Z czego zapamiętam Pique? Z Camp Nou pożegnała się legenda dyscypliny

Pożegnanie Gerarda Pique
Pożegnanie Gerarda Pique PressFocus

Mam spory problem z reakcjami na pożegnanie się Gerarda Pique z zawodowym futbolem. Bo choć rozumiem, że młodsi fani mogą kojarzyć Katalończyka głównie z wielkich rozczarowań Barcelony w Europie, z grą pożegnał się bezapelacyjnie jeden z najlepszych (i najbardziej wyrazistych) środkowych obrońców w historii. Dziś postaram się przedstawić Pique tak, jak ja go zapamiętam.

  • Gerard Pique pożegnał się z Camp Nou. Stoper zrezygnował z półtora roku kontraktu i po meczu z Osasuną zakończy karierę
  • Choć 35-latek miewał w ostatnich sezonach wiele słabszych momentów, zasługuje na to, by zapamiętać też jego świetne, historyczne chwile. A ich było multum
  • I mimo, że nie każdy fan lubił sposób zachowania Pique, z pewnością w najbliższych latach zatęsknimy za tak wyrazistymi postaciami

Pique – wybitny stoper

Gerard Pique w ostatnich czterech czy pięciu latach zanotował znaczną obniżkę formy. Nie jest przypadkiem, że zbiegło się to w czasie z erą największych rozczarowań w nowożytnej historii FC Barcelona. Rewanże z Romą i Liverpoolem, słynne 2:8 z Bayernem – Geri maczał palce w każdym z tych starć. Tyle, że wcześniej przez niemal dekadę Pique stanowił o sile Dumy Katalonii i reprezentacji Hiszpanii. Dzięki swej inteligencji świetnie współpracował zarówno ze stoperami opierającymi się na szybkości (jak Sergio Ramos czy Javier Mascherano), jak i ustawieniu (Carles Puyol). Przez lata obserwowałem jego grę i naprawdę trudno wskazać mi jednego gracza z jego pozycji lepszego pod względem przewidywania boiskowych wydarzeń. Niestety, jeden niedawny mecz z pewnością położył się cieniem na tej opinii. Nie można jednak nim definiować trwającej kilkanaście lat kariery.

Poniższe wideo można odtworzyć w nowym oknie przeglądarki.

Pique – obrońca z duszą snajpera

Chociaż w XXI wieku to Sergio Ramos wyrósł na najlepszego “ofensywnego” stopera, taką duszę z pewnością miał również Pique. Nie sposób zliczyć sytuacji, w których to właśnie Katalończyk na ostatni kwadrans meczu zakładał koszulkę napastnika i meldował się we wrogim polu karnym. I ile razy swoimi trafieniami dawał punkty, radość czy nadzieję. Dla Barcelony strzelił 53 bramki. Te najbardziej pamiętne to słynna dobitka na Santiago Bernabeu podczas pogromu 6:2 czy gol w końcówce słynnego starcia z Interem Mediolan Jose Mourinho, ale przecież było tego znacznie, znacznie więcej. To Pique zdobył jedyną bramkę w meczu Ligi Mistrzów z Dynamem Kijów w 2021 roku, podtrzymując nadzieje zespołu na awans. To on przypieczętował comeback przeciwko Sevilli w Pucharze Króla w sezonie 2020/2021, który zaowocował później sięgnięciem po trofeum. Takich przykładów jest mnóstwo.

Pique – złotousty drań

W czasach, gdy najbardziej kontrowersyjnym piłkarzem jest oglądający mecze z trybun 41-letni Zlatan Ibrahimović, który po raz tysięczny przebąkuje coś o francuskich bogach, z pewnością zatęsknimy za Gerardem Pique. Jego styl bycia można było lubić (jak ja) bądź nienawidzić, ale w jego wypowiedziach czarno na białym wychodziła na jaw jego ponadprzeciętna inteligencja. Futbol to rywalizacja. Jeśli piłkarze zamierzają udawać, że kochają swoich przeciwników i życzą im na boisku wszystkiego, co najlepsze, jest to zwyczajne kłamstwo. A co mówił Pique na temat swojego ulubionego rywala zza miedzy, Espanyolu?

Gwizdy wobec mnie na stadionie Espanyolu są lepsze niż seks ­– nieśmiało dodam, że w 2018 roku, czyli w momencie wypowiedzenia tych słów, obrońca był jeszcze z Shakirą.

Mój majątek jest większy, niż budżet Espanyolu – co z ogromną dozą prawdopodobieństwa można uznać za stwierdzenie faktu, a nie szpilkę.

Przy tym Pique często poruszał tematy istotne, takie jak podejrzane decyzje sędziowskie, a nawet polityczne. Przecież to fakt, iż opowiadał się za koniecznością zorganizowania głosowania na temat niepodległości Katalonii w głównej mierze wpłynął na niechęć, z jaką spotykał się na stadionach występując w koszulce reprezentacyjnej.

Pique – seryjny zwycięzca

A propos, warto przypomnieć, że Pique zrezygnował z gry dla reprezentacji Hiszpanii już ponad cztery lata temu. Mimo tego zdołał rozegrać dla niej aż 102 mecze, co plasuje go na 11. miejscu (ex aequo z Raulem) w historii. Z La Roją sięgnął po mistrzostwo Europy i świata, w obu turniejach odgrywając kluczową rolę. Nie ma sensu rozwodzić się nad jego dorobkiem w Barcelonie, bo każdy piłkarz występujący tam podczas złotej ery klubu może powiedzieć, że “skończył” piłkę nożną. 30 trofeów, w tym trzy Ligi Mistrzów (kolejną zdobył z Manchesterem United) i osiem mistrzostw Hiszpanii nie pozostawiają pola do dyskusji. Zwłaszcza, że aż do początku trwającego sezonu Pique był etatowym członkiem wyjściowego składu u każdego z trenerów.

