Oscar Mingueza
Oscar Mingueza PressFocus

¡Que partidazo! #2. Katalońska zmiana warty

Kibice Barcelony są tak rozpieszczani w trakcie kończącego się roku przez swych ulubieńców, że pewnie ucieszyliby się z rózgi pod choinką. W zalewie nijakości, fatalnych wyników i prania brudów, jest jedna kwestia, za którą trenera Ronalda Koemana wymaga pochwalić. Nawet, jeśli został do niej przymuszony okolicznościami.

Drugi odcinek ¡Que partidazo! jest o tyle niecodzienny, że podsumowując zakończoną kolejkę, konieczne okazało się dodanie do niej dwóch spotkań rozegranych awansem. Mowa tu o niespodziewanym zwycięstwie Barcelony nad Realem Sociedad i triumfie Realu Madryt nad Athletikiem, przez co zawodnicy tych czterech drużyn dostali podwójną szansę na pokazanie się publiczności i zasłużenie na wyróżnienia. Jednemu z nich wyjątkowo udało się zabłysnąć.

Myślę, że nie ma sensu już oszukiwać sympatyków Blaugrany. Choć jej szkoleniowiec twierdzi, że walka o mistrzostwo nie została zakończona, to sobotni remis z Valencią obnażył – nie po raz pierwszy – wszystkie braki Dumy Katalonii. Mowa tu głównie o nieskuteczności, niezbędnej do zabicia spotkania, którą pokazała Barcelona już w nerwowej końcówce meczu z Realem Sociedad. Do tego dodać należy kiepskie decyzje personalne Koemana, a także jego brak wyczucia w przeprowadzaniu zmian. Jedno trzeba jednak Holendrowi oddać. Na tyle, na ile to możliwe, stawia on na młodzież i – być może poza casusem Busquetsa – nie ma dla niego świętych krów. W kiepskiej formie znajduje się Philippe Coutinho? Nie ma przebacz, jego miejsce w meczu z liderem zajmuje Pedri, nad którym rozpływają się hiszpańskie media. Junior Firpo nadal nie przystaje poziomem do drużyny? W takim razie każde spotkanie, od deski do deski, dostaje Sergino Dest, choć Koeman zaznacza, że hiszpański lewy obrońca może, w razie konieczności, obskoczyć obie flanki. Do momentu kontuzji trener mocno budował też Ansu Fatiego, ale tu nie ma, co dodawać filozofii, bo który trener odstawiłby tak wielki talent, mając przy okazji deficyt wśród skrzydłowych? Najmocniej tendencję do nie zaglądania w kartotekę widać w przypadku środkowych obrońców.

Na kłopoty Araujo

Środa, godzina 21.00. W spotkaniu rozgrywanym awansem Barcelona podejmuje u siebie ówczesnego lidera LaLiga, Real Sociedad. Rywal, który na Camp Nou nie wygrał od zamierzchłych czasów, jest jednocześnie jednym z najgroźniejszych rywali w kraju. Barcelona musi wygrać, by nie tylko uszczuplić dorobek punktowy bezpośredniego przeciwnika do gry w europejskich pucharach, ale i by wznowić entuzjazm wśród kibiców i udowodnić, że nadal stać ją na wygrywanie z czołowymi ekipami. Czy efekt uzyskano? Powiedziałbym, że średnio. O ile pierwsza połowa Blaugrany mogła się podobać, a w drugiej podopieczni Koemana, mówiąc wprost, dowieźli korzystny wynik, o tyle całą radość po ważnym triumfie przekreślił późniejszy remis z Valencią. Nie uprzedzajmy jednak faktów. W składzie wyjściowym Dumy Katalonii pojawia się duet stoperów Mingueza-Araujo. Dwóch 21-latków. Ktoś powie: okej, ale Koeman już latem prosił o wzmocnienie na tej pozycji, więc pewnie szyje z tego, co ma. Nie do końca. Na ławce rezerwowych pozostał bowiem reprezentant Francji, uznawany za czasów Ernesto Valverde za jednego z najlepszych obrońców ligi, czyli Clement Lenglet. 25-latek w tej kampanii spisuje się katastrofalnie. Popełnia błąd za błędem, czego punktem kulminacyjnym był gol Negredo po “przyjęciu” Lengleta po niegroźnym wyrzucie z autu. Mimo tego, który z byłych trenerów Barcelony w tak newralgicznym momencie odstawiłby najbardziej doświadczonego stopera i postawił na Minguezę, który do niedawna był daleko nawet w hierarchii Barcelony B, a także wracającego po kontuzji Araujo? Ta odwaga opłaciła się Koemanowi. W meczu z Realem Sociedad obaj defensorzy zagrali naprawdę solidnie. Kolejne spotkanie z Valencią obnażyło braki w ustawieniu, czy nawet piłkarskim obyciu, Minguezy, ale Araujo wyrósł na jednego z bohaterów meczu. Nie tylko dwoił się i troił w defensywie, ale do tego dodał przepiękne uderzenie nożycami, które w tamtym momencie wyprowadzało Barcelonę na prowadzenie. Nowym duetem zachwycony jest sam Gerard Pique.

