Sergio Ramos i Casemiro po golu na 1:0
Sergio Ramos i Casemiro po golu na 1:0 PressFocus

¡Que partidazo! #1. Nieoczekiwana zmiana miejsc

“Zidane won! Najlepiej w pakiecie z Vazquezem i klubowymi lekarzami!” – grzmieli kibice Realu Madryt nieco ponad tydzień temu. Zinedine Zidane po raz kolejny udowodnił jednak, że choć na pewno nie jest trenerem idealnym, to nikt nie działa pod presją tak dobrze, jak on.

Swoje podsumowania kolejki mają już Serie A i Premier League, przyszedł więc czas i na LaLiga. “¡Que partidazo!” to luźne spostrzeżenia na temat aktualnej sytuacji na hiszpańskich boiskach, a także wypunktowanie najważniejszych wydarzeń i akcji ostatnich dni.

 Ten sezon irytuje o tyle, że w całej Europie ze świecą szukać zespołu utrzymującego równą, wysoką formę. Bayern Monachium w porównaniu do zeszłej kampanii mocno spuścił z tonu, ale przez wzgląd na zdobytą niedawno potrójną koronę, kibice pozostają cierpliwi. W Anglii, zwłaszcza u progu sezonu, mocno zawodził tandem gigantów, Liverpool-Manchester City, a na dzień dzisiejszy najrówniej grającą ekipą wydaje się minimalistyczny Tottenham Jose Mourinho. We Włoszech budzi się Milan, ale za wcześnie, by robić z Rossoneri europejskich potentatów i zespół, o którego stabilności na przestrzeni kilku miesięcy możemy być przeświadczeni. W Hiszpanii o formie Barcelony i Realu Madryt nie było nawet sensu dywagować. Jedni balansują na skraju bankructwa i póki co walczą o miejsca gwarantujące grę w Lidze Europy, a drudzy byli o krok od historycznego odpadnięcia z Ligi Mistrzów, a ich dyspozycji przedmeczowej nie sposób było przewidzieć.

I wtedy, cały na biało, wchodzi  Diego Simeone. Jego odmienione, ofensywnie usposobione Atletico, nie miało sobie równych w LaLiga (umówmy się, Real Sociedad to jeszcze nie ta półka). Oczywiście, Los Colchoneros nie błyszczeli w ten sposób w Europie, ale możemy uznać, że cztery gole utracone w meczu z Bayernem, napędzanym jeszcze wówczas paliwem z zeszłego sezonu i zdobytego niedawno Superpucharu Europy, można było wkalkulować w koszta. Zresztą, wygląda na to, że “Cholo” w grupie próbował jeszcze nawiązać do swych korzeni. W Lidze Mistrzów widzieliśmy – wyłączając rewanż z Bawarczykami, w którym to Atletico zaprezentowało się, moim zdaniem, znakomicie, pomimo podziału punktów – zespół przyczajony, szukający szans w żelaznej defensywie i rzadkich kontrach. Ostatecznie, cel został osiągnięty, Los Colchoneros awansowali do fazy pucharowej, a Diego Simeone dowiedział się już chyba, że w 2020 roku większą szansę daje futbol intensywny, ofensywny, a przy tym zdyscyplinowany. Wypisz, wymaluj – jego Atletico w rozgrywkach ligowych. Przed tą kolejką – druga najlepsza ofensywa w lidze, przy czym liderujący w  tej statystyce Real Sociedad rozegrał o dwa spotkania więcej – i żelazna defensywa, która utraciła zaledwie dwa gole, niemające zresztą wielkiego wpływu na wyniki.

Jak zatem wyjaśnić to, co wydarzyło się w sobotę na murawie stadionu im. Alfredo di Stefano? Real, który do tego czasu stracił sześciokrotnie (!) więcej bramek, dający się zdominować Villarrealowi i potrafiący sprokurować trzy rzuty karne i trafienie samobójcze przeciwko Valencii, całkowicie zdominował swego rywala zza miedzy. Wynik 2:0 generalnie idealnie odwzorowuje przebieg spotkania, a gol Daniego Carvajala (zostawmy w spokoju biednego Oblaka) był jego perfekcyjnym podsumowaniem. Tego dnia Królewscy mogli sobie pozwolić na wszystko, w tym na to, by powracający po kontuzji prawy obrońca huknął idealnie zza pola karnego i pokonał najlepszego bramkarza świata. A Atletico? Jedną dogodną okazję skrewił Thomas Lemar. I tyle, koniec wyliczanki. “Cholo” nadal ma kompleks Zidane’a, a Atletico ma kompleks Realu, z którym nie wygrało w lidze od czterech lat. Jak się okazało, w tym szalonym, pełnym kontuzji i meczów sezonie, nikt nie może czarować co weekend. Ostatni bastion padł.

