Alert RCB: nie wychodź z domu, huragan Xavi zdewastował Santiago Bernabeu

Pierre-Emerick Aubameyang
Pierre-Emerick Aubameyang PressFocus

Gdy jeszcze kilka miesięcy temu przekonywałem, że słynne DNA Barcelony nie różni się zanadto od tego, co proponują dziś założenia gegenpressingu, Ronald Koeman z uporem maniaka powtarzał, że z tą drużyną nie jest w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. I miał rację. Topowy trener nie miał z tym jednak problemów.

  • Barcelona zdewastowała Real Madryt podczas swojej pierwszej wizyty na nowym Santiago Bernabeu
  • Xavi udowodnił, że potrafi połączyć tiki-takę z nowoczesnymi wymogami taktycznymi
  • Carlo Ancelotti, zaś, będzie musiał wygrać Ligę Mistrzów, by zachować posadę

Tiki-taka, a nie “tiki-taka” – Barcelona znów zachwyca piłkarską Europę

Mniej więcej od zakończenia sezonu 2014/2015 termin tiki-taka stał się zjawiskiem-memem. Już w tamtej kampanii trenujący Barcelonę Luis Enrique uciekał od długiego, monotonnego klepania piłki na futbol bardziej bezpośredni, częściej korzystający z długich podań, otwierających drogę do bramki tercetowi MSN. Kolejny sezon to, co prawda, remontada przeciwko Paris Saint-Germain, ale i wypalenie pewnego schematu. Dwumecz z Juventusem brutalnie obnażył braki wydolnościowe graczy w bordowo-granatowych strojach. Piłka się zmieniała. Od talentu częściej ważniejsze okazało się dopracowanie taktyczne i fizyczne, a na wspomnienie o “tiki-tace”, Guardiola wybuchał na konferencjach prasowych.

Blaugrana stopniowo oddalała się od europejskiej czołówki, na tyle, by Thomas Mueller po meczu w fazie grupowej tegorocznej Ligi Mistrzów powiedział wprost. “Technicznie w Barcelonie wciąż są topowi piłkarze. Nie są oni jednak w stanie rywalizować pod względem fizycznym z zespołami takimi, jak nasz”. I miał stuprocentową rację. Ronald Koeman przekonywał, że to kolejny sezon przejściowy, że ten zespół nie jest w stanie rywalizować jak równy z równym z najlepszymi. Błąd, panie trenerze. Pan nie zdołał doprowadzić topowych zawodników do najlepszej formy, a od pana książki z wariantami taktycznymi dłuższa byłaby instrukcja obsługi parasola.

Xaviball is a thing

Jeszcze przed przybyciem Xaviego w roli trenera na Camp Nou, wśród kibiców i ekspertów – w tym mnie – panował sceptycyzm. Jak dotąd trenował w lidze, którą analitycy “oceniali” na coś pomiędzy drugim, a trzecim poziomem rozgrywkowym w Anglii. Poza tym ilu wirtuozów na boisku zawodziło na ławce? Co złośliwsi spodziewali się też filozofowania na konferencjach i mierzenia wysokości trawy z linijką.

Nic bardziej mylnego. Hernandez okazał się szkoleniowcem przesiąkniętym DNA Barcelony, ale podążającym za trendami. Skupił się na podstawach: odbudowaniu pressingu (czego kibice na Camp Nou nie widzieli od czasów Luisa Enrique), odrestaurowaniu weteranów (z tego miejsca przepraszam pana Sergio Busquetsa za wysyłanie go na emeryturę) i przywróceniu zawodnikom radości z grania w piłkę. Ponad cztery miesiące pracy to już wystarczający okres, by zrobić małe podsumowanie pracy Xaviego. A wygląda on tak, że z zespołem “w sezonie przejściowym” punktuje w lidze na równi z liderem, masakruje obecnego i przyszłego mistrza Hiszpanii, rozbija kandydata do scudetto na jednym z najmniej przyjaznych stadionów we Włoszech i pozostaje w walce o europejskie trofeum. W jego pomyśle na futbol widać wyraźnie inspirację gegenpressingiem z domieszką katalońskiej magii. Przejdźmy już jednak do samego Klasyku.

