Ostatnia kolejka skupiona wokół Madrytu

Mario Hermoso w meczu z Realem Valladolid
Mario Hermoso w meczu z Realem Valladolid PressFocus

Przed ostatnią kolejką nadal nie wiemy, kto zostanie mistrzem, kto zagra w Lidze Europy, a kto w Conference League, a do tego trzy ekipy walczą o jedno miejsce gwarantujące utrzymanie. Krótko mówiąc – emocji nie zabraknie!

Madryt walczy o mistrzostwo i miesza w tabeli

Rzecz jasna, najważniejszym aspektem sobotniej multiligi będzie wyłonienie mistrza kraju. Atletico jednocześnie wpłynie na walkę o utrzymanie, a Real Madryt na przemieszania w strefie europejskich pucharów.

Ostatnia prosta maratonu Materacy

Rojiblancos rozegrają najważniejszy mecz sezonu z Realem Valladolid. Pucela walczy jeszcze o utrzymanie w La Lidze, ale tylko cud mógłby do tego doprowadzić. Podopieczni Sergio musieliby nie tylko pokonać walczącego o tytuł rywala, ale i liczyć na porażki Hueski oraz Elche.

Musimy zakończyć sezon z godnością i bronić herbu do ostatniej chwili. Nawet, jeśli wiemy, o jaką stawkę gra Atletico. Wyjdą, by nas zmiażdżyć, bo mogą wygrać tytuł. Pierwsze pół godziny będzie niezwykle intensywne – świadomie zapowiedział trener Realu Valladolid, Sergio.

W ekipie Puceli zabraknie jednego z najważniejszych ogniw, czyli Fabiana Orellany. “Cholo” nie będzie mógł skorzystać z dwóch istotnych graczy – Thomasa Lemara oraz Stefana Savicia – ale ich pozycje są na tyle solidnie obsadzone, że nieobecności powinny być relatywnie niezauważalne. Ekipa z Valladolid ma za sobą trzy kolejne, wysokie porażki, a w ostatniej kolejce skompromitowała się w starciu z Realem Sociedad. Pamiętamy legendarne Tamudazo, a także kilka innych niezwykłych finiszów sezonu. Ale tego dnia Atletico walczy nie tylko o tytuł, ale i o uniknięcie kompromitacji, bo tylko tak trzeba będzie nazwać przegranie mistrzostwa po wpadce z ekipą pokroju Puceli.

Królewscy chcą nałożyć presję

Real Madryt czeka zaś rywal ze znacznie wyższej półki, ale i mniej zmotywowany. Villarreal wywalczył, by ostatnia kolejka rozegrała się nie w niedzielę, a sobotę. Powód jest prosty – w najbliższą środę Żółta Łódź Podwodna zawalczy w gdańskim finale z Manchesterem United. Będzie to pierwszy finał europejskich rozgrywek w historii klubu. Nie oznacza to jednak, że Unai Emery może przeciwko Królewskim wystawić drugą jedenastkę. Villarreal nie zanotował równego sezonu, przez co na ten moment zajmuje miejsce gwarantujące grę w mało prestiżowej Conference League. Zespół ma tyle samo punktów co Betis i o jeden mniej od Realu Sociedad – te ekipy na ten moment wywalczyły sobie awans do Ligi Europy. Żółta Łódź Podwodna nie może postawić wszystkiego na środowy finał. Jeżeli wyjdzie ze starcia z Czerwonymi Diabłami zwycięsko, zagra w Lidze Mistrzów, ale trzeba uczciwie przyznać, że nie jest faworytem tego starcia.

Dla Realu Madryt, zaś, sobotni mecz zaważy o ocenie kończącego się sezonu. Zinedine Zidane potrafił zarządzać licznymi kryzysami zdrowotnymi, ale wiele wskazuje na to, że gablota Królewskich nie poszerzy się o żaden puchar. Nie mogą jednak oddać mistrzostwa za darmo. Celem Los Blancos jest szybko objąć prowadzenie i narzucić presję na Atletico. Z zespołem nie trenowali Dani Carvajal, Lucas Vazquez, Ferland Mendy, a także przebywający w izolacji Toni Kroos oraz – i tu nowość – Eden Hazard. Nie wiadomo, czy Belg ponownie cierpi na jakiś uraz, czy może został oddelegowany do ćwiczeń indywidualnych.

Jako kibic, po tym starciu spodziewam się zwyczajnie dobrego widowiska, w którym obie ekipy będą dążyły do zwycięstwa. A że na boisku pojawi się zarówno Karim Benzema, jak i – zapewne – Gerard Moreno, myślę, że padną w nim też gole. I to w liczbie zdecydowanie mnogiej.

