Messi, Barcelona, La Liga – co dalej?

Leo Messi
Leo Messi Cosmin Iftode / Sport Pictures

W zakończonym w miniony weekend sezonie Primera Division Leo Messi kolejny raz zgarnął koronę króla strzelców. Chociaż tym razem, Barcelona nie zdobyła mistrzostwa kraju, Argentyńczyk pozostaje największą gwiazdą ligi. Przyglądamy się bliżej wynikom nie tylko Messiego i Barcelony ale także całej La Ligi. Sprawdzamy, jaka przyszłość stoi przed Katalończykami i Primera Division.

Czytaj dalej…

Analizę gry Barcelony w tym sezonie znajdziesz w tekście Bartłomieja Rabija Dlaczego Barca nie wygrała tytułu?

Król Messi

Leo Messi pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Newell’s jeszcze w XX wieku. Do Akademii Barcelony trafił w lipcu 2000 roku. Po 4 latach ciężkiej pracy w pierwszym zespole Dumy Katalonii zadebiutował w sezonie 2004/5. W tym samym sezonie zdobył swojego pierwszego gola. Miało to miejsce w meczu przeciwko Albacete dokładnie 1. maja 2005 roku. Barcelona zdobyła w tamtym sezonie mistrzostwo Hiszpanii, a królem strzelców ligi został Samuel Eto’o. Aby nieco przybliżyć realia tamtych czasów w drużynie Realu grali wtedy między innymi Michael Owen, David Beckham, Ronaldo czy obecny trener Królewskich Zinedine Zidane. W Barcelonie natomiast młody Messi, poza wspomnianym Eto’o, mógł uczyć się piłkarskiego fachu od Henrika Larssona, Ronaldinho, Deco czy Charlesa Puyola. Ligę Mistrzów wygrywał natomiast Liverpool z Jerzym Dudkiem w bramce.

Droga na szczyt

Wejście na szczyt zajęło Messiemu kilka lat. Swój pierwszy tytuł króla strzelców Argentyńczyk zdobył w sezonie 2009/10. Strzelił wtedy 34 gole. W rywalizacji wyprzedził Gonzalo Higuaina (27 trafień), Cristiano Ronaldo (26 goli), Davida Villę (21) oraz kolegę z zespołu Zlatana Ibrahimovica (16 goli). Przypomnijmy, że dla Ronaldo był to pierwszy sezon w barwach Realu po transferze z Manchesteru United. Można więc powiedzieć, że właśnie wtedy narodziła się rywalizacja tego duetu, którą mogliśmy się pasjonować do 2018 roku. Wtedy Portugalczyk zdecydował się na przeprowadzkę do Turynu.

Szczyt strzeleckiej formy Messiego przypadł na sezon 2011/12. Zdobył on wtedy niewiarygodną liczbę aż 50 bramek w sezonie. Nawet Ronaldo nie zdołał przebić Argentyńczyka. Portugalczyk w swoim najlepszym roku w Primera Division ustrzelił “tylko” 48 goli.

4 tytuł króla strzelców z rzędu, ale co dalej?

Messi jest najlepszym strzelcem ligi już czwarty sezon z rzędu. Wynik doskonały. Trzeba jednak przyznać, że z roku na rok liczba bramek zdobywanych przez Argentyńczyka jest coraz mniej imponująca. Nie mówimy już o tak kosmicznych osiągnięciach jak 50 goli w sezonie. To były wyniki nieludzkie. Natomiast od sezonu 2016/17 Messi koronę króla strzelców zdobywał kolejno z 37, 34, 36 bramkami na swoim koncie. W tym sezonie strzelił już tylko 25 goli. Jest to najniższy wynik nie tylko dla Messiego ale także dla całej ligi. Tak mało bramek król strzelców zdobył ostatnio w sezonie 2006/07. Wtedy również 25 goli na swoim koncie zebrał Ruud van Nistelrooy.

W przypadku Messiego gorsze osiągi nie mogą dziwić. Argentyńczyk młodszy nie będzie. Ma już 33 lata. Styl gry dostosowuje do możliwości fizycznych. Nadal jest liderem Barcelony i jej najlepszym strzelcem. Nie może jednak już wygrywać co weekend w pojedynkę.

Barcelona – Messi i co dalej?

