Ostatni moment na przebudzenie FC Barcelony

Gerard Pique po zdobyciu gola przeciw drużynie Dyn
Gerard Pique po zdobyciu gola przeciw drużynie Dyn PressFocus

Oczywiście, to nie było wymarzone lato dla Barcelony. Zawirowania w klubowych gabinetach, bunt Messiego czy brak wzmocnień nie zapowiadały sielanki. Ale mimo tego nie spodziewałem się, że zapowiadając 9. kolejkę będę się zastanawiał, czy Duma Katalonii zdoła awansować do górnej połówki tabeli.

Czytaj dalej…

Już nie ma słabych drużyn… no, może poza Valencią

Ostatnia kolejka przed przerwą reprezentacyjną nie zapowiada się na spacerek dla żadnego z wielkich faworytów. Teoretycznie najłatwiej powinien mieć Real Madryt, którego czeka wyjazd na Estadio Mestalla.

Jeszcze niedawno czytając takie zdanie, złapalibyście się za głowy i zastanawiali, co ten pismak… opowiada. Niestety, jakkolwiek Valencia wciąż jest wielka jako instytucja i w warunkach hiszpańskich posiada naprawdę ogromną liczbę kibiców, tak Peter Lim robi wszystko, by doprowadzić ją na skraj upadku. Po ośmiu kolejkach Nietoperze zajmują dopiero 13. lokatę, a choć zdobywają sporo goli, w czym wielka zasługa Maxiego Gomeza, to dysponują jedną z najsłabszych obron w stawce. Oczywiście, może cieszyć forma pojedynczych graczy, takich jak wspomniany Gomez, a także Wass i Soler, ale przez masowy letni exodus, w Walencji pozostało niewielu graczy reprezentujących poziom czołowej drużyny LaLiga. Sytuacji nie poprawiło z pewnością niedawne odejście lidera drugiej linii, Geoffreya Kondogbii, do Atletico Madryt. Valencia w niedalekiej przeszłości potrafiła mocno uprzykrzyć życie Królewskim, choćby zwyciężając u siebie w kwietniu 2019 roku, a Real Madryt bywa w tym sezonie chimeryczny. Mimo tego spodziewam się, że Ramos, Benzema i spółka znajdą sposób na wywiezienie z Mestalla trzech punktów.

Gość w dom, Bóg w dom

Zamknięcie stadionów przed kibicami sprawiło, że znaczenie spotkań rozgrywanych u siebie jest mniejsze. Przy braku huczących i buczących trybun łatwiej wyrwać punkty gigantom, nawet grając w ich świątyniach. W tym sezonie boleśnie przekonała się o tym Barcelona, która na trzy domowe starcia wygrała tylko jedno, przeciwko Villarrealowi. Następnie dwukrotnie gubiła punkty. Oczywiście, należy podkreślić, że przeciwnikami była Sevilla (1:1) i Real Madryt (1:3), ale ekipie aspirującej do mistrzostwa taka seria nie przystoi. Szansą na odwrócenie tendencji jest sobotni mecz z Betisem.

Ekipa z Sewilli mocno weszła w sezon pod wodzą nowego szkoleniowca, Manuela Pellegriniego. Zatrudniając Chilijczyka włodarze Betisu liczyli na odbicie się od dna; drużyna posiadająca tak bogaty skład nie miała prawa w ostatnich dwóch sezonach tułać się niedaleko dna tabeli. I póki co ekipa z Andaluzji prezentuje się mniej więcej tak, jak od niej wymagano. Przegrała z silniejszymi od siebie – Realem Madryt, Atletico i Realem Sociedad – ale i spokojnie punktowała Elche, Valencię czy Real Valladolid. Idąc tym trendem, Barcelonę powinno czekać relatywnie gładkie zwycięstwo, ale po chwili oddechu spowodowanym niedawnym zwycięstwie nad Juventusem, nad głową Ronalda Koemana znowu zebrały się czarne chmury. Remis z Deportivo Alaves po szkolnym błędzie Neto i pomimo bombardowania bramki Pacheco w drugiej połowie, a także wymęczone zwycięstwo nad przetrzebionym koronawirusem Dynamem Kijów nie napawają optymizmem. Pikanterii sobotniemu starciu dodaje niedawna wypowiedź kapitana andaluzyjskiej ekipy, Joaquina, który współpracował z Koemanem w Valencii w trakcie sezonu 2007/08.

– Gdybym był prezesem Betisu nie zatrudniłbym Koemana nawet jako pracownika obsługi sprzętu. Na szczęście nie był w Valencii długo i udało nam się uratować sezon. Nie przywitam się z nim, on ze mną też nie. To co razem przeżyliśmy, było złe.

Jeśli Barcelona chce nawiązać do czołówki, starcie z Betisem jawi się jako jeden z ostatnich dzwonków.

Prawdziwe wyzwanie czeka podopiecznych Diego Simeone. Starcie z Cadizem to nie pojedynek Dawida z Goliatem. Beniaminek w tej chwili ma najlepszy wyjazdowy bilans w całej lidze. Ekipa z Kadyksu wygrała wszystkie cztery spotkania w delegacji – w tym jedno z Realem Madryt – a przy tym nie straciła gola! Atletico u siebie gra w kratkę; od efektownego rozstrzelania Granady na otwarcie sezonu, przez pokaz indolencji w bezbramkowym remisie z Villarrealem, aż wreszcie po spokojne zwycięstwo nad Betisem, które dziwić nie powinno. Przed sezonem nigdy bym tego nie podejrzewał, ale nadchodzący pojedynek z Cadizem może dać odpowiedź na pytanie: czy Atletico ma w tym sezonie realne szanse na mistrzostwo? Zwycięstwa w meczach z rywalami mającymi dobrą serię i formę są kluczowe dla pobudzenia morale, niedawno tak brutalnie poranionego przez monachijski walec.

Aby lider liderem pozostał

Kibice kochają, gdy na czele tabeli znajduje się ktoś nieoczywisty. A jeszcze lepiej, gdy okupuje pierwszą lokatę zasłużenie. Real Sociedad, bo o nim mowa, czeka ciekawe starcie z Granadą. Obie ekipy były rewelacją zeszłego sezonu, dzięki czemu występują teraz w Lidze Europy i w czwartek odniosły zwycięstwa; podopieczni Martineza wypunktowali na wyjeździe Omonię (2:0), a Real Sociedad pokonał u siebie AZ Alkmaar (1:0). Faworytami bezpośredniego starcia pozostają podopieczni Imanola Alguacila, którzy ostatnie ligowe punkty zgubili ponad miesiąc temu, niespodziewanie ulegając Valencii 0:1.

9. serię spotkań rozpocznie mało prestiżowe starcie Elche z Celta Vigo, które odbędzie się w piątek wieczorem. Sobotnie mecze otworzy pojedynek Hueski z Eibarem Damiana Kądziora, a w niedzielę późnym wieczorem kolejkę zamknie mecz Valencii z Realem Madryt.

Komentarze