Mingueza i Araujo bardzo mnie interesują, bo to zawodnicy mający przed sobą wielką przyszłość – ocenił 33-latek, który na pozycji stopera osiągnął wszystko, co możliwe, zarówno na poziomie klubowym, jak i reprezentacyjnym.

Powiew świeżości

Oczywiście, możemy powiedzieć, że Koeman jest do stawiania na młodych zmuszony. Ale, po pierwsze, jeśli zawodnik Holendra nie przekonuje (spoglądam na ciebie, panie Riqui), to nie będzie podstawowym graczem nawet przy brakach kadrowych. A po drugie, drodzy kibice, przypominacie sobie, kiedy ostatnio tak regularnie wprowadzano młokosów do pierwszego zespołu? Nawet Guardiola na początku swej kariery na Camp Nou poprzestał na Pique (którego doświadczenia zdobytego w Manchesterze United nie sposób porównać do sytuacji Minguezy czy Araujo) i Busquetsa, do których później dołączył Pedro. Ten wielki szkoleniowiec sam zaczął masowo dawać szanse młodym, gdy został do tego zmuszony przez kontuzje. Mam tu na myśli ostatni sezon Guardioli na Camp Nou, czyli 2011/2012, gdzie regularnie na boisku pojawiali się Sergi Roberto, Isaac Cuenca i Cristian Tello. Dziś już wiemy, że pierwszy z nich pozostał w Barcelonie w roli zapchajdziury, Tello jest podstawowym graczem średniaka LaLiga, a Cuenca zaginął na peryferiach futbolu.

I tak, może marne to pocieszenie, ale w sezonie przejściowym, który można by zatytułować osamotnionym znakiem zapytania, próba zmiany warty w tak skostniałej drużynie jak Barcelona, musi stanowić mały promień słońca.

Partidazo kolejki

Wśród 12 spotkań rozegranych od ostatniego odcinka ¡Que partidazo! znalazło się kilka perełek, takich, jak zwycięstwa Atletico nad Elche (3:1), a także pewny wyjazdowy triumf Villarrealu w Pampelunie (3:1). Bardzo przyjemnie oglądało się także pojedynek Eibaru z Realem Madryt, a mimo tego najlepiej bawiłem się w trakcie starcia Barcelony z Valencią (2:2). Czego tu bowiem nie było! Błąd obrońcy, podyktowanie rzutu karnego, wyrzucenie zawodnika z boiska, cofnięcie kary przez arbitra, zmarnowanie “jedenastki” i trafienie Messiego głową – a mówię tu tylko o jednej akcji. Do tego możemy dopisać popis Diakhaby’ego, który w dziecinny sposób zgubił Griezmanna przy rzucie rożnym, a także niezwykłe trafienie Ronalda Araujo. 21-latek nożycami zdobył debiutancką bramkę dla Dumy Katalonii, co nie może dziwić każdego, kto śledził poczynania Urugwajczyka w rezerwach Barcelony. Araujo rozpoczynał karierę na pozycji napastnika i to widać, słychać i czuć. Stoper potrafiący zdobywać gole to nieoceniony skarb. Spytajcie kibiców Realu Madryt.

