Porażka Barcelony przywróciła reszcie nadzieję przed 34. kolejką

Luis Suarez przeciwko Elche
Luis Suarez przeciwko Elche PressFocus

Gdyby Barcelona pokonała Granadę w zaległym meczu, miałaby przed sobą otwartą drogę do mistrzostwa. Przegrała jednak, a to oznacza, że nawet jeśli wygra wszystkie pozostałe spotkania, los tytułu nie zależy tylko od niej. Na pięć kolejek przed końcem cztery ekipy pozostają w walce i nie mam pojęcia, kto wyjdzie z niej z tarczą.

Atletico otrzymało kolejną szansę

Atletico miało stracić fotel lidera już kilkukrotnie w przeciągu ostatnich tygodni. Na pięć kolejek przed końcem Rojiblancos nadal piastują jednak pierwsze miejsce, a w dodatku przed nimi teoretycznie najprostszy rywal. Wyłączając niedawny remis z Getafe i wpadkę w “dwumeczu” z Levante, Diego Simeone bez problemów obija maluczkich hiszpańskiej ekstraklasy. Dobitnie pokazał to w ciągu ostatnich meczów, gdy mimo absencji Luisa Suarez i Joao Felixa Rojiblancos z łatwością wypunktowali Eibar (5:0) i Huescę (2:0). W sobotę na ich drodze stanie Elche.

Zespół z Alicante przez ponad półtora miesiąca czekał na zwycięstwo, by wreszcie, dość niespodziewanie, pokonać tydzień temu Levante. Dzięki temu podopieczni Frana Escriby awansowali na 18. miejsce. Oczywiście, oznacza to, że nadal pozostają w strefie spadkowej, więc każdy punkt jest dla nich na wagę złota. W ekipie Escriby zabraknie wyłącznie Guido Carrillo, zaś Diego Simeone ma do dyspozycji całą kadrę. Oba zespoły miały czas, by odpowiednio przygotować się do tego starcia i może nawet wierzyłbym, że Elche stać na niespodziankę, gdyby nie fakt, że Atletico po tygodniach nagonki dostało od Barcelony nieco wiatru w żagle. Myślę, że takie rozluźnienie było konieczne dla zawodników z Madrytu, którzy w takich starciach, jak z Athletikiem, wyglądali na niezwykle spiętych. “Cholo” po tej wpadce przyznał, że tytuł wygrają ci, którzy mają najsilniejszą psychikę. W meczu z Elche Argentyńczyk ma szansę, by pokazać, że jego ekipie bliżej do legendarnego Gruchy niż Jarosława Psikuty.

Real balansuje na cienkiej linie

Zinedine Zidane chciałby sięgnąć po podwójną koronę, ale wyraźnie widać, na które rozgrywki kładzie nacisk. Przeciwko Chelsea wystąpiła once de gala, z niedoleczonym Tonim Kroosem włącznie. Po niezbyt korzystnym remisie u siebie, Francuz zapowiedział już “zarządzanie minutami”. Czytaj: przeciwko Osasunie przyjdzie czas na rotacje.

Jak te roszady wpływały na zespół Królewskich, nie trzeba przypominać. Szczęśliwy remis z Getafe i sprawiedliwy podział punktów z Betisem. A po doniesieniach madryckich mediów wydaje się, że przeciwko Osasunie Zidane zamiesza składem jeszcze bardziej. Wszyscy trzej podstawowi pomocnicy mają rozpocząć mecz na ławce. W ich miejscu pojawi się dwóch zawodników Castilli, Antonio Blanco i Sergio Arribas, wspieranych przez weterana Isco. Według niektórych źródeł mecz na ławce może rozpocząć również nieoceniony Karim Benzema. Kontuzja Daniego Carvajala oznacza również dla Zidane’a konieczność ponownego włączenia do składu niepewnego Alvaro Odriozoli. A przecież Osasuna to znacznie solidniejsza ekipa niż Getafe, przeciwko któremu najlepszym zawodnikiem na boisku był Thibaut Courtois.