A kto najbardziej cieszy się ze zwycięstwa Realu? O, zgrozo, Barcelona! Katalończycy długo męczyli się z Levante, ale wreszcie, na kwadrans przed końcem Leo Messi wykorzystał fatalną stratę Malsy i zapewnił Katalończykom skromne zwycięstwo. Pewnie, Duma Katalonii o mistrzostwie może już powoli zapominać, ale miejsce w top 4 to, mimo wszystko, jej obowiązek. A że w tej kolejce, obok Atletico, punkty straciły także ekipy Realu Sociedad i Villarreal, dystans nieco się skurczył. Pytanie brzmi: w jakim nastroju będzie Ronald Koeman w środę wieczorem, kiedy to jego podopieczni podejmować będą u siebie właśnie starego-nowego lidera z San Sebastian, w ramach odrabiania kolejki, którą opuścili na początku sezonu.

Partidazo kolejki

Oj, długo nam hiszpańskie boiska kazały czekać na wyłonienie kandydata na spotkanie kolejki, ale jak już go otrzymaliśmy, to zwyciężył w przedbiegach. Sposób, w jaki Celta Vigo rozprawiła się w poniedziałkowy wieczór z Cadizem, przypominał najlepsze czasy topowych hiszpańskich ekip. 4:0 do przerwy, po prawdziwym recitalu Iago Aspasa (o tym później). A i beniaminek z Kadyksu miał kilka swoich okazji, słowem – akcja od pierwszej do ostatniej minuty. Bo choć po przerwie żaden gol już nie padł, to sytuacji nadal było mnóstwo. Cadiz z delegacji w Barcelonie i Madrycie wywiózł komplet sześciu punktów, ale Balaidos okazało się fortecą nie do zdobycia. Celta Vigo w trzy tygodnie przebyła drogę od największego rozczarowania do jednej z najefektowniejszych ekip w lidze. Powód? Zatrudnienie Eduardo Coudeta w miejsce Oscara Garcii. W debiucie Argentyńczyk poległ, co prawda, z Sevillą, ale heroiczna postawa jego podopiecznych w tym spotkaniu odbiła się na pozycji w tabeli po trzech następnych kolejkach. Efekt? Trzy zwycięstwa, dziewięć zdobytych bramek i tylko jedna stracona. Na ten moment Celta to zespół, na który patrzy się z przyjemnością i mam nadzieję, że Galisyjczycy wreszcie wrócą na poziom, do którego pretendują od kilku lat – czyli co najmniej do występów w Lidze Europy.

Evento kolejki

Tu wybór był dla mnie oczywisty, pomijając, rzecz jasna, triumf Zidane’a, o którym rozpisałem się szerzej. Jak Premier League ma swoje Sheffield, Bundesliga ma Schalke, Ligue 1 miała do niedawno Dijon, a Serie A Crotone, tak LaLiga, aż do 13. kolejki, miała Hueskę. Beniaminek nie potrafił odnieść zwycięstwa w pierwszych dwunastu spotkaniach obecnego sezonu, ale wreszcie przełamał się w starciu z Deportivo Alaves. A że Huesca prezentowała się na przestrzeni wspomnianych 12 kolejek lepiej, choćby właśnie od ekipy z Alaves, to można powiedzieć, że oliwa sprawiedliwa na wierzch wypłynęła. Za skromnym, jednobramkowym zwycięstwem – choć podopieczni trenera Michela mieli znacznie więcej dogodnych okazji, by wspomnieć tylko dwa anulowane trafienia Shinjiego Okazakiego – stoi jeszcze jedna ciekawa historia. Jedyne trafienie zdobył, dość zapomniany już szerszemu gronu, Javi Ontiveros, 23-letni skrzydłowy wypożyczony z Villarreal, a uznawany niegdyś za spory talent. W tym sezonie przeżywał ciężkie chwile, w tym “wędkę” w przerwie meczu z Realem Madryt, a także rolę rezerwowego w ostatnich tygodniach. Michel dał mu szansę z Deportivo Alaves, a Hiszpan odpłacił się świetną grą zwieńczoną efektownym trafieniem dającym pierwsze ligowe zwycięstwo. Mało? Po golu podbiegł do kamery, wyciągnął ochraniacz z wizerunkiem swojej babci i zadedykował jej bramkę. Po spotkaniu, udzielając wywiadu Ontiveros rozpłakał się, tłumacząc, że babcia przebywa w ciężkim stanie w szpitalu, walcząc z koronawirusem. Piękny, ważny gol, wyzwalający też ładunek emocjonalny. Czego chcieć więcej?

Jugador kolejki

I tu wracamy do Iago Aspasa. Kapitan Celty pod wodzą nowego trenera wraca do swojej szczytowej formy. W efekcie Hiszpan w spotkaniu z Cadizem zanotował dwie przytomne asysty, wyegzekwował rzut karny, a także huknął w słupek, nie wspominając już o napędzaniu każdej ofensywnej akcji Galisyjczyków. Aspas to obecnie nie tylko najlepszy hiszpański strzelec LaLiga (którą to nagrodę zdobywał w latach 2016-2019), ale i najskuteczniejszy goleador w ogóle. Renesans 33-latka.

Golazo kolejki

Kolejny niespodziewany bohater. Aitor Ruibal ostatnie trafienie zaliczył 4 czerwca 2018 roku, występując w barwach drugoligowego Rayo Majadahonda. A teraz zobaczcie, jaki pocisk odpalił w meczu jego Realu Betis z Villarrealem.

Komentarze

Na temat “¡Que partidazo! #1. Nieoczekiwana zmiana miejsc