w wyjściowej jedenastce.

W odwrotnej sytuacji znajduje się Ronald Koeman. Holender już od dwóch kolejek mocno żonglował składem, dając w Lidze Mistrzów zagrać rezerwowym, a pozwalając odpocząć takim zawodnikom, jak Leo Messi czy Frenkie de Jong. Barcelonie do zapewnienia sobie rozstawienia w losowaniu fazy pucharowej wystarczy nie przegrać z Juventusem wyżej niż dwiema bramkami, więc Koeman skupia się na LaLiga. Wyjazd do Kadyksu łatwy nie będzie, bo beniaminek potrafi dzięki intensywności uprzykrzyć życie największym, ale “Duma Katalonii” znajduje się w swoim najlepszym momencie od startu sezonu (a może nawet i dłużej), ponadto traktuje rozgrywki ligowe priorytetowo, więc wydaje się, że podopieczni Koemana zrobią wszystko, by regularnie zmniejszać stratę do czołówki.

Niedziela lekiem na troski w Lidze Europy

Czwartek nie będzie najlepiej wspominany przez hiszpańskich kibiców. Villarreal co prawda pokonał Sivasspor i zapewnił sobie awans, ale chyba nikt nie spodziewał się takich męczarni podopiecznych Unaia Emery’ego, którym dopiero w końcówce Samu Chukwueze zapewnił trzy punkty. Reszta reprezentantów LaLiga zaprezentowała się poniżej oczekiwań; Real Sociedad remisem z Rijeką (2:2) znacznie utrudnił sobie kwestię awansu, o którym zadecyduje bezpośredni mecz z będącym w wysokiej formie Napoli, a Granada przegrała z PSV (0:1). Nadchodzące spotkania wydają się być jednak odpowiednie do ponownego złapania wiatru w żagle. Real Sociedad czeka wyjazd do Deportivo Alaves, które co prawda pokonało ostatnio Królewskich, ale nie powinni być poważną przeszkodą dla Basków – o ile ci przypominać będą siebie sprzed przerwy reprezentacyjnej. Villarreal podejmie u siebie Elche, a Granada postara się odmienić fatalny trend. Podopiecznym Diego Martineza nie służy walka na dwóch frontach, czego efektem trzy ligowe porażki w ostatnich spotkaniach. Lepszej okazji do odbicia się od dna nie będzie – na Los Carmenes przyjedzie bowiem czerwona latarnia ligi. Huesca po 11 kolejkach nadal nie zaznała smaku zwycięstwa i dysponuje najsłabszą – ex aequo z Eibarem i Osasuną – ofensywą w lidze. To najlepszy moment, by Granada odzyskała pewność siebie i powróciła do walki o miejsca gwarantujące występy w europejskich pucharach za rok. Zwłaszcza, że pomimo wspomnianej porażki z PSV, Andaluzyjczycy zapewnili już sobie awans do 1/16 finału Ligi Europy, więc mogą ponownie skupić się na lidze.

Komentarze