Xavi namieszał w kotle i dało to efekt. Jedna jaskółka czy zmiany na stałe?

Frenkie de Jong
Frenkie de Jong PressFocus

Xavi oraz cała Barcelona najchętniej zapomnieliby o minionych tygodniach. Wydawało się, że po tylu ciosach trudno będzie odbić się zespołowi, zwłaszcza, że czekał ją mecz z Villarrealem. Hernandez mocno namieszał jednak w wyjściowym składzie, a zespół – prowadzony przez Lewandowskiego – zachwycił w pierwszej połowie i poprawił nastroje na Camp Nou.

  • W ostatnich tygodniach Barcelona praktycznie pożegnała się z Ligą Mistrzów i przegrała z Realem Madryt
  • Na mecz z Villarrealem Xavi mocno pozmieniał wyjściowy skład
  • Nowy pomysł sprawdził się znakomicie, a błyszczał zwłaszcza Lewandowski. Czas pokaże, czy dla Hernandeza takie rotacje staną się znakiem rozpoznawczym, czy były tylko niewiele znaczącą jaskółką

Busquets (wreszcie) na ławce. Pstryczek w nos, czy zmiana na stałe?

Ostatnie tygodnie były dla fanów Barcelony, jak kubeł zimnej wody. Klub zakładał awans co najmniej do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, podczas gdy wszystko wskazuje na to, że udział w tegorocznej edycji zakończy się już na fazie grupowej. Do tego doszła bolesna porażka na Santiago Bernabeu. Kibiców najbardziej martwił fakt, że w zespole brakuje odpowiedniej reakcji na niepowodzenia. Tak, dwa gole Roberta Lewandowskiego w końcówce dały życie z Interem, a i z Realem Blaugrana miała okazje, by wyrównać. Ostatecznie jednak nie osiągała wyznaczonego celu. Domagano się zmian personalnych w składzie. Sergio Busquets ewidentnie nie nadążał za niedawnymi rywalami, a jedyne zagrożenie tworzone przez skrzydła Raphinha – Ousmane Dembele polegało na ryzykowaniu zawałem wśród fanów.

Xavi doszedł do podobnych wniosków. Mecz z niedawnym półfinalistą Ligi Mistrzów cała trójka rozpoczęła na ławce rezerwowych. Na pozycji defensywnego pomocnika zagrał Frenkie de Jong, a na flankach Ansu Fati i Ferran Torres. I każdy z nich dał radę.

Holender był bardzo dynamiczny, świetnie wychodził spod pressingu i napędzał kolejne akcje zespołu. Krótko mówiąc, robił to, czego wymaga się od niego, odkąd przyszedł z Ajaxu. Jasne, zdarzało mu się nie pokryć odpowiedniej przestrzeni, ale 25-latek pokazał, że może być realną alternatywą dla Busiego. Z kolei nowy zestaw skrzydłowych wypracował trzecią bramkę, a wcześniej też stwarzał więcej zagrożenia od francusko-brazylijskiego duetu.

Polak skradł show. Co za trafienia Lewego!

Choć Lewandowski ustrzelił dublet z Interem, jego dyspozycja również była krytykowana. Eksperci zauważali, że za łatwo odciąć Polaka od reszty drużyny, przez co jest nieefektywny. W starciu z Villarrealem nic takiego nie miało miejsca. No, może przez pierwsze pół godziny. Później Polak na moment włączył swój “beast mode”. I to w  zasadzie wystarczyło. Najpierw 34-latek przyjął dośrodkowanie od Jordiego Alby i fenomenalnie przyjął. Przyjęciem tym zgubił (świetny, skądinąd) duet stoperów Torres – Albiol, i spokojnie otworzył wynik. Chwilę później Lewy otrzymał zaś podanie od Gaviego, wycofał się na skraj pola karnego i precyzyjnym strzałem po długim słupku zapewnił Blaugranie spokój.

Zespół strzelił we wszystkich rozgrywkach 32 bramki. Równa połowa z nich padła łupem Lewandowskiego. Tak, kapitan Biało-Czerwonych czuje się świetnie na Camp Nou. Nie, nie mamy się czym przejmować.

