Barcelona poprawiła sobie humor przed walką o pierwsze trofeum w erze Xaviego

Ronald Araujo
Ronald Araujo PressFocus

Real Madryt nie rozegrał dobrego spotkania na Estadio de la Ceramica, a FC Barcelona cierpiała na Civitas Metropolitano. Różnicę stanowi liczba zdobytych w ten weekend punktów. I to właśnie dzięki zwycięstwu w bólach Duma Katalonii poleci do Arabii Saudyjskiej w lepszych, bojowych nastrojach.

  • Miniony weekend przyniósł dwa hity, których wyniki były kluczowe dla układu tabeli
  • Real Madryt zasłużenie przegrał z Villarrealem, zaś Barcelona – nie bez kłopotów – sięgnęła po komplet punktów na Civitas Metropolitano
  • Obaj giganci już w tym tygodniu powalczą o Superpuchar Hiszpanii. I to gracze Xaviego polecą do Arabii Saudyjskiej w lepszych nastrojach

Zwykła wpadka Królewskich czy zapowiedź powtórki z rozrywki?

Real Madryt w roku 2023 nie zachwyca. Nie ma jednak sensu krytykować Królewskich nad wyraz, bo w ostatnich latach udowodnili, że zwykle tego typu okresy mijają szybko. W buty jednego z graczy w kiepskiej formie potrafi wejść inny zawodnik, a ostatecznie w maju Santiago Bernabeu i tak ma okazję do świętowania.

Fakty jednak pozostają takie, że Los Blancos niezwykle męczyli się z czwartoligowym Cacereno w Pucharze Króla, a z Villarrealem zanotowali zasłużoną porażkę. A przecież jeszcze niedawno nic na to nie wskazywało.

Przed przerwą na mundial pozycja Quique Setiena była fatalna. Piłkarze przekazywali mediom, że nowy trener nie dogaduje się z szatnią, nagła zmiana stylu gry o 180 stopni również nie została przyjęta pomyślnie. Trener wyniósł jednak doświadczenie z nieudanego etapu w Barcelonie i miesiąc wolnego wykorzystał na przekonanie drużyny do swoich założeń. W efekcie Żółta Łódź Podwodna rozmontowała mistrzów Hiszpanii, udanie zakładając wysoki pressing i wyłączając z gry Aureliena Tchouameniego. Pewnie, rzut karny dla gospodarzy był kontrowersyjny, bo David Alaba podpierając się ręką, nie mógł uciec od kontaktu. Pokazał też jednak spryt gospodarzy.

Real Madryt przegrał ten mecz zarówno pod względem fizycznym, jak i taktycznym. Pamiętamy sezon 2014/2015, w którym Carlo Ancelotti przeszedł jak burza przez rundę jesienną, ale w styczniu wszystko się posypało, gdy zespół wyruszył na Klubowe Mistrzostwa Świata. Teraz Królewskich czeka nie tylko ten turniej, ale i Superpuchar Hiszpanii w Arabii Saudyjskiej, a do tego… spotkanie z Villarrealem w Pucharze Króla. Chyba tylko ewentualny triumf w nadchodzącym miniturnieju mógłby uspokoić kibiców, dla których wizja obrony tytułu mistrzowskiego staje się coraz bardziej rozmazana.

Barcelona wreszcie nauczyła się cierpieć

Świetnego meczu na stadionie silnego rywala nie rozegrała także Barcelona. Może inaczej – rozegrała świetne pół godziny. I to wystarczyło. Xavi ponownie postawił na stadionie Atletico na opcję z czwórką środkowych pomocników. To pozwoliło zamknąć Rojiblancos na ich połowie. Co istotne, Blaugrana wreszcie potrafiła optyczną przewagę przekuć na konkrety, gdy Pedri w stylu Andresa Iniesty przedarł linię i podał do Gaviego. 18-latek otworzył zaś drogę do bramki Ousmane’owi Dembele. Później znacznie groźniejsze było Atletico, ale powiedzmy sobie wprost – Blaugrana z Ronaldem Araujo w obronie, a Blaugrana bez Urugwajczyka, to dwie różne Blaugrany. U boku stopera świetnie wyglądał też Andreas Christensen, a Alejandro Balde mógł skupić się na oskrzydlaniu lewej strony.

