Przed nami najlepszy Klasyk od lat

Karim Benzema
Karim Benzema PressFocus

Od odejścia Cristiano Ronaldo spotkania między Realem Madryt a Barceloną straciły sporo ze swej temperatury, choć odejście Portugalczyka nie było ku temu jedynym powodem. I mimo że wiele wskazuje na to, że w tym sezonie walka o mistrzostwo jest już niemal rozstrzygnięta, wszystko wskazuje na to, że w niedzielę obejrzymy najlepsze El Clasico od wielu lat.

  • W ostatnich latach Klasyki nie zaskakiwały jakością, a w dodatku przed pierwszym gwizdkiem sędziego można było przypuszczać, kto sięgnie po zwycięstwo
  • Za ostatnimi triumfami Barcelony w tych pojedynkach stoi jeszcze Ernesto Valverde
  • Obecna dyspozycja obu zespołów oraz stawka, o jaką walczą każą wierzyć, że w niedzielę magia El Clasico powróci w pełnym blasku

Donnarumma podał Realowi tlen, PSG zafundował hiperwentylację

Choć to cykl poświęcony La Lidze, spotkanie Realu Madryt z Paris Saint-Germain wymaga chociaż wspomnienia. I mimo że mógłbym silić się na wychwalanie szczwanego lisa Ancelottiego, to fakty są takie, że do 61. minuty paryscy obrońcy mogli podczas meczu poszukiwać nowych outfitów na starcia ćwierćfinałowe, od czasu do czasu zagrywając tylko długie podanie do Kyliana Mbappe, który niemiłosiernie katował swoich przyszłych kolegów z drużyny. Zawahanie Gianluigiego Donnarummy przy pierwszym golu było jednak wlanie litra krwi u wybrzeży Florydy. A żarłacz biały nie przepuszcza takiej okazji.

Ostatnie pół godziny to popis Los Blancos, a zwłaszcza Karima Benzemy. Real nie był tego dnia bliski awansu, ale szansę nań wywalczył sobie dzięki naiwności rywala. A tylko największe kluby na świecie posiadają umiejętność wykorzystania takiej słabości do cna.

“Niemal cała Hiszpania została podbita przez graczy z Madrytu…”

Dwie ostatnie kolejki La Ligi każą wierzyć, że Sevilla ostatecznie wypisała się z wyścigu po mistrzostwo. Andaluzyjczycy mogli chwilami przypominać do złudzenia Atletico z najlepszego okresu Diego Simeone, ale ostatecznie powiedzieli “pas”. Dwa remisy sprawiły, że dystans dzielący ich od Realu Madryt wynosi już dziesięć punktów na dziesięć kolejek przed końcem. W innym przypadku nie byłaby to kwestia zamknięta, ale patrząc na dyspozycję obu drużyn i jej doświadczenie trudno mieć wątpliwości, że Andaluzja poczeka na kolejne mistrzostwo dłużej niż 76 lat.

Bo Królewscy zrobili z Mallorcą to, co do nich należało. Chwilami stosowali wysoki pressing – do czego Carletto wyraźnie przekonał się po porażce w pierwszym meczu z PSG – co przyniosło pierwszą bramkę.

Postawili na ruchliwość duetu Vinicius – Benzema, co zaowocowało nie tylko otwierającym golem, ale i wywalczeniem rzutu karnego, wykorzystanego przez Francuza. Wreszcie weteran dał nawet nieco radości żegnającemu się z Santiago Bernabeu Marcelo, wykorzystując jego precyzyjne dośrodkowanie. Plan na najbliższy tydzień w wykonaniu Królewskich? Regeneracja, trening, poznanie rywala w ćwierćfinale Ligi Mistrzów i Klasyk. Klasyk, w którym nikt nie da im trzech punktów za darmo.

“Nie, jedna katalońska wioska wciąż stawia opór”

Fani Barcelony przeżywają zaiste ciekawy sezon. Jego początek wiązał się z ogromnym rozczarowaniem, później powszechnie panowała narracja o kampanii “przejściowej” (z czym zaciekle walczył Laporta), co jest trochę ładniejszym określeniem niż “stracona”. Nic nie wskazywało na jakikolwiek sukces. Dawać minuty młodym, szukać rozwiązań ekonomicznych i – na Boga – zakwalifikować się do Ligi Mistrzów. Wiemy jednak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. A to, co na Camp Nou wyprawia Xavi sprawia, że fani czują się, jakby po tygodniowej głodówce weszli do restauracji Salt Bae.