Bez popadania w hurraoptymizm

Jeśli miałbym wytypować jeden czołowy zespół ligi, z którym Dumie Katalonii gra się najłatwiej, bez zawahania postawiłbym na Żółtą Łódź Podwodną. Jasne, Unaiowi Emery’emu udało się wygrać choćby w ostatniej kolejce minionego sezonu. Tyle, że Blaugrana nie grała już wówczas o nic, bo była pewna wicemistrzostwa. W spotkaniach o realną stawkę Dumie Katalonii jest w ostatnich latach niebywale łatwo rozpracować Villarreal.

Mimo tego trzeba powiedzieć wprost, że aż do ostatniego starcia, defensywa drużyny imponowała. W ciągu pierwszej połowy meczu na Camp Nou Żółta Łódź Podwodna straciła tyle samo bramek, co w poprzednich dziewięciu spotkaniach! I to musi cieszyć, nawet pomimo plagi kontuzji wśród ważnych dla Emery’ego graczy. Barcelona nie może jednak popaść w hurraoptymizm. U rywali nie widać było chęci do rywalizacji, jaką ostatnio wręcz emanowały ekipy Interu czy Realu. Gościom brakowało szybkiego przechodzenia do ataku, nie kwapili się też do pressingu. To znacząco ułatwiało pracę Gaviego czy Frenkiego de Jonga, którzy przeciwko Bayernowi Monachium nie będą mieli tyle miejsca. Mimo tego droga, na którą wkroczył Xavi, jest w mojej opinii prawidłowa. Trener dużo mówił o braku gry “za zasługi”, ale nieraz jego decyzje temu przeczyły. Teraz niech najzwyczajniej w świecie na boisko wybiega gracz, który w danym meczu może dać drużynie najwięcej. Tylko tyle i aż tyle.

Partidazo kolejki

Kolejka w środku tygodnia absolutnie nie zawiodła. Wiele spotkań stało na wysokim poziomie, ale to, co zobaczyliśmy w pojedynku beniaminków, przerosło oczekiwania. Starcie Almerii z Gironą skończyło się wynikiem 3:2, ale przynajmniej dwa trafienia mogłyby spokojnie trafić do sekcji “golazo kolejki”. Zresztą, zobaczcie sami.

Poniższe wideo odtworzyć można w osobnej karcie przeglądarki.

Evento kolejki

Karim Benzema przeszedł bardzo, bardzo długą drogę. Od zawodzącego złotego dziecka z początku, przez walczącego o swoje miejsce z Gonzalo Higuainem młokosa, przez wiernego asystenta dla Ronaldo, aż do największej gwiazdy ligi i najlepszego piłkarza świata. Chyba od dawna nie było takiej zgodności, co do laureata Złotej Piłki. Francuz nie krył wzruszenia i szczęścia, ale cholera, pomyślcie sami. Ten gość kilkanaście lat temu zapowiedział, że ją wygra. I to zrobił, zresztą, w jakim stylu! Swoją drogą, to 26. Złota Piłka dla zawodnika z La Ligi. Przypomnijcie tę statystykę tym, którzy twierdzą, że w Premier League łatwiej wywalczyć ten laur.

Jugador kolejki

Wybór musiał paść na Lewego. Polak daje Barcelonie to, czego tak bardzo jej brakowało – nieszablonowość. Teraz zespół jest groźny w każdej sferze niedaleko bramki rywala. 34-latek już udowadnia, że był świetnym transferem. Teraz musi tylko podtrzymać dyspozycję i poprowadzić Blaugranę do trofeów. Jak powiedział Xavi, wygranie ich to konieczność.

Golazo kolejki

Powoli zaczyna brakować słów na Fede Valverde. Urugwajczyk strzelił kolejną bramkę (ma już sześć na zapowiadanych przez Carlo Ancelottiego dziesięć) i ponownie był czołową postacią Realu Madryt. Zresztą, przy tej okazji warto dodać, że środowy mecz Królewskich wyglądał dokładnie tak, jak powinno wyglądać starcie pomiędzy pierwszą, a ostatnią drużyną La Ligi. Multum okazji, bramek (też anulowanych przez minimalne spalone) i totalna dominacja. Los Blancos napędzają się kolejnymi zwycięstwami i trudno przewidzieć, kiedy w Madrycie może nastać (choćby delikatna) bessa.

Komentarze