Xavi – trener z mlekiem pod nosem czy ostatnia deska ratunku?

Xavi Hernandez
Xavi Hernandez PressFocus

Stało się, pożegnano Ronalda Koemana i Sergiego Barjuana. Na Camp Nou wraca legenda, która zrozumiała, że nie może odmówić po raz trzeci. Przed Xavim wielkie wyzwanie: zaspokoić wściekłych kibiców, poprawić zespół w każdym możliwym aspekcie, a przy okazji nie zburzyć swego złotego pomnika.

  • Xavi-trener wrócił do Barcelony na sześć lat po tym, jak pożegnał się z nią Xavi-piłkarz
  • Ronald Koeman wraz z poprzednim zarządem zostawili w klubie zgliszcza, na których budować spróbuje Katalończyk
  • Nie sposób relatywnie ocenić pracy 41-latka w Katarze, ale po powrocie do domu ma tyle samo do zyskania, co do stracenia

Mecz z Celtą pokazał krajobraz pięknej katastrofy

Barcelona podchodząc do sobotniego meczu na Balaidos wiedziała już, że będzie to ostatnie spotkanie pod wodzą tymczasowego trenera, Sergiego Barjuana. W pierwszej połowie zawodnicy wyglądali, jakby chcieli jednocześnie godnie pożegnać lubianego szkoleniowca, jak i zapunktować przed nowym. Choć błędy w obronie pojawiły się już na początku meczu, pierwszą odsłonę zapamiętać można – z perspektywy gości – głównie z pozytywów. Pięknym – i co ważne: otwierającym – golem popisał się Ansu Fati.

Nie to było jednak zaskakujące – później na strzał z dystansu zdecydował się Sergio Busquets, zdobywając pierwszą bramkę od lutego 2020 roku! Na koniec Memphis Depay udowodnił, że potrafi odnaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie, a na przestrzeni całego meczu czarował Nico Gonzalez.

Druga odsłona to już jednak Barcelona neoklasyczna. Całkowity brak ogłady w defensywie (Clement Lenglet stracił całą pewność siebie, którą emanował jeszcze za Ernesto Valverde), brak duchowego lidera na boisku, fatalną postawę Marca-Andre ter Stegena (który maczał palce przy każdym z trzech bramek Celty), całkowite podłamanie widoczne na twarzy Frenkiego de Jonga. No a do tego trzy kontuzje, z czego jedna prawdopodobnie wykluczy najjaśniejszą postać ofensywy – Ansu Fatiego – na kluczowe starcie z Benfiką. Xavi ma co robić.

Jak trwoga, to do (pół)boga

I zamierza wziąć się od razu do pracy, przynajmniej wedle hiszpańskich dzienników. Nie ma, czemu się dziwić. Xavi w seniorskiej szatni Barcelony spędził siedemnaście lat. W jubileuszowym, setnym sezonie w historii klubu sięgnął po mistrzostwo pod wodzą Louisa van Gaala, ale kolejne lata były chude. Między 2000 a 2003 rokiem Blaugranę trenowało sześciu trenerów – na chwilę wrócił nawet van Gaal! – a sam Xavi zastanawiał się na krótko, czy nie warto zmienić klubu na Milan. Został, a los odpłacił mu w najlepszy możliwy sposób. Pod wodzą Franka Rijkaarda Katalończyk był już osią drużyny, która pod wodzą Ronaldinho przywróciła Camp Nou uśmiech. Tyle, że końcowa era Holendra to kolejny kryzys, zażegnany ostatecznie przez Pepa Guardiolę. Człowieka, z którym Xavi czuje największe podobieństwo.

Xavi – ostatnia ostoja guardiolismo. Czas na powrót do korzeni

Jak pisałem, próba oceny przygotowania trenerskiego Xaviego to wróżenie z fusów. Jego Al-Sadd całkowicie zdominowało katarskie podwórko, a Katalończyk poprowadził klub aż do siedmiu pucharów. Rzecz jasna, w grze zespołu jasno widać ideę trenera, którą skrócić można do terminologii: filozofia Guardioli. Wysoki pressing, istotna rola skrzydłowych, odpowiedzialność taktyczna połączona z szybkością gry i wiecznym naciskaniem na strzelanie kolejnych goli. Brzmi, jak sen kibiców Barcelony, prawda? Prawda. Tyle, że piłkę katarską i hiszpańską łączy głównie okrągły przedmiot, kopany przez taką samą liczbę zawodników.

Zwłaszcza, że Xavi nie trafi do Barcelony takiej, jaką pamięta. 41-latek odchodził, żegnając się potrójną koroną, zdobytą pod wodzą Luisa Enrique. Obecny selekcjoner reprezentacji Hiszpanii rządził twardą ręką. Ba, pozwolił sobie nawet na posadzenie na ławce nietykalnego duetu: Leo Messi-Neymar. Po sześciu latach w Barcelonie została fasada. Teoretycznie wciąż drużyna chce grać wysoko i strzelać mnóstwo goli. W praktyce treningi opierają się na klepaniu piłki przez godzinę, przez co przygotowanie fizyczne stoi na zatrważająco niskim poziomie. Nie ma przypadku w słowach kolejnych zawodników, żegnających się w ostatnim czasie z Camp Nou. Kultura treningowa to istotny problem, który objawia się również w ogromnej liczbie kontuzji. Według madryckiego AS-a, pierwszym aspektem, za jaki weźmie się nowy trener, będzie zmiana personalna w obrębie sztabu medycznego i przygotowania fizycznego. A kibicom Blaugrany pozostaje jedynie przyklasnąć tej idei.

