¡Que partidazo! #20 Barcelona wysuwa się na czoło peletonu

Antoine Griezmann
Antoine Griezmann PressFocus

W ostatnim odcinku pisałem, że kto pierwszy się potknie, ten znacznie zredukuje swoje szanse na mistrzostwo. W ostatniej kolejce bolesne potknięcia zanotowały obie ekipy z Madrytu, a jeżeli Barcelona w czwartek wygra zaległy mecz z Granadą, zostanie wyraźnym faworytem wyścigu.

Niezwykła droga Barcelony

Od początku sezonu Barcelona oglądała plecy Atletico Madryt. W pewnym momencie przewaga Rojiblancos nad resztą stawki wzrosła na tyle, że nawet nie zastanawiano się, na ile tak naprawdę stać w tym sezonie Dumę Katalonii. Dodatkowo, nastroje tonował sam Ronald Koeman, powtarzając jak mantrę: “nie posiadam kadry zdolnej do walki o tytuły”.

Holender zarządzał szatnią w obliczu “bezkrólewia” w klubie i często na konferencjach odpowiadał nie na pytania związane z drużyną, co z Barceloną jako instytucją. Nieraz był obrażany, nierzadko też sugerowano, że niebawem straci pracę. Koeman nie komentował tych doniesień, tylko wziął się ostro do pracy.

Pewność siebie

Blaugrana miałaby prawo nie czuć się na boisku pewnie. W rundzie jesiennej rozegrała fatalne spotkanie z Juventusem, które ostatecznie kosztowało ją utratę pierwszego miejsca w grupie, przez co Katalończycy zagrali z Paris Saint-Germain, a nie Porto. Wyraźnie przegrali ligowy Klasyk, a i z meczu na Wanda Metropolitano wrócili na tarczy. Apogeum tego fatalnego trendu nastał w lutym, gdy Barcelona najpierw przegrała pierwszy półfinał Pucharu Króla z Sevillą (0:2), a następnie dała się upokorzyć Paris Saint-Germain (1:4).

Mniej więcej wtedy w zespole nastąpiła przemiana. Odrobili straty przeciwko Sevilli, a w rewanżu z paryżanami zaprezentowali się znacznie lepiej od rywali. Choć zawiodła skuteczność, remis z jedną z najlepszych ekip w Europie pokazał wytyczoną drogę. Po drodze Blaugranie zdarzyła się kolejna wpadka, bo przegrała na stadionie im. Alfredo Di Stefano, ale poza tym meczem nie widać w ekipie większych wahań formy.

Podczas, gdy Real ma ogromne problemy ze zdobywaniem goli – z ostatnich czterech meczów aż trzy kończyły się bezbramkowymi remisami – Barcelona strzela jak na zawołanie. Odstawiła resztę stawki w Hiszpanii, trafiając do wrogiej siatki aż 76 razy. Drugie w tej klasyfikacji Atletico ma na koncie zaledwie 60 bramek. Ponadto Blaugrana nie ma problemów z odrabianiem strat. Udowadniała to wielokrotnie w ostatnich miesiącach, a w niedzielnym meczu z Villarrealem dała temu kolejny dowód.

Wyśmienita forma liderów

W roku 2021 nikt nie prezentuje równie wybornej formy co Leo Messi. Argentyńczyk zanotował w nim już 23 bramki i siedem asyst. Rzecz jasna, przekłada się to na grę zespołu. Jeden z najlepszych sezonów rozgrywa też Jordi Alba, a Frenkie De Jong przerósł już samego siebie z czasów Ajaxu. Sprawdza się w każdej roli: środkowego obrońcy, któregokolwiek z pomocników, a nawet jako skrzydłowy czy napastnik. Do tego ważne bramki zdobywa Antoine Griezmann, a Oscar Mingueza okrzepł na środku obrony.

