Madryckie kluby prężą muskuły przed Ligą Mistrzów. Czy to wystarczy?

Luka Modrić
Luka Modrić PressFocus

Oba wielkie madryckie kluby były w ostatnim czasie kwestionowane. Miniony weekend to jednak w ich wykonaniu pewne triumfy nad silnymi rywalami. Silnymi, jak na standardy La Ligi. Czy to wymierny test przed arcytrudnymi spotkaniami w Lidze Mistrzów?

  • W 27. kolejce zarówno Real, jak i Atletico Madryt odniosły przekonujące zwycięstwa nad rywalami aspirującymi do gry w Europie
  • Królewscy nie dali szans Realowi Sociedad, a Rojiblancos wypunktowali Real Betis
  • Czy te mecze mogą posłużyć za papierek lakmusowy przed nadchodzącymi, wycieńczającymi starciami, odpowiednio z PSG i Manchesterem United?

Real Realowi nierówny. A co z PSG?

Dla Realu Madryt luty był trudnym miesiącem. Mimo, że Królewscy regularnie punktowali w La Lidze, fani krytykowali Carlo Ancelottiego za styl, w jakim osiągane są kolejne triumfy. Włoskiemu trenerowi oberwało się też za brak rotacji czy też kiepsko (i rzadko) zakładany pressing. Do tego doszło fatalne, w wykonaniu Los Blancos, starcie z Paris Saint-Germain.

Szkoleniowiec zapowiadał, że do rewanżu odmieni oblicze drużyny. Aż do starcia z Realem Sociedad można było mocno powątpiewać w te słowa. Przeciwko Txuri-urdin Real Madryt zagrał jednak tak, jakby chciał zamknąć usta krytykom. Bo tak, Królewscy rozpoczęli od głupiego faulu Carvajala w polu karnym i utraconego gola, ale później rywale stanowili co najwyżej tło dla ubranych w białe koszulki liderów. Los Blancos dusił Basków wysokim pressingiem, nieraz doskakiwał pod samym polem karnym Alexa Remiro. Wszelkie – rzadkie zresztą – próby ofensywne Realu Sociedad były tłamszone w zarodku przez duet Militao – Alaba.

Sprawdził się Eduardo Camavinga, co również jest istotne. Przecież wielokrotnie podkreślano, że o wynikach zespołu w tym sezonie decyduje tercet CKM. Wiemy, że w starciu z Paris Saint-Germain z pewnością zabraknie Casemiro, niepewny jest też występ Toniego Kroosa. Dobry mecz francuskiego pomocnika, spuentowany ładnym golem, to z pewnością dobry prognostyk.

Nie ma jednak sensu popadać w hurraoptymizm. Mecz w Paryżu był zdominowany przez gospodarzy, a brak Casemiro, Ferlanda Mendy’ego i możliwa absencja Kroosa z pewnością odbije się na grze Królewskich. Wciąż nie wiadomo jednak, czy w hicie Ligi Mistrzów wystąpi gwiazda pierwszego starcia – Kylian Mbappe. Jeżeli zabraknie go w ekipie paryżan, Los Blancos mają prawo marzyć o awansie.

Atletico znajduje balans

Atletico w tym sezonie jest cieniem samego siebie z zeszłej kampanii. Przez długie miesiące gra ofensywna opierała się na indywidualnych zrywach, zaś w obronie głównym czynnikiem decydującym o wynikach było szczęście. Zespół zdawał się zawieszony między dawnymi czasami, gdzie decydująca była twarda gra w obronie, a obecnym stanem kadry, w której zdecydowanie dominują zawodnicy ofensywni. W efekcie Rojiblancos, z teoretycznie najsilniejszym składem w historii, mogą zapomnieć o obronie mistrzostwa. Ba, jeszcze niedawno kwestionowano ich szansę na miejsce w czołowej czwórce!

