W Madrycie zawsze świeci słońce – Real położył już dłoń na mistrzostwie

Rodrygo
Rodrygo PressFocus

Miniona kolejka nie mogła potoczyć się lepiej dla Realu Madryt. Nie dość, że Królewscy w wielkim stylu odrobili straty i pokonali Sevillę, to kopciuszek z Kadyksu wywiózł komplet punktów z Camp Nou. Niewykluczone, że Los Blancos nałożą na swe głowy korony jeszcze w kwietniu.

  • Ostatnie tygodnie pokazały różnicę w dojrzałości zespołu między Realem Madryt a resztą stawki
  • W minionej kolejce Królewscy zdołali jeszcze bardziej oddalić się od bezpośrednich rywali
  • Do wywalczenia mistrzostwa potrzebują siedmiu punktów. Czy sięgną po tytuł jeszcze w kwietniu?

Mentalność kluczem do sukcesu

Zrozumieć postawę Realu Madryt w tym sezonie nie jest łatwo. Z jednej strony to zespół, który potrafi naprawdę rozczarować swoją grą. Po świetnym meczu gracze Królewskich potrafią wybiec na kolejne spotkanie bez zaangażowania, popełniając proste błędy i tracąc gole. Z drugiej, jednak, strony, żaden rywal nie może być pewien triumfu nad Los Blancos, dopóki nie zabrzmi ostatni gwizdek.

Czyż nie znalazło to odzwierciedlenia w niedzielę? Do przerwy to Sevilla dyktowała warunki gry. Gracze Julena Lopeteguiego wyglądali agresywniej, jakby chcieli udowodnić swoim kibicom, że niedawne aspiracje mistrzowskie nie były wyssanymi z palca bzdurami. Po pięknym golu Ivana Rakiticia i trafieniu Erika Lameli wydawało się, że wyścig o tytuł otworzył się na nowo.

Wielki krok Rodrygo i kamień milowy Benzemy

Los Blancos mierzyli się nie tylko ze zmotywowanymi rywalami i fatalnym wynikiem do przerwy, ale też z katastrofalnym występem arbitra. Żeby była jasność, pan Cuadra był sprawiedliwy. Czytaj: podejmował kiepskie, złe lub bardzo złe decyzje na korzyść (i niekorzyść) obu ekip. W pierwszej połowie z boiska powinien wylecieć Eduardo Camavinga. Z kolei przy trafieniu Ivana Rakiticia jeden z jego partnerów zajmował nieprawidłową pozycję przed murem, więc gol wcale nie musiał być uznany. Zdaje się też, że trafienie Viniciusa uznałoby ośmiu na dziesięciu innych arbitrów. Dla pana Cuadry dotknięcie piłki barkiem było jednak wystarczającym powodem, by nie uznać gola na 2:2. Dotarliśmy już do trafienia kontaktowego dla Królewskich? Tak, Carlo Ancelotti popisał się tym, co wcale nie funkcjonuje dobrze w jego ekipie na co dzień – wprowadził idealnego rezerwowego.

Włoch zadecydował, że nie ma sensu ryzykować utraty Camavingi z powodu ewentualnej czerwonej kartki, a w jego miejsce wprowadził Rodrygo. Z Brazylijczykiem jest ten problem, że albo pozostaje zupełnie niewidoczny, albo notuje pojedyncze przebłyski, albo nie potrafi zaprezentować się dobrze na przestrzeni całego występu. Tego dnia boisko należało jednak do 21-latka. Najpierw wykorzystał świetną akcję Daniego Carvajala (co również jest w tym sezonie rzadkością), a na koniec asystował przy trafieniu Karima Benzemy na 3:2. Zatrzymajmy się też na chwilę przy Francuzie.

