Plejada gwiazd. Wybraliśmy jedenastkę zakończonego sezonu!

Marcos Llorente
Marcos Llorente PressFocus

Zakończony już sezon hiszpańskiej La Ligi pokazał kilku nieoczywistych bohaterów i uwypuklił zalety znanych już, wielkich gwiazd. Wybór najlepszej drużyny rozgrywek nie był łatwy i z pewnością wzbudzi pewne kontrowersje. Jedno jest pewne – z taką reprezentacją, hiszpańska ekstraklasa walczyłaby o triumf w Lidze Mistrzów co roku!

  • Jedenastkę zdominowali zawodnicy świeżo koronowanego mistrza Hiszpanii
  • Nie zabrakło w niej jednak zawodników Realu Madryt czy Barcelony
  • Rodzynkiem spoza “wielkiej trójki” jest perełka Sevilli, która już za dwa tygodnie rozpocznie pierwszy w swojej karierze turniej mistrzowski z reprezentacją Francji

Najlepszy z najlepszych

Nie ulega wątpliwości, że pomimo spadku jakości, La Liga stoi bramkarzami. Fenomenalnymi paradami swój zespół nieraz ratował Thibaut Courtois. Nawet pomimo znacznej obniżki formy – związanej też z kontuzją kolana – swoje momenty chwały miał Marc-Andre Ter Stegen. Do drzwi wielkiej piłki zapukali też tacy gracze, jak Rui Silva, Sergio Herrera czy Fernando Pacheco. Oddajmy jednak cesarzowi, co cesarskie.

Jan Oblak w tym sezonie zaprezentował najlepszą ze swoich wersji. A kto ogląda Atletico od siedmiu lat wie, że nawet “średnia” wersja Słoweńca to materiał na bramkarza światowej klasy. W zakończonym sezonie wyrósł jednak na jednego z bohaterów nowego mistrza kraju. Najwięcej obronionych klarownych okazji (expected golas), a do tego wspomnieć należy o obronionym rzucie karnym w końcówce meczu z Deportivo Alaves (1:0). Fachura? Nie. To najlepszy bramkarz tego sezonu. Oby nie pomyślał, że wypełnił już swoją misję w Atletico.

Królowie dośrodkowań, twardziel i młody gniewny

Wydawało się, że odejście z Tottenhamu nie może zakończyć się dla Kierana Trippiera dobrze. A jednak, pod skrzydłami Diego Simeone Anglik wyrósł na bezapelacyjnie najlepszego prawego obrońcę/wahadłowego w lidze. Nie zmieniła tego nawet dwumiesięczna absencja dyscyplinarna. Ba, właśnie wtedy rozpoczęła się obniżka formy Los Colchoneros. Anglik siał spustoszenie swoimi dośrodkowaniami, zarówno z gry, jak i stałych fragmentów. Rozgrywki zakończył z sześcioma asystami, będąc niejako twarzą “nowego” Atletico.

Ten duet stoperów miałby wszystko

Pozostańmy jeszcze przy nowym mistrzu kraju. Jeśli ktoś spodziewał się, że jednym z bohaterów tej ekipy będzie Stefan Savić, to chylę czoła. Czarnogórzec do tej pory wydawał się solidnym uzupełnieniem kadry Rojiblancos, a w roli twardziela na stoperze wygryzł go w zeszłym sezonie Felipe. W obecnych rozgrywkach Savić był jednak zdecydowanie najlepszym stoperem Atletico. Niezwykle oldskulowym, grającym ostro i zdecydowanie, choć trzeba przyznać, że i piłka nie parzyła go już tak, jak jeszcze niedawno. Bez jego fenomenalnej gry na wyprzedzenie i wygrywaniu pojedynków, “Cholo” nie mógłby marzyć o mistrzostwie.

Partnerować Czarnogórcowi będzie perełka Sevilli. Monchi “wynalazł” Julesa Kounde, wyciągając go dwa lata temu z Bordeaux. Po dwóch latach kwota 25 milionów wydaje się promocją. 22-latek to esencja nowoczesnego obrońcy. Szybki, sprawny, inteligentny, fantastycznie wyprowadzający piłkę. Do tego potrafiący zagrozić pod bramką rywala. Jego dyspozycję dostrzegł także Didier Deschamps, powołując stopera na nadchodzące Euro 2021, mimo, że młody gracz nie zdążył jeszcze nawet zadebiutować w barwach Les Bleus! Niebawem Sevilla zarobi na nim znacznie więcej, niż nań wydała niespełna dwa lata temu. Rzecz jasna, w wyborze jedenastki nie brałem pod uwagę Pucharu Króla. Ale gol Kounde z meczu z Barceloną znaleźć się tu musiał (początek akcji: 1:13).

Miałem problem z obsadą lewej obrony. Nikt nie wybił się na tyle, by być jednogłośnym wyborem. Solidny sezon ma za sobą Marcos Acuna, na specjalne wyróżnienie zasłużył też przebojowy wahadłowy spadkowicza z Huesci, Javi Galan. Na tej pozycji można również rozpatrywać odrodzonego Yannicka Carrasco. Ostatecznie jednak, odkładając kwestie poboczne, najlepszy na swojej pozycji był Jordi Alba. Nie bezbłędny, rzecz jasna, ale w defensywie – w porównaniu z kolegami, takimi jak Samuel Umtiti czy Clement Lenglet – zawodzący z rzadka. Za to w ofensywie? Był to dla Hiszpana jeden z najlepszych sezonów w karierze! Jego połączenie z Leo Messim weszło najwyraźniej na jeszcze wyższy poziom, choć 32-latek dogadywał się też z innymi piłkarzami. Trzy gole i siedem asyst w samej lidze, a do tego końskie zdrowie. Skarb dla każdego trenera.

