Najgorętsze derby Madrytu od dawna

Lucas Vazquez i Thomas Lemar
Lucas Vazquez i Thomas Lemar PressFocus

26. kolejka La Ligi ma jeden punkt centralny, na który zerkać będzie każdy kibic. Mowa tu oczywiście o niedzielnych derbach Madrytu, mogących mieć wielkie znaczenie dla walki o mistrzostwo.

Solidna derbowa rozgrzewka

Zanim jednak zasiądziemy przed telewizorami w niedzielne popołudnie, hiszpańska ekstraklasa ma nam do zaoferowania kilka innych, ciekawie się zapowiadających spotkań. W piątek kolejkę rozpocznie nam derbowy pojedynek nie tylko interesujący pod kątem sportowym, ale też zawierający sporo pozaboiskowych smaczków.

Cała Valencia żyje raczej księciem Johorem, który jest ponoć mocno zainteresowany kupnem klubu. Jednakże, piątkowy mecz jest istotny, zarówno dla Nietoperzy, jak i ich rywali. Los Che gościć będą Villarreal, który w letnim oknie transferowym wykupił ich duet podstawowych pomocników. Francis Coquelin jest kontuzjowany i nie weźmie udziału w pojedynku. Dani Parejo z kolei z pewnością wybiegnie w wyjściowym składzie Żółtej Łodzi Podwodnej. O powrót do pełni zdrowia walczy także inny zawodnik z przeszłością w Valencii, Paco Alcacer. Hiszpan w ostatnich tygodniach tworzył efektywny duet napastników z Gerardem Moreno. Jeśli wróci do zdrowia, Unai Emery z pewnością na niego postawi.

Choć może to zabrzmieć jak żart, w ostatnich tygodniach lepsze wyniki notuje Valencia. Zespół mający zaledwie pięć punktów przewagi nad strefą spadkową wygrał dwa z ostatnich pięciu meczów. Villarreal z kolei ostatnią wygraną w La Lidze zanotował niemal dwa miesiące temu!

Derbi de la Comunitat rzadko zawodzą pod kątem sportowym i nie spodziewam się, by w piątek miało być inaczej.

Barcelona zechce wywrzeć presję

Z sobotnich spotkań warto wyróżnić trudny wyjazdowy mecz Sevilli, która po dwóch bolesnych porażkach z Barceloną spróbuje powrócić na odpowiednie tory w pojedynku z walczącym o utrzymanie Elche. Punktem kulminacyjnym pierwszego dnia weekendu będzie jednak spotkanie niedawnych pogromców Los Nervionenses.

FC Barcelona do sobotniego meczu podejdzie w wyjątkowo dobrych nastrojach. Gdy wydawało się już, że liga została rozstrzygnięta w lutym, Atletico zaliczyło obniżkę formy i trzykrotnie straciło punkty w pięciu ostatnich kolejkach, co skrzętnie wykorzystali podopieczni Koemana. W zeszłym tygodniu odnieśli oni ponadto dwie istotne zwycięstwa nad Sevillą, dając zarówno sygnał, że nie odpadli jeszcze z walki o La Ligę, jak i w heroicznych okolicznościach awansując do finału Pucharu Króla. W sobotę będą mieli także okazję wywrzeć presję na obu rywalach z Madrytu. Warunek – wywieźć trzy punkty z El Riazor.

Niełatwa przeprawa w Nawarze

Wbrew pozorom, łatwo nie będzie. Odkąd Osasuna powróciła do elity w 2019 roku, stała się niezwykle niewygodnym rywalem dla Katalończyków. W zeszłym sezonie ekipa z Pampeluny zdobyła “na Barcelonie” aż cztery punkty, w tym pokonała ją w przedostatniej kolejce, zabierając graczom Setiena matematyczne szanse na obronę mistrzowskiego tytułu.

Zresztą, podopieczni trenera Arrasate znajdują się w naprawdę niezłej formie. Wygrali trzy z ostatnich pięciu meczów w lidze. Trzeba jednak zaznaczyć, że zdarli skalp z przeciętnych ekip, takich jak Eibar czy Deportivo Alaves. Najważniejszym skalpem dla Osasuny było skromne zwycięstwo nad Levante, ale już z obiema ekipami z Sewilli polegli. Gracze Koemana muszą się mieć na baczności, bo tylko trzy punkty na El Riazor sprawią, że na dobre powrócą do walki o mistrzowski tytuł. A po spotkaniu Katalończykom pozostanie czekać na kluczową niedzielę, w której, po pierwsze, odbędą się derby stolicy, a po drugie i najważniejsze – wyłoniony zostanie nowy (stary?) prezydent klubu.

Derby na ostrzu noża

Rzecz jasna, jeśli ktoś potrzebuje rozgrzewki do spotkania o takiej temperaturze, osobiście rekomenduję spotkanie o 14.00 pomiędzy Huescą i Celtą Vigo, gdzie spodziewam się otwartego pojedynku. Po jego zakończeniu wszystkie oczy skierowane już będą jednak na stolicę.

Nie sposób przewidzieć, jak będą wyglądać nadchodzące derby. Real Madryt jest w tarapatach. I to sporych. Na Wanda Metropolitano zabraknie Sergio Ramosa, Karima Benzemy i Edena Hazarda. Jakby tego było mało, kontuzji w czwartek doznał także Mariano Diaz. Oznacza to, że Zinedine Zidane nie ma do dyspozycji żadnego napastnika. Diego Simeone może za to cieszyć się niemal pełną dostępnością kadry po pladze kontuzji i absencjach związanych z koronawirusem czy, w przypadku Kierana Trippiera, zawieszeniem. Poza Anglikiem, tak kluczowym dla Atletico w rundzie jesiennej, do zdrowia powrócił Yannick Carrasco i Thomas Lemar. Jedynym istotnym osłabieniem jest nieobecność Jose Gimeneza, ale w jego buty zdoła wejść ktoś z dwójki Stefan Savić – Felipe. Media donoszą, że szkoleniowiec Atletico chce na derby powrócić do ustawienia 4-4-2, z Joao Felixem i Luisem Suarezem z przodu. Wszystko zatem wskazuje na zwycięstwo gospodarzy, prawda?

A jednak, historia derbów uczy pokory. Ostatnim oficjalnym meczem, jaki Atletico wygrało z Realem, był rewanż w Lidze Mistrzów w 2017 roku. Zwycięstwo 2:1 nie miało jednak większego znaczenia po porażce 0:3 w pierwszym spotkaniu. W lidze Los Colchoneros wygrali z rywalem zza miedzy… ponad pięć lat temu! By zrozumieć, ile minęło czasu, dość powiedzieć, że przy jedynej bramce – autorstwa Antoine’a Griezmanna – asystował Felipe Luis, a po stronie Królewskich wystąpili tacy gracze, jak Jese Rodriguez, Danilo czy Keylor Navas. Ponadto, podopieczni Zidane’a najlepiej czują się pod ścianą i niewykluczone, że dadzą temu wyraz w najodpowiedniejszym momencie. Spodziewam się, że to właśnie Real Madryt będzie prowadzić grę, a Atletico starało się będzie kontrować. Czy tym razem zda to egzamin w przypadku ekipy “Cholo”? Przekonamy się już w niedzielę. Żadnej z drużyn nie trzeba przypominać, jak wysoka stawka jest w grze.

Komentarze