Antoine Griezmann i Leo Messi
Antoine Griezmann i Leo Messi PressFocus

Niezbędny Messi; Barcelona w drugiej połowie wypunktowała Real Betis

Barcelona znowu nie zagrała świetnego spotkania, straciła dwie bramki, a nieskutecznością raził Antoine Griezmann. A jednak przed przerwą reprezentacyjną może dopisać sobie trzy punkty dające nieco spokoju Ronaldowi Koemanowi.

Czytaj dalej…

Mocny początek, słaby Griezmann

Jak to gospodarze pod wodzą Holendra mają w zwyczaju, starali się szybko zdobyć bramkę. Na ławce zasiadł Leo Messi, więc wszystko wskazywało na to, że większą swobodę otrzyma Griezmann. Niestety Francuz zaliczył fatalną pierwszą połowę. Dwukrotnie pomylił się w prostej sytuacji, ale czarę goryczy przelał w 31 minucie. Wcześniej Mandi sfaulował w polu karnym Ansu Fatiego, a odpowiedzialność za stały fragment gry wziął Griezmann i uderzył fatalnie, przewidywalnie, a Claudio Bravo z łatwością ten strzał obronił. Na szczęście Francuza działo się to już przy wyniku 1:0 dla Barcelony, bo wcześniej gospodarzy na prowadzanie efektownym dryblingu i strzale wyprowadził jego rodak, Ousmane Dembele. Tuż przed przerwą jednak Andaluzyjczycy zdołali wyrównać, gdy fatalne ustawienie duetu Pique-Lenglet wykorzystał Alex Moreno, który wystawił Antonio Sanabrii piłkę jak na srebrnej tacy.

Cierpliwość popłaca

Mniej więcej od 30 minuty Koeman wysłał na rozgrzewkę Martina Braithwaite’a i znając wybuchowy charakter Holendra i biorąc pod uwagę fatalną skuteczność Griezmanna, wszystko wskazywało na zmianę na środku ataku Barcelony już w przerwie. Trener Dumy Katalonii zaskoczył; zdjął aktywnego Fatiego i wprowadził Messiego. Zaufanie dla francuskiego napastnika szybko zaprocentowało. Jordi Alba szukał swym klasycznym dośrodkowaniem Messiego, a ten sprytnie przepuścił piłkę, widząc za sobą Griezmanna. Francuzowi pozostało skierowanie futbolówki do pustej siatki, a Barcelona odzyskała prowadzenie. Wprowadzenie Argentyńczyka całkowicie odmieniło grę gospodarzy. W 58 minucie Dembele oddał strzał na bramkę, a stojący na linii Mandi zablokował go ręką. Arbiter wyrzucił Algierczyka z boiska i podyktował rzut karny. Leo Messi pokazał Griezmannowi, jak wykonać go poprawnie i wydawało się, że już nic złego Dumie Katalonii nie grozi. Niestety dla nich, defensywa, a zwłaszcza jej prawa strona, prezentowała się tego dnia fatalnie, co Betis wykorzystał jeszcze raz, gdy w 72 minucie Alex Moreno pomknął skrzydłem i wystawił piłkę Lorenowi, który po raz drugi złapał kontakt. Sergi Roberto, często spóźniony w defensywie, wziął się jednak w końcówce za rozgrywanie i jego dwie asysty uspokoiły nastroje gospodarzy. Najpierw jego sprytne podanie wykorzystał Messi, zdobywając pierwszą w tym sezonie bramkę z otwartej gry, a chwilę później dośrodkowanie Hiszpana na gola zamienił Pedri.

Kiepskie prognozy pomimo dobrego wyniku

Barcelona gromi, ale w głowie Ronalda Koemana powinna zaświecić się czerwona lampka, bo gra defensywna jego podopiecznych wołała tego popołudnia o pomstę do nieba; nieraz spóźnieni byli stoperzy, w fazie obronnej nie popisał się też Roberto. Ten mecz pokazał też, jak nadal wielka jest, wbrew opinii krytyków, rola Messiego w Barcelonie. Jego wejście odmieniło spotkanie, zanotował dwa gole, jedną „niemal asystę”, przepuszczając podanie Alby do Griezmanna, a mógł wpisać się na listę strzelców jeszcze co najmniej dwukrotnie. Betis natomiast pozostaje bezkompromisowy – to jedyne pocieszenie, jakie widzę dla fanów Los Verdiblancos. Problemem jest fakt, że na 9 kolejek ich ulubieńcy wygrali tylko czterokrotnie, a dziś wieczorem zanotowali już piątą porażkę.

Komentarze