Liga Europy ligą marzeń

Podczas, gdy Villarreal będzie mierzyć się z walczącym o tytuł Realem Madryt, dwie inne ekipy czekają trudne przeprawy. Real Sociedad i Betis zajmują obecnie miejsca premiowane awansem do Ligi Europy, ale ich sobotni rywale potrafią napsuć krwi.

Txuri-urdin zmierzą się na wyjeździe z Osasuną, która w 2021 roku fenomenalnie punktuje, a tydzień temu była o krok od odebrania Atletico punktów, a co za tym idzie, być może i tytułu. Podopieczni Alguacila znajdują się jednak ostatnio w wyśmienitej formie. Zwłaszcza mowa tu o takich graczach, jak powracający do pełni zdrowia David Silva czy strzelający bramkę za bramką Alexander Isak. Ci będą dodatkowo wspierani przez Mikela Oyarzabala oraz Adnana Januzaja. Osasuna zapewne ponownie skupi się na głębokiej defensywie i kontratakach, ale Baskowie potrafią poradzić sobie w ataku pozycyjnym, którego szanse powodzenia znacznie zwiększa obecność w drugiej linii byłego zawodnika Manchesteru City.

W tym samym czasie Betis podejmie na wyjeździe ekipę, która jeszcze kolejkę temu pozostawała w walce o europejskie puchary i świetnie punktuje. Celta ma za sobą pięć kolejnych zwycięstw, w tym niedawny triumf na Camp Nou. W świetnej formie znajdują się Santi Mina, Iago Aspas czy Renato Tapia, który jednak w ostatniej kolejce nie weźmie udziału. Verdiblancos, zaś, po świetnej zimie spuścili nieco z tonu. W ostatnich dziesięciu meczach zremisowali aż siedmiokrotnie! Ich niedawny triumf nad Huescą przypieczętował jednak ich awans do europejskich pucharów. Nie wiadomo tylko jeszcze, do których. To nie będzie łatwe spotkanie dla podopiecznych Pellegriniego, ale nawet, gdyby ostatecznie zagrali “tylko” w Conference League, należy kończący się sezon uznać za pozytywny, w którym chilijski trener krok po kroku wdrażał swoje pomysły i na powrót zrobił z Betisu liczącą się w Hiszpanii firmę.

Gorące krzesełka

Przed ostatnią kolejką wciąż nie znamy również dwóch ostatnich spadkowiczów. W grze o jedno bezpieczne krzesełko pozostają aż trzy ekipy, przez co można powiedzieć, że walka będzie ostrzejsza i bardziej skomplikowana niż na słynnej weselnej zabawie. O szansach Realu Valladolid już wspomniałem na początku artykułu, ale Huescę i Elche również czekają trudne przeprawy.

Zawodnicy trenera Pachety zmierzą się z najbardziej nieprzewidywalną ekipą La Ligi, czyli Valencią. Nietoperze w poprzedniej kolejce rozbiły Eibar, pozbawiając Basków szans na utrzymanie. Czy powtórzą ten wyczyn w sobotę? Mimo wszystko w Huesce jest znacznie więcej jakości niż pośród podopiecznych Mendilibara. Beniaminek nie może patrzyć na rywali, tylko skupić się na wywalczeniu zwycięstwa z ekipą, która sama przecież do niedawna była w grze o utrzymanie. Wielkim problemem dla Pachety może być nieobecność Javiego Galana, który z wahadła napędzał kolejne ataki Huesci. Cała gra ofensywna będzie zatem oparta na Rafie Mirze. Napastnik przy tak niestabilnej obronie, jak ta Los Che, z pewnością będzie miał kilka dogodnych okazji. Trudno jednak przewidywać, by i Carlos Soler czy Maxi Gomez przed takowymi nie stanęli.

Elche czeka rywal o podobnej charakterystyce. Athletic mierzy wysoko, ale popadł w ligową przeciętność. Mimo wszystko, Baskowie urwali już w tym sezonie punkty Atletico czy Sevilli, a w Superpucharze Hiszpanii okazali się lepsi od Realu Madryt i Barcelony. W jednym meczu stać ich na wszystko, ale czy wskrzeszą w sobie motywację na starcie z ekipą pokroju Elche? Trudno powiedzieć. Podopieczni Frana Escriby muszą pokonać Los Leones i liczyć na potknięcie Huesci. To sporo niewiadomych, ale nie takie historie przydarzały się już w ostatnich kolejkach La Ligi

Komentarze