Młodzi i weterani – każdy potrzebuje nowego otwarcia

Następnie Xaviego czeka zakasanie rękawów i natchnienie zawodników, którzy przecież wciąż mają umiejętności na co najmniej trzecie miejsce w La Lidze. A prezentują się katastrofalnie. Mowa tu o zawodnikach pokroju Marca-Andre ter Stegena, Gerarda Pique, Frenkiego de Jonga… Ta lista mogłaby ciągnąć się w nieskończoność. Organizacja w defensywie, zdolność do regularnego nakładania pressingu (o czym w żałosny sposób wypowiedział się niedawno Pique, mówiąc, że jeśli na początku spotkania ten manewr się uda, zespół kontynuuje. Jeżeli nie, to odpuszcza) i stworzenie schematów ofensywnych, których za Ronalda Koemana niemal nie obserwowaliśmy (jak to w ogóle możliwe?!).

Być może Xavi okaże się nowym Andreą Pirlo. Trenerem rzuconym na zbyt głęboką wodę. Jednak jego inteligencja taktyczna okazywana jeszcze za czasów gry, pasja do pracy i miłość do jedynego klubu, jaki reprezentował w czasie tzw. “poważnej” kariery każe wierzyć, że bliżej mu będzie do Pepa Guardioli. Nie ma co jednak oczekiwać cudów. W obecnym sezonie 41-latek musi jak najszybciej wywalczyć miejsce w czołowej czwórce i awansować do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Szkolić młodzież i odświeżyć zrezygnowanych weteranów. Na puchary przyjdzie czas.

Partidazo kolejki

W 13. kolejce nie brakowało golead, a i derby Sewilli nie zawiodły. Po raz kolejny, jednak, show skradły dwie drużyny: Real Madryt i Rayo Vallecano. Małe derby stolicy miały wszystko: wysoką intensywność, multum okazji, kontrowersje, bramki, piękne rajdy i odwagę prezentowaną przez obie drużyny. Należy pochwalić trenera Iraolę, że nie zmienia on swojego podejścia w zależności od rywala. Rayo dzięki odwadze wygrało z Barceloną, a dzięki odwadze sprezentowało też lepsze derby Madrytu niż te, które w ostatnich latach obserwowaliśmy między Królewskimi, a Atletico.

Poniższe wideo odtworzyć można w nowej karcie przeglądarki.

Evento kolejki

Kolejna kontuzja Ansu Fatiego musiała wściec kibiców Barcelony, ale pozwoliła uśmiechnąć się rywalom zza miedzy. Nie tylko ze złośliwości; Luis Enrique w miejsce 19-latka powołał bowiem Raula de Tomasa. Najwyższa pora! Popularny RDT strzelał hurtowo gole na zapleczu La Ligi, a po awansie z Espanyolem potrzebował kilku tygodni na dostosowanie się. Ale teraz gwarantuje trafienia niemal co spotkanie, dzięki czemu jest najskuteczniejszym Hiszpanem w lidze. To powołanie cieszy, bo Raul pukał do reprezentacji już kilkukrotnie, ale wcale nie był oczywistym wyborem. Luis Enrique ponownie pokazał, że nie patrzy na nazwiska, tylko na umiejętności i potrzeby drużyny. A umieszczenie RDT w kategorii evento kolejki mi jednocześnie pozwala zaprezentować gola jego kolegi, który skradł show w ostatnim pojedynku Papużek z Granadą. Tak, później strzelił również De Tomas.

Jugador kolejki

Być może to kontrowersyjny wybór, ale zawodnikiem kolejki – w moim mniemaniu – został zawodnik, który na murawie spędził dziesięć minut. Hugo Duro z Valencii wszedł na boisko przy stanie 1:3. Atletico było o krok od kolejnego zwycięstwa, ale wychowanek Realu Madryt strzelił dwa gole znamionujące utalentowanego napastnika. To tym bardziej imponujące, że łącznie miał zaledwie trzy kontakty z piłką! Czyżby na Estadio Mestalla pojawił się kolejny fantastyczny snajper? Czas pokaże, ale to takimi spotkaniami buduje się swoją historię.

Poniższe wideo odtworzyć można w nowej karcie przeglądarki.

Golazo kolejki

Pedrosa huknął, jak z armaty. Marcos Acuna podobnym strzałem otworzył wynik prestiżowych derbów. Ale docenić należy Antoine’a Griezmanna, który mozolnie, krok po kroku, odbudowuje się w Atletico. W spotkaniu z Valencią Francuz ruszył w samotny rajd z połowy boiska, zakończony ostatecznie pięknym, mocnym uderzeniem z dystansu. Choć Grizzou strzelił w Barcelonie mnóstwo bramek, to żadnej tego typu nie pamiętam. I mimo że na przestrzeni całego meczu ponownie był raczej niewidoczny (a nawet zmarnował “setkę”), to miejmy nadzieję, że to kolejny zwiastun rychłego powrotu do formy. La Liga potrzebuje Griezmanna w najwyższej dyspozycji. Ostatnie wyniki pokazują, że Atletico też.

Komentarze