Pique – legenda Barcelony

“Nie widzę siebie grającego dla innej drużyny, niż Barca” – powtarzał w ostatnich latach Pique, dodając, że gdyby miał występować dla innego zespołu, już dawno skończyłby karierę. 35-latek wygrał wszystko, a liczne biznesy (które tak przeszkadzały mu w skupieniu się na boisku) zapewniły mu stały przypływ gotówki. Nie miał potrzeby finansowej, by pozostawać piłkarzem. I gdy dotarło do niego, że w tym sezonie może liczyć co najwyżej na ogony lub grę w przypadku plagi kontuzji, powiedział dość. Choć nie znamy konkretnych liczb, stoper ponoć zrezygnował z aż 30 milionów euro należącej mu się pensji.

Wiemy, że będzie to istotne, gdy za kilka czy kilkanaście lat Pique spróbuje swoich szans w wyborach na prezesa klubu. Ale wskażcie mi innych piłkarzy, którzy w takim momencie wyciągnęli rękę do swojego pracodawcy w taki sposób. A to przecież nie jedyny przypadek poświęcenia Katalończyka. Po początku pandemii koronawirusa to od niego zaczął się proces tymczasowego obniżania wynagrodzenia wśród piłkarzy Blaugrany. To on rozegrał kilka miesięcy temu najlepszą rundę jesienną od lat, choć by móc to zrobić niemal non stop był pod wpływem środków przeciwbólowych. Jeśli to nie jest definicja legendy, to sam nie wiem, co może nią być.

Tak, Pique, zdecydowanie miał swoje za uszami. Pod względem samej gry nigdy nie imponował szybkością, co tylko unaoczniło się w ostatnich latach. W nich rzeczywiście rzadko nawiązywał do swoich złotych lat, choć i takie okresy mu się zdarzały. I tak, gracz zdecydował się renegocjować warunki umowy z Josepem Bartomeu, choć wiedział, że zarobki, których wymaga z pewnością nie są rynkowe. Plusy tak mocno przytłaczają jednak minusy, że jestem pewien, iż za dekadę nie będę o nich pamiętał. Ale to zapamiętam na zawsze.

Partidazo kolejki

W tym miejscu miało zjawić się podsumowanie szalonych Gran Derbi, ale w poniedziałek inne derby wygrały rywalizację. Mecz pomiędzy Rayo Vallecano a Realem Madryt był… niezwykły. Gracze trenera Iraoli długimi momentami wyglądali, jak zespół na poziomie ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Zadręczali Królewskich pressingiem i raz za razem forsowali bramkę Thibaut Courtois.

Choć może to zabrzmieć dziwacznie, najbardziej niespodziewaną rzeczą w tym spotkaniu był fakt, iż Los Blancos zdołali strzelić dwie bramki. Ostatecznie, jednak, tym razem sam charakter drużyny nie wystarczył. Rayo wygrało derby, po raz pierwszy strzelając wielkiemu rywalowi zza miedzy trzy gole. Z kolei Real przegrał premierowy mecz w La Lidze; nikt też wcześniej na krajowym podwórku nie zdołał zaaplikować mu trzech goli w tym sezonie. Trzeba przyznać, że ostatnie tygodnie to spory zjazd dyspozycji ekipy Carlo Ancelottiego i zasłużenie straciła ona fotel lidera po raz drugi w tych rozgrywkach.

Poniższe wideo odtworzyć można w osobnej karcie przeglądarki.

Evento kolejki

Nawet zmiana lidera nie mogła przykryć czapką takiego wydarzenia, jak pożegnanie Gerarda Pique z Camp Nou. Przy okazji przypomnijmy, że swój ostatni mecz w bordowo-granatowych barwach najprawdopodobniej rozegra już we wtorek na stadionie Osasuny.

Jugador kolejki

Chimy Avila w wieku 28 lat pokazuje, że wreszcie w pełni dojrzał jako napastnik. Jego dublet w meczu z Celtą Vigo nie tylko dał Osasunie kolejne ważne trzy punkty. Pozwoliły też Argentyńczykowi wyrównać swój dorobek bramkowy z zeszłego sezonu. Ma bowiem na koncie już sześć goli. A jego dyspozycja każe wierzyć, że jeśli dopisze zdrowie, to 28-latek pobije swój osobisty rekord z kampanii 2018/2019, gdy w barwach Hueski  dziesięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców.

Poniższe wideo odtworzyć można w osobnej karcie przeglądarki.

Golazo kolejki

Nie mogło się jednak obejść bez gorących derbów Andaluzji. Trzy czerwone kartki i Sevilla przegrywająca w końcówce, a wtem… to. Nemanja Gudelj od zamierzchłych czasów gry w Eredivisie nie jawił się jako gracz bramkostrzelny. W ten weekend zdobył swoją drugą piękną bramkę w tym sezonie, a biorąc pod uwagę kontekst, może być też dla niego najważniejszą w dotychczasowej karierze.

Komentarze