Bayer wyszarpał zwycięstwo z bezbarwnym Atletico

Robert Andrich
Robert Andrich Pressfocus

Bayer Leverkusen zdecydowanie przeważał w rywalizacji z Atletico Madryt, ale piłka jak na złość, nie chciała wpaść do bramki gospodarzy. Ta sztuka udała się Werkself dopiero w ostatnich pięciu minutach.

  • Sposób na madrycką defensywę znalazł jako pierwszy Robert Hendrich, który oddał strzał zza pola karnego
  • Zaraz po nim, błąd obrony Los Rojiblancos wykorzystał Moussa Diaby
  • Zwycięstwo Bayeru Leverkusen było absolutnie zasłużone

Atletico bez błysku i pomysłu

W pierwszej połowie, oba zespoły nie rozpieszczały kibiców swoją drogą. W 7. minucie nieznacznie pomylił się Robert Andrich, posyłając piłkę nad poprzeczką bramki Atletico Madryt. I to w zasadzie tyle z groźniejszych sytuacji. Największe emocje były, gdy sędzia Michael Olivier dwukrotnie korzystał z pomocy VAR. Po dokładnej weryfikacji uznał jednak, że ani Los Rojiblancos nie należał się rzut karny (w szesnastce padł bowiem Alvaro Morata w 9. minucie), ani też Werkself nie należał się gol (do siatki trafił Edmond Taposba, ale przy przyjmowaniu piłki pomagał sobie ręką.

Początek drugiej odsłony to dwie świetne okazje czeskich napastników Bayernu. Najpierw w poprzeczkę trafił Patrick Schick, a chwilę później minimalnie obok słupka przymierzył Adam Hlozek. Gospodarzom jednak pary starczyło na pięć minut, bo później znów gra toczyła się w środku pola.

W 69. minucie gola dla Atleti mógł strzelić Rodrigo De Paul. Świetnie jednak interweniował Lukas Hradecky. Chwilę później ponownie szczęścia spróbował Schick, a także Odilon Kossounou, ale piłka w dalszym ciągu nie chciała wpaść do madryckiej bramki.

Ta sztuka udała się graczom Gerarda Seoane dopiero w końcówce. Najpierw, w 84. minucie sprytnym strzałem zza pola karnego popisał się Andrich, zaś trzy minuty później prowadzenie Bayeru podwyższył Moussa Diaby.

Komentarze