Przy tym, jak niestabilnie wyglądają Atletico i Real, a przy tym zakładając, że Sevilla nie zdoła jednak kontynuować swej zwycięskiej serii do końca sezonu, wiele wskazuje na to, że sezon rozstrzygnie 35. kolejka. To wówczas na Camp Nou Blaugrana podejmie u siebie Rojiblancos, a Królewscy zmierzą się z Sevillą. Różnica jest taka, że teraz to Barcelona rozdaje karty. Wcześniej – zakładając, że faworyci zdobędą do tej pory komplet punktów – Atletico potrzebowało na Camp Nou zaledwie remisu. Teraz podopieczni Simeone będą zmuszeni zaatakować, a to otworzy korytarze do kontrataków lubujących się w takich sytuacjach Katalończykom. Jeżeli w czwartek gracze Koemana zrobią swoje i pokonają w zaległym meczu Granadę, trudno mi wyobrazić sobie, by mistrzostwo powędrowało gdzie indziej niż do bordowo-granatowej siedziby.

Partidazo kolejki

Choć fani Królewskich rozpaczają przez bezbramkowy rezultat starcia z Betisem, to był naprawdę fascynujący mecz. Obie drużyny starające się przejąć inicjatywę, sporo groźnych strzałów, kilka kontrowersji i – co najważniejsze – fenomenalna postawa obu bramkarzy. Dwa tygodnie temu Claudio Bravo zatrzymał Atletico, a w sobotę powtórzył ten wyczyn przeciwko Realowi Madryt. Kto wie, czy Chilijczyk nie okaże się cichym bohaterem byłych kolegów w szatni Barcelony.

Evento kolejki

Pozostając przy Królewskich, najważniejszym wydarzeniem weekendu był powrót do gry Edena Hazarda. Pewnie, wiem, że wspominam o tym nie po raz pierwszy, ale to najwyższy czas, by Belg zaczął się spłacać. W starciu z Realem Betis zaprezentował się z naprawdę świetnej strony, a media – jak zwykle, gdy były gracz Chelsea wraca do kadry meczowej – zapowiadają, że nigdy nie wyglądał tak dobrze pod względem fizycznym. Madryckie dzienniki pisały nawet, że to Hazard pozwala Zidane’owi marzyć o podwójnej koronie. 30-latek ma teraz idealną okazję, by wejść “cały na biało”. Bo piętnaście rozegranych dotychczas meczów i zdobyte w nich trzy bramki nie mają prawa robić na nikim wrażenia.

Jugador kolejki

A skoro o przebudzeniach w idealnych momentach mowa, to nagroda zawodnika kolejki wędruje w ręce Enesa Unala. Turek trafiał do Hiszpanii po fenomenalnym sezonie w Twente, w którym zanotował 18 ligowych bramek. Od tamtej pory nie grzeszył jednak skutecznością. Dość powiedzieć, że tydzień temu miał na koncie zaledwie jednego gola. A Getafe tych trafień potrzebowało na gwałt. W niedawnym meczu z Barceloną nadeszło przełamanie. Unal wywalczył rzut karny, który skutecznie zamienił na bramkę kontaktową. Nie przełożyło się to na punkty dla zespołu spod Madrytu, ale dało Turkowi pewność siebie, by błysnąć w następnej kolejce. W niedzielę Unal zdobył obie bramki w meczu przeciwko Huesce, znacznie przybliżając Getafe do utrzymania. Jeżeli 23-latek utrzyma swoją dyspozycję, to wspierany przez Marca Cucurellę, Carlesa Alenę czy Take Kubo, powinien znacznie ułatwić Pepe Bordalasowi pozostanie w ekstraklasie.

Golazo kolejki

Formę Antoine’a Griezmanna w tym sezonie najłatwiej określić jako sinusoidalną. Francuz potrafił rozgrywać kilka niezłych meczów pod rząd, by później zniknąć jak kamfora. Oddajmy jednak Księciu, co książęce. Zanotował dwa gole i dwie asysty w szalonej gonitwie za Granadą w ćwierćfinale Pucharu Króla, a następnie otworzył wynik w finale z Athletikiem. Z Villarrealem zaliczył jednak, być może, indywidualnie najważniejszy występ w koszulce Barcelony. Nie jest bowiem tajemnicą, że dla Griezmanna najważniejszymi trofeami, których brakuje w jego gablotce, są Liga Mistrzów i mistrzostwo Hiszpanii. Na uszaty puchar poczekać musi co najmniej rok, ale dzięki dubletowi w najtrudniejszym z pozostałych meczów wyjazdowych znacznie przybliżył swoją drużynę do krajowego triumfu. A bramka na 1:1 była małym dziełem sztuki.

Komentarze