Jak młody wilk przechytrzył starego lisa

Carlo Ancelotti to jeden z najlepszych trenerów w historii futbolu, nie mam co do tego wątpliwości. Ostatnio jako pierwszy zdołał awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów w czwartej kolejnej dekadzie! Jego doświadczenia z tym Xaviego nie sposób porównywać. A jednak, gdy Włoch w niedzielę popełnił taktyczne harakiri, świeżak z Barcelony wykorzystał błędy rywala bez najmniejszej litości.

Cóż to był za manewr z Luką Modiciem jako fałszywą “dziewiątką”? Co w meczu z takim rywalem na boisku robił Toni Kroos? Czy duet Alaba-Militao rozegrał najgorsze spotkanie w sezonie? Kibice Realu Madryt mają mnóstwo pytań, na które – na ich nieszczęście – odpowiedź znalazł Xavi.

Chorwacki pomocnik nie tylko nie tworzył zagrożenia pod bramką Marca-Andre ter Stegena, ale też jego nieobecność tworzyła w środku pola lukę, przez którą gracze Barcelony przechodzili, jak przez dym. Próby zakładania pressingu w wykonaniu Kroosa wyglądały momentami żałośnie, zwłaszcza, że Niemiec szybko tych prób zaprzestał. Gdy tylko z Casemiro ruszali do Gerarda Pique, ten posyłał długie podanie do jednego z kilku wolnych kolegów. Tak wygląda wykorzystanie fatalnie nakładanego pressingu, co w przeszłości przeciw Dumie Katalonii skrzętnie wykorzystały ekipy Liverpoolu czy Bayernu Monachium.

Eder Militao ponownie przypominał samego siebie z początku swej kariery w białej koszulce. Był elektryczny, niepewny, popełniał złe decyzje i źle rozgrywał. Nic z tego nie było jednak tak ważne, jak samo clou jego profesji – czyli gra w obronie. Dwa pierwsze gole Blaugrany w 60% trafiają na jego konto, pozostałe 40% to zaś zasługa jego austriackiego partnera. Duma Katalonii nigdy nie była gigantem pod względem gry głową – aż do tego sezonu. Blaugrana jest groźna po dośrodkowaniach i po stałych fragmentach gry – i to nie tylko, gdy na murawie pojawia się Luuk de Jong.

Szalone statystyki streszczające spotkanie

To, w jaki sposób Barcelona zdominowała swojego największego rywala na jego stadionie, jest wręcz niebywałe. Po ostatnim gwizdku moje myśli od razu powędrowały do słynnego już triumfu 2:6, gdzie, nomen omen, Xavi, zanotował aż cztery asysty. Przez długi czas mecz ten stanowił opus magnum gry Blaugrany w świątyni odwiecznego rywala.

I słusznie, bo starcie to obrosło legendą, gdyż przypieczętowało pierwsze trofeum w erze Guardioli. Dziś Duma Katalonii jest już (niemalże?) wykluczona z walki o mistrzostwo, ale porównując wyłącznie te dwa spotkania, łatwo mi dojść do wniosku, że w tym niedzielnym gracze Blaugrany zaprezentowali się lepiej. Przypomnijmy, że w meczu sprzed trzynastu lat to Real Madryt, za sprawą Gonzalo Higuaina otworzył wynik, a później gola kontaktowego zdobył jeszcze Sergio Ramos. Tym razem gracze Xaviego nie dali swoim rywalom takiej szansy. By pokazać totalną dominację i niesamowitą formę każdego z zawodników gości, warto przytoczyć dwie szalone statystyki.

Sam Pierre-Emerick Aubameyang miał na koncie wyższy współczynnik goli oczekiwanych (1.64 do 0.85) niż cały zespół Realu Madryt. Oddał też więcej (5 do 4) celnych strzałów.

Jeśli zaś chodzi o intensywność i defensywę, Gavi – który rozegrał 19 minut – wygrał więcej pojedynków niż jakikolwiek zawodnik rywali.

Co dalej z Ancelottim?

