Diego Simeone
Diego Simeone PressFocus

¡Que partidazo! #4 Dewiza Simeone żywa jak nigdy

“Mecz po meczu” – zwykł mawiać Diego Simeone. Stawiać sobie kolejne, małe cele, nie rozpraszać się. I wygląda na to, że Atletico sięgnie dzięki temu po wymarzone mistrzostwo.

Punktować tam, gdzie trzeba

Wielokrotnie już o tym pisano, ale po ostatnim spotkaniu z Deportivo Alaves (2:1) trzeba to podkreślić – Atletico jest najregularniejszym zespołem LaLiga. Podczas, gdy kibice Realu Madryt i Barcelony przerzucają się nawzajem złośliwościami na temat utraty punktów z przeciętniakami, Los Colchoneros obijają takich delikwentów bez litości. W tym momencie trzeba pokusić się o małą wyliczankę, by pokazać, dlaczego ta cecha zespołu “Cholo” jest tak imponująca.

Atletico wbiło Deportivo Alaves bramkę w samej końcówce. Sam rywal pretenduje do bycia jednym z najbardziej nijakich zespołów w LaLiga, ale w tym sezonie zdołał już pokonać Real (2:1) i zremisować z Barceloną (1:1). Pod koniec 2020 roku Rojiblancos skromnie pokonali w derbach Getafe. Ostatni domowy triumf podopiecznych Pepe Bordalasa? Pokonanie Dumy Katalonii. Rozbite jeszcze wcześniej Elche potrafiło urwać punkty Królewskim. Oczywiście, swoistym diamentem w koronie Atletico jest zwycięstwo nad Cadizem, które odarło ze skalpu zarówno ekipę Zidane’a (1:0), jak i Koemana (2:1). Tylko Real Valladolid i Betis solidarnie przegrał ze wszystkimi trzema hegemonami LaLiga, a możliwe, że taki los czeka jeszcze Osasunę, która w tej rundzie nie mierzyła się jeszcze z Królewskimi. Z pozostałymi rywalami tak systematycznie radzi sobie tylko naoliwiona maszyna Diego Simeone. A, że poległa akurat z Bayernem Monachium i Realem Madryt? Cóż, żaden wstyd.

Uruguayo!

Ogromna w tym rola Luisa Suareza. Urugwajczyk wbił gwóźdź do trumny Deportivo Alaves w 90. minucie, ale nie był to jedyny kluczowy gol napastnika w tym sezonie. “El Pistolero” zdobył też jedyną bramkę przeciwko Getafe, dwa pierwsze trafienia przeciwko Elche (3:1) i otworzył wynik meczu przeciwko Celcie Vigo (2:0). Suarez ma najlepsze wejście do drużyny Atletico w tym stuleciu. W rozgrywkach ligowych ma na koncie 11 udziałów bramkowych (9 goli i dwie asysty) w 12 meczach. Najbliżej tego osiągnięcia był Radamel Falcao w 2011 roku, który w takiej samej liczbie meczów zanotował o jedno ostatnie podanie mniej. Diego Simeone ani trochę nie przesadził, mówiąc, że to właśnie Urugwajczyk pozwolił jego drużynie wznieść się na jeszcze wyższy, bo mierzący w najważniejsze trofea, poziom.

Problem może pojawić się, gdy Atletico nie sprowadzi zimą żadnego napastnika. Po odejściu Diego Costy, jedynym rasowym snajperem w kadrze jest właśnie Luisito. Nawet zakładając optymistycznie, że Suarez omijać będzie gabinety lekarskie, to przy swoim stylu prowadzenia się nie będzie w stanie grać na najwyższym poziomie co trzy dni. By Rojiblancos utrzymali się na fali wznoszącej, transfer na tę pozycję wydaje się nieodzowny. Chyba, że po raz kolejny sytuację uratuje Marcos Llorente, który chyba na żadnej pozycji nie potrafi zagrać poniżej dobrego poziomu.

