¡Que partidazo! #14 Uśpieni giganci to nadal giganci

Leo Messi i Antoine Griezmann w meczu z Hueską
Leo Messi i Antoine Griezmann w meczu z Hueską PressFocus

Pamiętacie jeszcze, że Atletico po 19 rozegranych kolejkach miało na koncie rekordowe 50 punktów i pewnie zmierzało po mistrzostwo? Przewaga stopniała niczym śnieg, a pod nim chowały się wszelkie niedostatki zespołu Simeone. Ostatnie kolejki, jak odwilż, zaprezentowały je całej lidze, a ze słabości rywala zamierzają skorzystać dwaj giganci skazywani niedawno na pożarcie.

Dwa oblicza Luisa Suareza

Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby Luis Suarez pozostał w Barcelonie, dziś Duma Katalonii miałaby wystarczającą przewagę, by odliczać tygodnie do koronacji na mistrzów kraju. Urugwajczyk nastrzelał mnóstwo bramek. Jednakże, już w poprzednich sezonach potrzebował on kogoś, kto weźmie na siebie odpowiedzialność za gole, jeśli ten będzie miał swój gorszy dzień. A choć to napastnik wybitny, to z wiekiem takich dni pojawiało się coraz więcej. W siedmiu ostatnich kolejkach Atletico pięciokrotnie gubiło punkty. W pięciu z tych spotkań Suarez zdobył bramkę tylko w rywalizacji z Realem Madryt. Ofensywa Rojiblancos jest w pełni zależna od formy 34-letniego napastnika. W pierwszej połowie sezonu częściej tę odpowiedzialność brali na siebie inni, jak Yannick Carrasco, który zagwarantował zwycięstwo z Barceloną, czy Thomas Lemar, notujący ostatnio dość ciche tygodnie. Rekordowe posiadanie piłki na nic się nie zdało, bo Atletico zwyczajnie nie zagrażało bramce rywala.

W buty Leo Messiego nie chce wejść Joao Felix, który swoją kreatywnością powinien zamykać takie mecze, jak ostatni bezbramkowy remis z Getafe. Portugalczyk skierował nawet piłkę do siatki. Gol nie mógł zostać jednak uznany przez to, że dośrodkowujący Marcos Llorente podawał już zza linii końcowej. Poza tą sytuacją – mizeria. Cóż, jeśli Suarez nie ma na boisku partnera, to może choć zastępcę?

Tu ostatni mecz z Getafe może być akurat promyczkiem nadziei. Diego Simeone dał bowiem Moussie Dembele pół godziny. Francuz, co prawda, sprokurował niemal rzut karny – a mówiąc wprost, błąd popełnił arbiter, tego karnego nie dyktując – i zmarnował dogodną okazję, ale dał Atletico to, czego zespół potrzebował. Mowa tu o ruchliwości i stwarzaniu zagrożenia pod bramką rywala. Na Chelsea to może nie wystarczyć, ale jeśli Diego Simeone chce liczyć na Luisa Suareza, w którymś z najbliższych meczów ligowych musi go “zluzować”.

Królewskim brakowało jakości, ale pokazali ambicję

To, co nie udało się Atletico, osiągnął rywal zza miedzy. Jak Los Colchoneros niemiłosiernie męczyli się z Getafe, tak Real Madryt długo nie był w stanie sforsować defensywy Elche. Ba, Królewscy byli nawet w gorszej sytuacji, bo musieli odrabiać straty. I tu pelerynę superbohatera założył Karim Benzema. Francuz zanotował dublet, w tym piękne uderzenie wolejem słabszą nogą na wagę trzech punktów. Atletico nie zachwyca? Real też nie. W zespole Królewskich jest jednak kilku zawodników – z Benzemą na czele – którzy są w stanie zdobyć bramkę z niczego. A tego podopiecznym Simeone brakuje od dobrych kilku tygodni.

Show Messiego

I wtedy wchodzi ona, cała na bordowo-granatowo. Gdyby robić ranking sił ekip La Ligi, w tym momencie Barcelona byłaby bezapelacyjnie na jego szczycie. Jedyna niepokonana drużyna w tym roku kalendarzowym, grająca też najskuteczniejszy i najładniejszy futbol, dowodzona przez Messiego w świetnej formie. Przypuszczam, że jeszcze jesienią Blaugrana, mając szansę na nadrobienie strat do Atletico w meczu zamykającym kolejkę przeciwko czerwonej latarni ligi, zgubiłaby punkty. Po spotkaniu dyskutowałoby się o kolejnym błędzie Lengleta czy Minguezy, a także narzekałoby się na kolejny bezbarwny mecz Griezmanna.