Zespół z Pampeluny ma dziesięć punktów przewagi nad strefą spadkową, więc jest już niemal pewien utrzymania. W tym roku imponuje, zwłaszcza solidnością w obronie. Dość powiedzieć, że tylko trzykrotnie stracił on dwie bramki: przeciwko Sevilli i Barcelonie (0:2), a także w ostatniej kolejce z Celtą Vigo (1:2). W międzyczasie bezbramkowo zremisował właśnie z Realem Madryt. Dla podopiecznych Jagoby Arrasate nadchodzące starcie to szansa na spuentowanie świetnego w swoim wykonaniu sezonu. I jeżeli miałbym szukać niespodzianki pośród meczów faworytów, to tu wszystko – rotacje, motywacja i forma obu ekip – składa mi się w całość.

Barcelona nie ma czasu na żałobę nad fotelem lidera

Blaugrana miała okazję, by ustawić wyścig o mistrzostwo pod siebie. Po dobrej pierwszej połowie meczu z Granadą, po przerwie podopieczni Koemana popełnili mnóstwo indywidualnych błędów, przez co ostatecznie przegrali 1:2. Nawet remis nie byłby najgorszy, ale w przypadku porażki Barcelona musi nie tylko pokonać u siebie Atletico za nieco ponad tydzień, ale też liczyć na jakąś wpadkę Królewskich. Los Blancos mają tyle samo punktów, co Duma Katalonii, ale dzięki wygraniu obu Klasyków mają przewagę nad odwiecznymi rywalami.

Blaugrana nie ma jednak czasu na roztrząsanie tej sprawy. W niedzielę czeka ją skomplikowany wyjazd na Estadio Mestalla. Gospodarze obiektu nie notują udanego sezonu, choć biorąc pod uwagę zamęt w biurach Petera Lima, być może należy za taki uznać raczej pewne utrzymanie. Valencia jest jednocześnie jednym z najbardziej nieprzewidywalnych rywali. Posiadają sporo jakości z przodu, o co dbają Kevin Gameiro, Carlos Soler czy Jose Gaya, ale łatwo dają się zranić w obronie. Mimo tego Nietoperze w tym sezonie rozbili już Real Madryt (4:1), a na jesieni powstrzymali Barcelonę (2:2).

Dla Ronalda Koemana powrót na Mestalla nie ma tylko wymiaru emocjonalnego. Jeżeli jego podopieczni chcą podchodzić do meczu z Atletico z szansami na tytuł, nie mają już żadnych wymówek. W tym, jak spodziewam się, otwartym, spotkaniu, Duma Katalonii jest zobligowana do sięgnięcia po komplet.

Sevilli atak z drugiego szeregu

Nikt nie spodziewał się, że na pięć kolejek przed końcem Sevilla nadal pozostanie w walce o mistrzostwo kraju. Zwłaszcza po ich kryzysie, który zbiegł się z odpadnięciem z Pucharu Króla i Ligi Mistrzów. Julen Lopetegui ponownie zjednoczył jednak zespół, który w efekcie punktuje najlepiej z całej czołówki. Los Nervionenses wygrali pięć ostatnich meczów ligowych, a przegrali ostatnio na początku marca. Może się okazać, że poświęcając uwagę trzem gigantom, potraktowano po macoszemu przyszłego mistrza kraju.

To jednak dość mglista wizja. Przed Sevillą skomplikowana końcówka sezonu, której pierwszym przystankiem będzie domowy pojedynek z Athletikiem. Jasne, Los Leones nie są już tak groźni, jak w styczniu, gdy obejmował drużynę Marcelino. Mimo tego, potrafili oni w dobrym stylu pokonać Atletico. Kto wie, czy Athletic znów nie namiesza w walce o mistrzostwo? Mimo tego, to Sevilla pozostaje faworytem poniedziałkowego starcia. Lopetegui ma do dyspozycji pełną kadrę, a w niej w topowej formie znajdują się Ivan Rakitić, Suso, Papu Gomez czy Youssef En-Nesyri. Andaluzyjczycy ostatnie mecze – poza szalonym starciem z Celtą Vigo – przepychają solidną defensywą i pojedynczymi błyskami w ataku. Tak też może wydarzyć się i teraz. Wystarczy jedno potknięcie którejś z wielkich firm, a Sevilla wskoczy na podium. Cóż to za niesamowity sezon!

Komentarze