Trzej królowie środka pola

W drugiej linii konkurencja była bodaj największa. Ostatecznie, jednak, nie sposób zmieścić w jedenastce wszystkich wyróżniających się graczy.

Jeśli jest jednak postać, której zabraknąć tu nie mogło, to jest to Marcos Llorente. Człowiek-kameleon, zdolny do gry… chyba wszędzie! Grał na prawej obronie i wahadle, w środku pola i po jego prawej stronie, a nawet jako napastnik. Napastnik, dodajmy, niezwykle skuteczny. Statystyka expected goals pokazuje bowiem jasno, że Hiszpan zdobywał swoje bramki – a zdobył ich aż dwanaście – w sytuacjach niezwykle trudnych. Człowiek-orkiestra, zdolny do przebiegnięcia maratonu, a po tym rozegrania jeszcze finału Ligi Mistrzów i zdobycia w nim dwóch asyst. Jeden z kandydatów do miana zawodnika sezonu.

W tej jedenastce znalazłoby się miejsce dla każdego z pomocników Realu Madryt, ale w tak trudnym pod względem zdrowotnym sezonie docenić należy zwłaszcza Casemiro. Brazylijczyk był niezniszczalny – we wszystkich rozgrywkach zanotował aż 46 spotkań – i był zawsze dostępny dla Zinedine’a Zidane’a. 29-latek nie wyróżnił się jednak tylko końskim zdrowiem. 34 mecze w lidze, a w nich sześć bramek (w tym te kluczowe, choćby z Atletico, Granadą czy Realem Valladolid) i cztery asysty. Fantastyczny defensywny pomocnik, dla którego Królewscy na gwałt potrzebują zmiennika. Może to okazja dla Blanco?

Jeśli mielibyśmy chwalić graczy za progres poczyniony w ostatnim sezonie, to złoty medal trafiłby do Llorente, a srebrny do Frenkiego De Jonga. Ronald Koeman mocno kombinował, ale wreszcie odnalazł sposób na swojego rodaka. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, były gracz Ajaksu “zaskoczył” w Barcelonie. I to niezależnie od tego, gdzie występował! Ubezpieczenie Sergio Busquetsa? Bez problemów. Przejęcie roli “dziesiątki”? W to mu graj. A i środek obrony obskoczył, gdy było to konieczne. Przy tym 24-latek to żywe srebro i przykład techniki użytkowej na najwyższym poziomie. Do poprawy ma jeszcze wykończenie, ale jego postęp – po rozczarowującym sezonie 2019/2020 – jest niebotyczny.

Dwaj amigos i jednoosobowa armia

Obecności Leo Messiego w tej jedenastce tłumaczyć chyba nie trzeba. Król strzelców (30 bramek), autor dziewięciu asyst, lider dryblingów, oddanych strzałów, wirtuoz ostatnich podań. Gdyby nie fakt, że Argentyńczyk wolno się rozkręcał i na swoje najwyższe obroty wszedł dopiero w styczniu, te statystyki wyglądałyby zapewne jeszcze lepiej. Gwiazda Barcelony, ikona ligi, król strzelców po raz ósmy w historii. Po prostu, geniusz. A to wszystko w sezonie, który trudno uznać nawet za jeden z pięciu najlepszych w jego wykonaniu.

Obok Messiego miejsce musi mieć jego wielki przyjaciel. Luis Suarez pokazał, że przy inteligentnym trenerze, nawet tak wiekowy i cierpiący na problemy zdrowotne napastnik może być liderem z krwi i kości. Żaden gracz nie zapewnił swoimi golami więcej punktów swojej drużynie, niż Urugwajczyk. Między marcem a majem cierpiał na sporą posuchę bramkową, ale przebudził się w idealnym momencie. Dwie bramki w dwóch ostatnich kolejkach dających mistrzostwo Atletico. Diego Simeone miał rację, zapowiadając przed 37. kolejką wejście w “strefę Suareza”. Fantastyczny snajper, który w dodatku w tym sezonie był znacznie skuteczniejszy, niż w ostatnich latach gry w bordowo-granatowych barwach. Nie wiem, czy z nim w składzie Barcelona sięgnęłaby po mistrzostwo. Jestem jednak przekonany, że nie zrobiłoby tego wówczas Atletico.

Na koniec prawdziwa jednoosobowa armia. Fakt, że Real Madryt do ostatniej kolejki walczył o mistrzostwo, to w znacznej mierze zasługa Karima Benzemy. Jego koledzy z ofensywy pomagali mu jedynie sporadycznie. Na przestrzeni całego sezonu Francuz musiał zwykle radzić sobie sam. 23 gole (w tym przepiękne, jak ten z Klasyku), dziewięć asyst. Gdyby Deschamps ponownie go zignorował, pewnie… nic by sobie z tego nie zrobił. Ale z 33-latkiem jakość ofensywy Les Bleus wzrosła o co najmniej klasę.

Gwiazdorska ławka rezerwowych

Wyróżnienia: Thibaut Courtois (bramkarz), Lucas Vazquez (prawa obrona), Eder Militao, Mario Hermoso (środek obrony), Yannick Carrasco (lewa obrona/wahadło), Koke, Toni Kroos, Pedri (środek pomocy), Iago Aspas, Gerard Moreno, Youssef En-Nesyri (atak).

Przeczytaj również: ¡Que partidazo! #25 Futbol zawsze daje okazję do rewanżu.

Komentarze