¡Que partidazo! #13 Gdzie dwóch się bije, tam Barcelona korzysta

Vinicius i Kieran Trippier
Vinicius i Kieran Trippier PressFocus

Remis w derbach Madrytu oznacza, że wyścig po mistrzostwo nie zakończył się jeszcze dla Realu, ale ten rezultat daje najwięcej nadziei Barcelonie, która w niedzielę miała dwa powody do świętowania.

Zrobić swoje i czekać

Blaugrana swoje spotkanie w ramach 26. kolejki rozgrywała w sobotę. Rywal w ostatnich latach niełatwy, ponadto znajdujący się w ostatnich tygodniach na fali wznoszącej. Idę o zakład, że jeszcze w listopadzie gracze Koemana w takim spotkaniu, jak z Osasuną, straciliby punkty. Nie trzeba zresztą cofać się tak daleko. Nawet już podczas tej świetnej serii spotkań bez porażki na przełomie grudnia i stycznia Dumie Katalonii przytrafiły się kompromitujące remisy z Eibarem czy Valencią. W Pampelunie zaś, Leo Messi i Jordi Alba po pięknej akcji szybko dali prowadzenie, a w końcówce debiutanckim trafieniem zamknął mecz Ilaix Moriba. Oczywiście, w pojedynczych okazjach swoim kunsztem musiał popisać się Marc-Andre Ter Stegen, ale pamiętając, że trzy dni wcześniej Barcelona grała wycieńczający, trwający ponad dwie godziny półfinał Pucharu Króla z Sevillą, jej kibice nie mieli prawa oczekiwać więcej niż relatywnie pewne zwycięstwo z zachowanym czystym kontem.

Niedziela pełna dobrych informacji

Niedziela była chyba jednym z najspokojniejszych, w ostatnich miesiącach, dniem dla zawodników Blaugrany. Ktoś z rywali w walce o mistrzostwo musiał stracić punkty, a ponadto miało zakończyć się “bezkrólewie” – czekały nas wybory na prezydenta klubu. Głosować poszli wszyscy gracze, mający status socio, w tym sam Leo Messi. Jak donosiły hiszpańskie media, zrobił to po raz pierwszy, odkąd jest w klubie, mimo, że wcześniej miał już dwie okazje. Starym-nowym prezydentem został Joan Laporta, o którym szerzej rozpisaliśmy się tutaj. Jednym zdaniem: choć może nie okazać się prezydentem idealnym, to wraz z jego zwycięstwem szanse Barcelony na powrót do europejskiej elity zdecydowanie wzrosły.

Derby Madrytu zaś, zakończyły się remisem. W pierwszej połowie zdecydowanie przeważali podopieczni Atletico, którzy tę przewagę przypieczętowali golem autorstwa Luisa Suareza. Po przerwie lepiej wyglądali już Królewscy, którzy w ostatnich minutach zdołali wyszarpnąć remis po bramce Karima Benzemy. Co to oznacza? Że Atletico powoli traci status drużyny nietykalnej, jaką miało po zakończeniu rundy jesiennej. I że nawet sięgnięcie po trzy punkty w zaległym spotkaniu z Athletikiem, zaplanowanym na środę, nie sprawi, że dystans dzielący Los Colchoneros od Barcelony i Realu, zapewni spokój.

Partidazo kolejki

Celta Vigo coraz częściej “dowozi” nam spotkania, w których szkoda marnować czasu na mruganie. Tym razem Galisyjczycy mierzyli się z zespołem, który rękami i nogami broni się przed spadkiem i, mówiąc szczerze, byłbym zachwycony, gdyby mu się to udało. Huesca, bowiem, odkąd przejął ją trener Pacheta, jest jednym z najciekawszych zespołów do śledzenia w hiszpańskiej ekstraklasie. W sobotę obie drużyny stworzyły nam prawdziwy rollercoaster, na którego każdej serpentynie czekał efektowny gol zmieniający obraz meczu. Piąta minuta – Celta zdążyła objąć prowadzenie. Po kwadransie wynik wskazywał już 2:1, a fantastycznym trafieniem popisał się Rafa Mir. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:3, a bohaterem Galisyjczyków został Fran Beltran. Po raz kolejny warto też wyróżnić Iago Aspasa, który maczał palce w każdej z bramek gości.

Evento kolejki

Był rzut karny czy też nie? Błędy i “błędy” sędziowskie zawsze podgrzewają dyskusje w Hiszpanii do czerwoności, a co dopiero, gdy do kontrowersji doszło w jednym z najważniejszych meczów sezonu?! Pod koniec pierwszej połowy Real Madryt wykonywał rzut rożny, przegrywając 0:1. Piłka zdecydowanie trafiła w ramię obrońcy Atletico, Felipe, ale arbiter – mimo długich konsultacji z wozem VAR oraz samodzielnej analizie sytuacji – postanowił puścić grę. Moim zdaniem sytuacja była bardzo trudna do jednoznacznej interpretacji, ale rozumiem protesty ludzi z obozu Królewskich.

Jugador kolejki

Rzadko zdarza się, by graczem kolejki zostawał bramkarz, a tym razem najchętniej nominowałbym dwóch. Ostatecznie, choć Dani Cardenas wyczyniał cuda w bramce Levante, broniąc dwie sytuacje sam na sam i kilka strzałów z bliska, a także pokazując spore wyczucie, zmuszając Portu do lobowania z nieprzygotowanej pozycji, nie zdołał on wywalczyć dla swej drużyny chociaż punktu w spotkaniu z Realem Sociedad. W przeciwieństwie do Jaspera Cillessena, któremu w ciągu 90 minut derbów z Villarrealem “zarzucić” można jedynie to, że dał się pokonać Gerardowi Moreno z rzutu karnego. Poza tym, Holender wyczyniał prawdziwe cuda w bramce. Cuda te, dodajmy, sprawiły, że pogrążona w kryzysie drużyna Los Che, wygrała prestiżowe Derbi de la Comunitat z Villarrealem, który latem odkupił od niej dwóch najlepszych pomocników. Fenomenalny występ reprezentanta Holandii.

Golazo kolejki

Mój wybór padł na, wspomniane już trafienie Rafy Mira. Długie podanie z własnej połowy w wykonaniu Mikela Rico, długi rajd na dobrej szybkości, wygrana walka z Jeisonem Murillo i piękny strzał znamionujący wielką pewność siebie. Nawet, jeśli Huesca pożegna się z ekstraklasą, to tacy gracze, jak Rafa Mir, z pewnością pozostaną w elicie. Nie wiem, czy po zakończeniu wypożyczenia Hiszpan zagrzeje miejsce w Wolverhampton, ale w La Lidze nie zabraknie chętnych na tak wszechstronnego napastnika.

Komentarze