Partidazo kolejki

Szczerze mówiąc, w tej kolejce nie oglądaliśmy żadnego widowiska, które wgniotłoby nas w fotel. Już miałem postawić na żywe spotkanie Atletico z Deportivo Alaves, ale skoro tak się o nim rozpisałem wcześniej, to wybór padł na Gran Derbi. Nie było to spotkanie, jakiego się spodziewałem. Szczerze mówiąc, jakości w nim było mało, zwłaszcza ze strony Sevilli. Tak naprawdę, to Real Betis może być wściekły, że zakończył mecz z zaledwie jednym punktem. Tak, mówimy o tym samym zespole, który tak katastrofalnie prezentuje się co tydzień w defensywie.

W derbach podopieczni Pellegriniego weszli jednak na szczyt swych umiejętności, kreowali mnóstwo sytuacji i nie popełniali wielu błędów pod własną bramką. Celebrę zepsuł jedynie Nabil Fekir, który podszedł do wywalczonego przez siebie rzutu karnego i spartolił go koncertowo. Wątpię, by po golu na 2:1 Sevilla była w stanie się podnieść. Bo był to najsłabszy mecz podopiecznych Julena Lopeteguiego od popisu Oliviera Giroud w Lidze Mistrzów.

Evento kolejki

Bezapelacyjnie zatrudnienie Marcelino przez Athletic Bilbao. Byłoby to najważniejszym wydarzeniem nawet bez absurdalnego timingu zwolnienia Gaizki Garitano. Włodarze Los Leones mieli mnóstwo okazji i powodów, by zwolnić dotychczasowego trenera już wcześniej. Zdecydowali się na to jednak po zwycięstwie Athletiku nad Elche. Zwycięstwie, dodajmy, efektownym, w którym przebudził się Inaki Williams i świetnie prezentował się Iker Muniain.

Jeśli jednak Marcelino odmieni na stałe sposób gry Basków, o dziwacznych okolicznościach jego zatrudnienia niebawem nikt nie będzie pamiętał. Były trener Valencii dostał pół roku na przegląd wojsk i powalczenie o jakiś puchar. Trudno mi bowiem spodziewać się, by Athletic powalczył nagle o czołowe miejsca w lidze, bo rywalizacja jest zbyt mocna. Ale pamiętajmy, że zespół z Bilbao czeka zaległy finał Pucharu Króla z Realem Sociedad, a niebawem rozpocznie też swoją przygodę z aktualną edycją tego turnieju. Za tydzień też Athletic zmierzy się w półfinale Superpucharu Hiszpanii z Realem Madryt. Wydaje się więc, że moment zatrudnienia Marcelino może okazać się idealny. Zwłaszcza, jeśli Hiszpan doda do, zakurzonej już nieco, baskijskiej gabloty jakieś trofeum.

Jugador kolejki

Wreszcie, chciałoby się rzec! Często chwaliłem tu Bryana Gila, ale 19-latek w końcu dodał do swej gry konkrety. Dwa gole w pojedynku jego Eibaru z Granadą (2:0) sprawiły, że został drugim, po Ansu Fatim, zawodnikiem urodzonym w XXI wieku z dubletem w LaLiga. Wspaniały występ skrzydłowego wypożyczonego z Sevilli, zwieńczony efektownymi trafieniami dającymi zwycięstwo nad uczestnikiem fazy pucharowej Ligi Europy. Oby teraz rozwiązał się dla Gila worek z bramkami, bo potencjał ofensywny ma młodzian imponujący.

Golazo kolejki

Błyskawiczna decyzja, efektowny strzał, który wyłamuje ręce bramkarza i od poprzeczki wpada do siatki, wyprowadzając beniaminka na prowadzenie. W ten sposób Anthony Lozano przybliżył Cadiz do zdarcia kolejnego wyjazdowego skalpu, tym razem zdjętego z Valencii. Ostatecznie piękny gol Honduranina dał podopiecznym Cervery zaledwie remis, bo w końcówce Maxi Gomez zdobył typową dla siebie bramkę głową, ale samo zachowanie Lozano – palce lizać. Akcja bramkowa rozpoczyna się w 23. sekundzie poniższego wideo.

Komentarze