Podopieczni Koemana nauczyli się jednak stawiać czoła presji. Mając w pamięci kilka ostatnich edycji Ligi Mistrzów, to właśnie może być najważniejszym osiągnięciem holenderskiego trenera. W 12 ostatnich kolejkach Barcelona straciła punkty raz, remisując z Cadizem. Ta seria pozwoliła Blaugranie skończyć ze skomplikowanymi obliczeniami w stylu: gracze Simeone mają przewagę dziesięciu oczek i dwa zaległe mecze, a my jeden. Po wysokim triumfie Barcelony nad Hueską, o którym szerzej piszę niżej, cała wielka trójka ma na koncie tyle samo spotkań. Z dwucyfrowej przewagi Los Colchoneros zrobiły się marne cztery punkty. Jako, że Barcelonie pozostało skupić się na rozgrywkach ligowych, nie boję się przyznać, że to ona wyrasta w moich oczach na faworyta do odzyskania mistrzostwa Hiszpanii.

Partidazo kolejki

Trzy bezbramkowe remisy sprawiły, że w tym tygodniu wybór spotkania kolejki stał się znacznie trudniejszy. Zwłaszcza, że zawiodły Gran Derbi, co zdarza się niezmiernie rzadko. W związku z tym najprzyjemniej oglądało się w ten weekend “pojedynek gołego tyłka z pasem”. Tak bowiem należy określić spotkanie Barcelony z Huescą. Spektakularne trafienia Leo Messiego i Antoine’a Griezmanna, ale też po prostu sporo piłkarskiej jakości. Głównie ze strony gospodarzy, ale i Rafa Mir dał kolejne argumenty za swoim transferem do lepszej ekipy.

Evento kolejki

Sytuacja Edena Hazarda nigdy nie była zabawna – zwłaszcza dla kibiców Realu Madryt – ale teraz zakrawa już o tragikomedię. Belg dostał kwadrans w spotkaniu z Elche, a wcześniejsze rapoty AS-a i Marki podkreślały, że zawodnik zrobił wszystko, by wrócić w jak najlepszej formie. W poniedziałek nie uczestniczył już w treningu. Klub poinformował, że były gracz Chelsea cierpi, tym razem, na kontuzję prawego mięśnia lędźwiowego, a zatem przerwa w grze wyniesie od czterech do sześciu tygodni. Hazard spędził w tym sezonie na boisku zaledwie 636 minuty, bezustannie walcząc z urazami. Nie chcę nawet myśleć, co musi teraz dziać się w głowie zawodnika, za którego Real Madryt zapłacił 115 milionów euro.

Jugador kolejki

Hazard i Ramos wrócili w meczu z Elche, ale to inny rekonwalescent znów podał swoim kolegom tlen. Karim Benzema po niezwykle ważnym golu w derbach dołożył dublet przeciwko Elche. Warto wyróżnić zwłaszcza drugie trafienie, w którym Francuz zaprezentował pewność siebie, odwagę i niezwykłą technikę. Takich napastników potrzebuje klub chcący walczyć o najwyższe trofea, choć sam Karim może do tego nie wystarczyć.

Golazo kolejki

W starciu z Hueską dwoma, niemal identycznymi trafieniami z dystansu, popisali się Leo Messi i Antoine Griezmann – Argentyńczyk dorzucił w końcówce jeszcze jedną bramkę zza pola karnego – i mój wybór gola kolejki musiał rozstrzygnąć się między kolegami z drużyny. Padło na uderzenie kapitana Dumy Katalonii, z kilku powodów. Po pierwsze, był to gol otwierający spotkanie. Po drugie, Messi zmieścił piłkę niemal idealnie w okienku bramki, a futbolówka po odbiciu od poprzeczki wpadła za plecy golkipera Hueski, a po trzecie, był to piękny sposób, by uczcić kolejny rekord. Argentyńczyk zrównał się bowiem z Xavim w liczbie meczów rozegranych w koszulce Dumy Katalonii. 767 spotkań, 661 trafień, 290 asyst – oby Messi śrubował ten rekord jak najdłużej.

Komentarze