Moje decyzje związane z ustawieniem były złe, nic nie działało. Źle przygotowałem zespół do tego spotkania – powiedział wprost włoski szkoleniowiec. Nie był to pierwszy mecz, w którym można mieć do niego zastrzeżenia. Ileż to spotkań Królewscy przepchali już kolanem, dzięki indywidualnemu błyskowi Benzemy czy Modricia? Czy nie jest prawdą, że rewanż z PSG mógł zostać zamknięty przez  hat-trick Kyliana Mbappe, którego dwa trafienia anulowały minimalne spalone? Podczas, gdy Barcelona prezentuje futbol nowoczesny, Real stawia na doświadczenie. I choć dla Ancelottiego wygranie mistrzostwa spowoduje skompletowanie tytułów we wszystkich pięciu najsilniejszych ligach, jego posadę uratować może jedynie triumf w Lidze Mistrzów. A widząc, jak Królewscy wyglądają w starciach z rywalami stawiającymi na intensywny pressing, trudno patrzeć na dwumecze z Chelsea czy Manchesterem City przez różowe okulary.

Partidazo kolejki

Pomijając niezwykle efektowne – przynajmniej w wykonaniu gości – El Clasico, jeszcze jedno spotkanie tej kolejki zagwarantowało prawdziwe widowisko. Pojedynek Deportivo Alaves i pogrążonej w kryzysie Granady nie zwiastował partidazo. Byliśmy jednak świadkami pięciu trafień (w tym niektórych efektownych, a innych kuriozalnych), przestrzelonego rzutu karnego, czerwonej kartki w 98. minucie i szału radości zwycięskich gości.

Poniższe wideo odtworzyć można w osobnej karcie przeglądarki.

Evento kolejki

Występ Barcelony w El Clasico ocierał się o perfekcjonizm. Wyłączyć należy jednak sytuację z początku meczu, gdy Aubameyang brutalnie zaatakował Toniego Kroosa. Gabończyk cofał nogę przy wślizgu, co było jednak jedynym usprawiedliwieniem w tej akcji. Napastnik z pewnością zasłużył na żółtą kartkę. A gdyby zechciał późniejszego bohatera spotkania wyrzucić z boiska, również obroniłby swoją decyzję. Tymczasem sędzia, owszem, dostrzegł i odgwizdał faul, ale kartonika nie pokazał. To nie jedyna sytuacja, przy której pomylił się zresztą pan Munuera. Na trafienie do zeszytu zasłużyli też Vinicius czy Pedri. I jeżeli postronni kibice mieliby znaleźć powód do narzekania po El Clasico, byłaby nim postawa sędziego.

Jugador kolejki

Łatwo byłoby wskazać Aubameyanga. Dwa gole i asysta w najważniejszym meczu ligowym na świecie robi wrażenie. Zwłaszcza pamiętając, że Arsenal robił wszystko, by pozbyć się Gabończyka. Ja jednak chcę docenić Sergio Busquetsa. Sam od dobrych kilku lat wysyłałem Hiszpana na emeryturę. Zdawał się nie dorastać do obowiązujących trendów, a na tle najsilniejszych rywali wyglądał niemal, jak oldboy. Inaczej prezentował się za to w reprezentacji Hiszpanii, co pokazało, że odpowiednio obudowany, Busquets wciąż może liderować drugiej linii. Xavi skorzystał z nauk Luisa Enrique. Obecnie 33-latek to kapitan pełną gębą. W Klasyku znajdował się praktycznie wszędzie. Klinicznie odbierał piłkę we własnym polu karnym, po czym raz za razem posyłał otwierające podania. Do tego wywalczył kilka istotnych fauli. Co klasa, to klasa.

Golazo kolejki

Poza Barceloną, tylko jeden zespół z czołówki nie zawiódł. Zdaje się, że Atletico Madryt wróciło na dobre. Rojiblancos zameldowali się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, a w lidze utrzymują tempo Blaugrany. W ten weekend wyszli górą z małych derbów Madrytu, gdzie po składnej akcji z pierwszej piłki gola zdobył Koke. To z pewnością ważne trafienie dla krytykowanego w tym sezonie kapitana Los Colchoneros. Warta odnotowania jest też kolejna asysta odrodzonego Joao Felixa.

Komentarze