Evento kolejki

Niezwykła remontada Levante. W spotkaniu ekipy z Walencji z Realem Sociedad nałożyły się na siebie dwa trendy panujące w obu zespołach. Dla Basków owy trend jest mocno niepokojący, bo po meczach z Eibarem i Barceloną było to trzecie starcie z rzędu, w którym podopieczni Alguacila obejmowali prowadzenie, by ostatecznie nie zdobyć kompletu punktów. Z Eibarem zremisowali, kolejne dwa przypadki zakończyły się już porażkami. Dla Levante natomiast gonienie wyniku to chleb powszedni. W ostatnich tygodniach trzykrotnie udawało im się nadrobić “handicap”, by ostatecznie podzielić się punktami z Realem Valladolid, Deportivo Alaves i Granadą. Jeszcze w październiku udało się nawet po szybkiej utracie gola wygrać z Osasuną, ale pokonać w takich okolicznościach Real Sociedad, to inna para kaloszy. Nie chcę demonizować, ani narzekać, ale Baskowie mieli wszystko, by w tym sezonie autentycznie namieszać w walce o mistrzostwo. O ich fenomenalnym początku kampanii niech zaświadczy fakt, że choć na pięć ostatnich meczów zdobyli zaledwie trzy punkty, to tracą zaledwie trzy “oczka” do duopolu z Madrytu. Jednakże, przy takich błędach, jakie popełniła defensywa Realu Sociedad przy trafieniach Rogera i de Frutosa, trudno uwierzyć w walkę o coś więcej niż top 4. Mam jednak cichą nadzieję, że gdy po Nowym Roku do zdrowia wrócą Adnan Januzaj, David Silva czy Mikel Oyarzabal, Baskowie namieszają jeszcze trochę w czołówce.

Jugador kolejki

Tu objawia się przewaga, jaką miało rozegranie dwóch spotkań zamiast jednego. Biorąc bowiem pod uwagę zarówno mecz z Athletikiem, jak i Eibarem, kandydat na zawodnika tygodnia wyłonił się niemal samoistnie. Trzy gole, dwie asysty – to dorobek liczbowy Karima Benzemy. Napastnik Realu Madryt wrócił na swój najwyższy, niebotyczny poziom, wykorzystując też wysoką formę dogrywających mu raz za razem Toniego Kroosa i Luki Modricia. Tych wysoka dyspozycja, akurat, nie ma póki co przełożenia na liczby (obaj mają na koncie po jednej ligowej asyście), ale często decydują o tym centymetry. Dość powiedzieć, że Benzema mógł z Eibarem z łatwością skompletować hat tricka po świetnym podaniu Kroosa, ale arbiter odgwizdał minimalnego spalonego. Gra Karima to elegancja (to ogranie Kevina Rodriguesa przy asyście do Modricia!), skuteczność (choć w meczach z Athletikiem i Eibarem spokojnie mógł mieć dwukrotnie większy dorobek bramkowy) i czysta przyjemność z gry. Najlepszy napastnik w historii Francji? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że dzięki trafieniu z Eibarem Karim ma więcej bramek w LaLiga niż Thierry Henry w Premier League, a w Lidze Mistrzów bije rodaka na głowę, mając tam o 23 gole więcej. Nieźle, jak na napastnika, któremu zarzuca się brak skuteczności.

Golazo kolejki

Tu rywalizacja była nad wyraz zażarta. W wolnej chwili zobaczcie pięknego loba Gerarda Moreno, zerwanie pajęczyny w wykonaniu Raula Carnero czy trafienie Cucho z Cadizem, ale mój wybór padł na kogoś innego. Znaczenie miał bowiem nie tylko aspekt estetyczny, ale też ciężar gatunkowy rywala. Dlatego też najpiękniejszym trafieniem kolejki wybrałem trafienie Kike Garcii, które w tamtym momencie dawało nadzieję Eibarowi na odwrócenie losów rywalizacji z Realem Madryt. Przyjęcie piłki plecami do bramki, ogranie Casemiro, ścięcie do środka i fe-no-me-nal-ne trafienie, przy którym Thibaut Courtois nie miał najmniejszych szans.

Komentarze