Tutaj zaczyna się problem Barcelony. Drugi snajper Katalończyków Luis Suarez zdobył w tym sezonie 16 goli. Nieźle, ale Urugwajczyk też ma już 33 lata. Griezmann, który przechodził do Barcy jako następca Messiego, zaliczył na Camp Nou fatalny start. Co prawda uzbierał na swoim koncie 9 goli, jego forma jak i osiągi są jednak dalekie od oczekiwań kibiców i zarządu klubu. Przed Francuzem na Camp Nou nie wypalili także Philippe Coutinho czy Ousmane Dembele. Jedyny zawodnik, jaki mógł się z Messim równać, czyli Neymar został sprzedany do PSG.

Problemy Barcelony, problemami całej ligi

Patrząc z perspektywy ostatnich kilku lat odejście Cristiano Ronaldo do Włoch było dużym ciosem dla całej ligi. Pisząc o niewypałach transferowych Barcelony nie sposób nie odnieść się do Realu Madryt. Tutaj oczywiście na pierwszy plan wychodzi Gareth Bale. Walijczyk, nie dosyć, że nie sprawdza się na boisku, to jeszcze na dodatek ośmiesza klub w social media. Wielkich osiągnięć na Santiago Bernabeu w swoim pierwszym sezonie nie miał też Eden Hazard. Belg, sam niedawno przyznał, że ten sezon był najgorszym w jego karierze. Nie ma co nawet wspominać o Luce Jovicu. Mało kto chyba pamięta, że ten gość jest w kadrze Królewskich.

Real tytuł mistrzowski zdobył głównie dzięki ekipie weteranów. Najlepszym strzelcem klubu był 32 letni Benzema. Grę w środku pola ustawiali 34 letni Modric z 30 letnim Krossem. Podporą obrony był natomiast 34 letni już Sergio Ramos.

Patrząc przez pryzmat popularności rozgrywek ligi hiszpańskiej ciężko być optymistą. O ile na Gran Derbi z Messim i Ronaldo w rolach głównych jeszcze niedawno patrzył cały świat to już w tym sezonie mecz musieliśmy reklamować starciem Messiego z Benzemą. Z całym szacunkiem dla Francuza i jego statystyk, to jednak nie ten sam piłkarski poziom.

Za rok będziemy mówić o meczu Busquets – Isco lub Griezmann – Hazard? Obecny sezon dobitnie pokazał, że epoka megagwiazd w hiszpańskim futbolu się kończy. Przynajmniej na tą chwilę nie ma niestety ich następców. Oczywiście wszystko może się szybko zmienić. Real może ściągnąć Mbappe a Barcelona Neymara. Królewscy mogą sięgnąć po Harrego Kane’a a Katalończycy chociażby po Salaha lub Aguero. W dobie koronawirusa o tak spektakularne transfery może jednak być trudno. Wiele więc wskazuje na to, że La Liga będzie tracić na atrakcyjności kosztem nie tylko Premier League, ale przede wszystkim Serie A.

Serie A przykładem

To właśnie Włosi w ostatnich latach świetnie pokazują jak zarządzać nie tylko klubami ale i całą ligą. Nie tylko Juventus, ale także takie kluby jak Napoli czy Inter zrobiły w ostatnich latach ogromny krok do przodu. Nie trzeba chyba przypominać, jak w latach kiedy triumfy w Hiszpanii święcił Messi, Juventus był degradowany do Serie B. Teraz Stara Dama bije się nie tylko o prymat w Serie A, ale co roku jest też w gronie faworytów Ligi Mistrzów.

Być może brak wielkich gwiazd wyjdzie La Liga na plus. Być może wreszcie takie kluby jak Atletico Madryt, Valencia czy Sevilla będą w stanie nawiązać skuteczną walkę o mistrzostwo kraju. Nie tylko jako przypadkowy triumf Atletico sprzed kilku lat, ale jako nowy trend w lidze, który sprawi, że Real i Barcelona wreszcie poczują realny oddech rywali na plecach. Być może wtedy zobaczymy też nowe gwiazdy, które podobnie jak Diego Forlan już 11 lat temu, pogodzą piłkarzy Królewskich i Katalończyków w wyścigu po koronę króla strzelców.
Wtedy nawet brak galaktycznego Gran Derbi z gwiazdami pokroju Messi i Ronaldo, będzie do zniesienia, bo reszta ligi wynagrodzi, to swoim poziomem i emocjami przez cały sezon.

Komentarze