Stawianie na młodych? Jak najbardziej. Kwalifikacja do Ligi Mistrzów? Niemal pewna. A to dopiero początek zmian, jakie wprowadził Xavi Hernandez. Wiele w tej sytuacji mówią suche fakty. Od momentu przejęcia przez 42-latka drużyny Blaugrany, tylko Real Madryt zdołał uzbierać więcej punktów. Konkretnie – o dwa więcej. W dodatku nikt nie strzelić w tym okresie więcej bramek niż Duma Katalonii, a przecież należy pamiętać, że w pierwszych miesiącach nowy trener musiał walczyć z prawdziwą plagą kontuzji. Przecież w starciu decydującym o awansie do fazy pucharowej Ligi Mistrzów linię ataku stworzyli Yusuf Demir (którego nie ma już w drużynie), Gavi (którym Xavi nieraz podpierał się, z konieczności wystawiając go jako fałszywego skrzydłowego) i Memphis Depay (który obecnie jest jedynie cennym rezerwowym).

Rywalem była tylko Osasuna, ale to Barcelona zaczęła przypominać starą siebie

Wspomnienia mają to do siebie, że w pamięć zapadają zwykle tylko te najważniejsze momenty. Dla fana futbolu Barcelona Pepa Guardioli czy Luisa Enrique to trzy finały Ligi Mistrzów, słynne, wygrane wysoko Klasyki, ewentualnie legendarne starcia z Interem czy Chelsea. Mi, jako fanowi La Ligi, w tych zespołach imponowała jednak najbardziej droga, która prowadziła do totalnego zdominowania Manchesteru United w najważniejszym spotkaniu w klubowej piłce – i to dwa razy w odstępie dwóch lat.

Tamtejsza Barcelona podchodziła do każdego rywala z pełnym szacunkiem. Zapewne ci przeciwnicy kichają na taki szacunek, bo objawiał się on szybkim doskoczeniem do gardła, wbiciem dwóch-trzech bramek, po czym spokojnym kontrolowaniu spotkania w oczekiwaniu na kolejne okazje do bicia kolejnych rekordów strzeleckich. I choć jakości tamtych drużyn biegających w bordowo-granatowych strojach nie sposób porównywać z obecną, to Xavi wprowadził w Blaugranie określone standardy, dzięki którym sam w przeszłości stał się światową gwiazdą. Ostatni mecz z Osasuną tylko to potwierdził. I tak, było to prawdopodobnie najgorsze wyjazdowe starcie ekipy z Nawarry w bieżącej kampanii. Spory w tym jednak udział Dumy Katalonii, która w pierwszych 30 minutach zamknęła kwestię wyniku. Tym razem nie doprowadziło to do rozprężenia czy generowania okazji pod bramką Ter Stegena. I to pomimo doprawdy eksperymentalnego składu, jaki kończył mecz.

Barcelona odzyskała swoją tożsamość, a do tego odzwierciedla się to w twardych wynikach. I tak, walka o mistrzostwo jest już praktycznie zamknięta. Ale ewentualny triumf przyjezdnych na Santiago Bernabeu, mógłby podziałać na Blaugranę, jak ten litr krwi na żarłacza. A czy triumf przyjezdnych w niedzielnym El Clasico jest możliwy? Tak. I gospodarze są tego w pełni świadomi.

Partidazo kolejki

FC Barcelona w starciu z Osasuną zagrała spektakularny koncert. Piękne gole, skuteczność Ferrana, maestria techniczna Gaviego, no i Ousmane Dembele. Francuz pod wodzą Xaviego zanotował już siedem asyst, z czego dwie w miniony weekend. Do tego dołożył błyskotliwy drybling, ale i odpowiedzialność taktyczną. Gdyby nie jego rodak, byłby murowanym kandydatem do miana gracza kolejki.

Evento i jugador kolejki

Wyjątkowo połączę te kategorie. Karim Benzema w przeciągu czterech dni rozegrał dwa spektakularne spotkania. Hat-trick z PSG, a później dublet i asysta w starciu z Mallorką. Najlepszy gracz La Ligi i z pewnością czołowy zawodnik Europy. Jakby tego było mało, po poniedziałkowym starciu napastnik Królewskich został najskuteczniejszym Francuzem w historii tej dyscypliny. Gdy Benzema wyszedł już z cienia Cristiano Ronaldo, stoi w pełnym słońcu, a na jego horyzoncie nie widać ani jednej chmury.

Golazo kolejki

Pamiętacie takiego gościa, jak Bebe? Sir Alex Ferguson sprowadził ponoć zaledwie jednego gracza, którego nie widział osobiście na oczy. Był to Portugalczyk, którego skauci Manchesteru United wypatrzyli na… mistrzostwach dla bezdomnych. Bebe Old Trafford nie podbił, ale w Rayo odnajduje się całkiem nieźle. W tę niedzielę tuż po przerwie strzelił piękną bramkę, która już chyba definitywnie wykluczyła Sevillę z wyścigu mistrzowskiego.

Poniższe wideo można odtworzyć w osobnej karcie przeglądarki.

Komentarze