Ostatnie tygodnie pozwalają jednak wlać nieco nadziei w serca kibiców. Już mecz z Osasuną (3:0) był w wykonaniu graczy Simeone przełamaniem niekorzystnego trendu. Później przyszło dobre spotkanie w starym stylu, w którym najgorszy był wynik. Ostatecznie bowiem Atletico zasłużyło na triumf nad Manchesterem United. Po tym starciu Los Colchoneros byli już w lidze bezbłędni – dwa triumfy, pięć strzelonych bramek i tylko jedna stracona.

Zwłaszcza ostatni mecz ma prawo cieszyć fanów mistrza Hiszpanii. Real Betis to przeciwnik niezwykle mocny w bieżącej kampanii. Jasne, gra na trzech frontach mocno nadwerężyła siły Verdiblancos, ale pewny triumf przy wyniku 3:1 na Estadio Benito Villamarin należy traktować jako pozytywną – z perspektywy madrytczyków – niespodziankę.

Rojiblancos nadal są niezwykle chwiejni przy bronieniu stałych fragmentów gry. Nadal często brakuje im kontroli nad środkową strefą. Ale mimo tego obrona wygląda znacznie pewniej, niż jeszcze choćby w styczniu. A w ofensywie Cholo ma prawdziwy ból głowy od przybytku. Wciąż do siatki trafia Luis Suarez, ale obecnie niekwestionowanymi liderami ataku są Angel Correa i Joao Felix. O Portugalczyku zresztą przeczytacie jeszcze w kategorii jugador kolejki. Czy taka gra wystarczyłaby na przejście Liverpoolu czy Manchesteru City? Zdecydowanie nie. Ale na Czerwone Diabły może to wystarczyć. Zwłaszcza, że przed Diego Simeone jeszcze jedna wizyta na placu manewrowym, czyli starcie z Cadizem, w którym może przećwiczyć ostatnie niewiadome przed starciem na Old Trafford.

Partidazo kolejki

Celta Vigo wróciła do tego, co potrafi najlepiej, czyli prezentowania fanom niesamowitych widowisk. Siedem bramek (z których co najmniej dwie padły nazbyt łatwo), dramaturgia do końca i Iago Aspas w roli bohatera. Bezapelacyjnie gracze z Galicji i RCD Mallorca sprezentowali fanom najlepszy mecz tej kolejki.

Poniższe wideo można odtworzyć w nowej karcie przeglądarki.

Evento kolejki

Sevilla rozgrywa historyczny sezon. Sevilla wygląda, jak mistrzowskie Atletico. Wreszcie, Sevilla jedzie na oparach. Wreszcie musiał przyjść taki mecz, jak ten z Deportivo Alaves. Rywal z niskiej półki, za to walczący za dwóch, za to po stronie Andaluzyjczyków bezbronność w ofensywie. Los Nervionenses już mają prawo czuć się dumni z osiągnięć. Ale wygląda na to, że walkę o mistrzostwo ponownie trzeba odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Poniższe wideo można odtworzyć w nowej karcie przeglądarki.

Jugador kolejki

Czyżby Joao Felix odnajdywał się w roli lidera ataku Atletico Madryt? Portugalczyk z Betisem zagrał koncertowo. Strzelił dwa gole, namiętnie dryblował i kreował sytuacje kolegom. Wszystko to przychodziło mu z łatwością. Być może jego niesławny wywiad, w którym wyznał, iż “wie, co jest problemem Atletico”, podziałał na niego pobudzająco. Od momentu jego publikacji Rojiblancos poczynili bowiem wyraźny krok do przodu i prezentują się lepiej zarówno w obronie, jak i w ofensywie.

Golazo kolejki

Prawdę mówiąc, gracze nie rozpieścili nas w miniony weekend, jeśli chodzi o piękne gole. No, poza graczami Realu Madryt. Trudno było się zdecydować, które trafienie było lepsze – Eduardo Camavingi czy Luki Modricia. Ostatecznie stawiam jednak na gola Chorwata. Jego strzał był czysty i poprzedzony ładnym dryblingiem. Kwestionowany pomocnik ma już na koncie 36 lat, ale wciąż potrafi zadecydować o losie Królewskich. I to w jakim stylu!

Komentarze