Życiowa forma Benzemy

Pobił on swój personalny rekord bramek w jednym sezonie ligowym. Ma ich już na koncie aż 25 i trzeba powiedzieć sobie jasno, że po odpadnięciu z Ligi Mistrzów Roberta Lewandowskiego, to właśnie gwiazdor Królewskich wyrasta na faworyta w rankingu Złotej Piłki. I to niezależnie od przebiegu dwumeczu z Manchesterem City. Bo spójrzmy; czy któryś z zespołów pozostających w Lidze Mistrzów ma tak wyraźnego lidera, jakim w Madrycie jest Benzema? Mohamed Salah nie strzelił gola z gry od dwóch miesięcy. Zamysłem Pepa Guardioli jest budowanie drużyny bez jednego lidera. Między bajki możemy schować też kandydaturę jakiegokolwiek gracza Villarrealu. A Benzema? To jego sezon. W 39 meczach zanotował 39 (!) bramek, a do tego trzynaście asyst. Jest kapitanem i liderem pełną gębą, co udowadnia nie tylko co weekend w lidze, ale też notując dwa hat-tricki z rzędu w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Szef.

“Pożegnaliśmy się z szansą na tytuł”

Pierwszy kryzys dotknął za to Barcelonę Xaviego. Po bolesnej i kompromitującej z kilku względów porażce z Eintrachtem przyszedł pozornie łatwy mecz ligowy z Cadizem. Walcząca o utrzymanie ekipa rozegrała jednak fantastyczny mecz, objęła prowadzenie na starcie drugiej połowy i nie wypuściła go aż do ostatniego gwizdka.

Po nim trener Dumy Katalonii przyznał, że miał nadzieję na walkę o tytuł, ale ten rezultat przekreślił te nadzieje. Dziś Blaugrana musi powrócić do punktu wyjścia – czyli walki o jak najszybsze zakwalifikowanie się do przyszłorocznej Ligi Mistrzów.

Czasu na odbudowanie się mentalne po rozczarowującym ze wszech miar tygodniu niemal nie ma. Już w czwartek Barcelonę czeka wyjazd na bardzo niegościnny dla niej stadion Realu Sociedad, a później zaległy mecz z Rayo. Xavi musi szybko zdiagnozować problem i przygotować zespół do siedmiu “finałów”, co bez kontuzjowanego Pedriego może okazać się bardzo skomplikowane.

Partidazo kolejki

Z porażek Sevilli i Barcelony cieszyć się mogli nie tylko kibice Realu, ale i Atletico. Mistrzowie Hiszpanii zdołali odrobić straty za sprawą dubletu rezerwowego Yannicka Carrasco i zrobili wielki krok do zapewnienia sobie miejsca w czołowej czwórce. Diego Simeone ma jednak, nad czym zapłakać. W pierwszej połowie groźnego urazu doznał Thomas Lemar, a kontuzja Joao Felixa ma wykluczyć Portugalczyka z gry do końca sezonu. Pamiętając o sytuacji Pedriego, to kiepski tydzień dla gwiazdorów ekip z czołówki.

Poniższe wideo odtworzyć można w osobnej karcie przeglądarki.

Evento kolejki

Rzadko kiedy śmieję się podczas spotkań, ale Hugo Guillamon całkowicie rozbroił mnie w starciu z Osasuną. Jego Valencia przegrywała już 0:2, a Hiszpan otrzymał dośrodkowanie i skierował piłkę do siatki. 22-latek cieszył się z gola, jakby zapomniał, że od dobrych kilku lat funkcjonujemy w erze VAR-u. A nawet hiszpańscy sędziowie muszą zauważyć, gdy piłkarz strzela gola w stylu Diego Armando Maradony z meczu z Anglią – i to nie tego po dryblingu przez pół boiska.

Arbiter był nieprzejednany i “ręki Hugo” nie uznał. Ale wiara gracza Nietoperzy w powodzenie operacji była niepodrabialna.

Jugador kolejki

One man army – tak należy ocenić ostatnie występy Jose Moralesa w barwach Levante. “El Comandante” zanotował dwie asysty, a także wywalczył i wykorzystał rzut karny, pozostawiając Granotas w walce o utrzymanie. Starcie z Granadą było popisem kapitana ekipy z Walencji i jako fan hiszpańskiej piłki mam ogromną nadzieję, że Levante dokona cudu i utrzyma się w elicie. Za wiele w niej “Cadizów i Deportivo Alavesów”, a za mało “Levantów”.

Poniższe wideo odtworzyć można w osobnej karcie przeglądarki.

Golazo kolejki

Jak otwierać swoje konto bramkowe w tym sezonie, to tylko w taki sposób. Fran Beltran huknął jak z armaty, nie dając szans Unaiowi Simonowi.

Komentarze