To zwycięstwo było wyjątkowe nie tylko z powodu trudów spotkania i poziomu rywala. Wiele w Katalonii mówiło się ostatnio o “Lewandowski-dependencii”, czyli uzależnienia od bramek polskiego napastnika. W ten weekend 34-latek odbywał karę zawieszenia w pierwszym z trzech meczów – i było to na papierze najtrudniejsze ze starć, w których go zabraknie. A Duma Katalonii nie tylko wyszła z niego ze zwycięstwem, ale i odstawiła największego rywala w walce o tytuł na dystans trzech punktów.

Superpuchar Hiszpanii to trofeum nieistotne, ale tylko dla tego, kto go nie zdobył. Jeśli na koniec sezonu Blaugranie uda się wygrać mistrzostwo, taki dodatkowy puchar będzie dla kibiców miłym dodatkiem. A i w perspektywie krótkofalowej nie odkryję koła na nowo mówiąc, że zdobycie pucharu poprawiłoby morale szatni. Szatni, w której znaczna część piłkarzy nie zna jeszcze smaku triumfu w bordowo-granatowych barwach. Od tego uczucia dzielą ich dwa spotkania – tylko i aż. W Arabii Saudyjskiej zobaczymy, czy Barcelona dorosła mentalnie do ponownego docierania do finałów. A kto wie, może i wygrywania?

Partidazo kolejki

Villarreal wszedł na wyżyny swych możliwości w starciu z Realem Madryt. Tego dnia oglądaliśmy piłkarzy takich, jak Gerard Moreno czy Yeremi Pino w świetnej formie. Dodajmy do tego dążących do zdobycia kompletu punktów mistrzów Hiszpanii, a otrzymamy mecz weekendu. Jeśli tak ma wyglądać powrót do La Ligi w wykonaniu Quique Setiena, zapraszamy na dłużej!

Poniższe wideo można odtworzyć w nowym oknie przeglądarki.

Evento kolejki

Jak często zdarza się, by piłkarz – a wręcz gwiazda – pierwszoligowego klubu odchodziła na własne życzenie do ekipy z trzeciego poziomu rozgrywek? A jak często ów zawodnik dopłaca jeszcze do tego interesu pół miliona euro? Tak właśnie zdarzyło się w minionym tygodniu w przypadku Lucasa Pereza. Były napastnik Arsenalu od dziecka deklarował miłość do Deportivo La Corunii i zimą przeniósł się z Cadizu do Galicji, by pomóc popularnemu Depor wrócić na szczyt. Cóż, start ma efektowny – w pierwszym spotkaniu ligowym ustrzelił dublet.

Takie historie się już nie zdarzają, a już na pewno nie na tym poziomie. Wypada jedynie docenić 34-latka i śledzić postępy Deportivo w walce o awans do Segunda Division.

Jugador kolejki

Bramkę dla Barcelony strzelił Ousmane Dembele, La Liga piłkarzem spotkania wybrała Gaviego, a show wśród ekspertów skradł Pedri. A jednak, to właśnie występ Ronalda Araujo pokazał, czego zabrakło Blaugranie w kluczowych meczach Ligi Mistrzów. Urugwajczyk zaliczył niemal idealny mecz w defensywie, a punktem kulminacyjnym było wybicie piłki z linii bramkowej po strzale Antoine’a Griezmanna. Do tego tworzył zagrożenie w polu karnym Atletico i, zwyczajnie – zarażał swoją pewnością siebie. Prawdziwy lider, który, jeśli pozwoli zdrowie, ma wszystko, by zostać najlepszym stoperem La Ligi.

Golazo kolejki

Luiz Enrique coraz pewniej poczyna sobie na hiszpańskich boiskach. W ten weekend Brazylijczyk zdobył swojego pierwszego ligowego gola dla Realu Betis i od razu zrobił to w efektownym stylu. Najpierw przyjęcie ze zwodem, a potem silny strzał zza pola karnego – czekamy na więcej!

Poniższe wideo można odtworzyć w nowym oknie przeglądarki.

Komentarze