¡Que partidazo! #30 Król powrócił na włości

Karim Benzema
Karim Benzema PressFocus

Przez półtora roku Real Madryt rozgrywał swoje spotkania na stadionie rezerw, mogącym pomieścić zaledwie sześć tysięcy kibiców. Królewscy powrócili na odnowione Santiago Bernabeu tuż przed startem nowej edycji Ligi Mistrzów i powrót ten należy uznać za nie tylko efektowny, ale i obiecujący.

Półtora roku wyrzeczeń

Występowanie na stadionie rezerw nie mogło być komfortowe dla drużyny uchodzącej za najbardziej elitarną na świecie. Przez półtora roku Real Madryt swoje domowe spotkania rozgrywał na Estadio Alfredo di Stefano, którego maksymalna pojemność wynosi sześć tysięcy miejsc.

Od dawna gramy przy pustych trybunach, ale to coś zupełnie innego. [Estadio Alfredo di Stefano] to boisko treningowe. To tak, jakbyśmy odwiedzili Manchester United i grali na ich boisku treningowym – mówił Juergen Klopp po pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. – Rewanż na Anfield? Cóż, to przynajmniej prawdziwy stadion – dodał Niemiec.

Rzecz jasna, przez trenera Liverpoolu mogła przemawiać złość – w końcu przed momentem jego podopieczni na tak deprecjonowanym obiekcie dostali od Realu Madryt srogą lekcję i przegrali 1:3. Jorge Valdano i tak dał się sprowokować. Mówił, że po zakończeniu prac na Santiago Bernabeu, to Anfield będzie przy nim wyglądało jak boisko treningowe.

Wielki powrót i fantastyczny duet Vinicius-Benzema

Bo Florentino Perez to finansowy rekin, który nawet w tak katastrofalnej dla klubu sytuacji, jak zamknięcie trybun dla kibiców, znalazł pozytywny aspekt. Skoro Królewscy byli przygotowani do długich prac remontowych na Santiago Bernabeu, to czemu nie wykonać ich, gdy i tak fani nie mogą znaleźć się na trybunach? Ponad tysiąc pracowników harowało przez półtora roku – a będzie to robić jeszcze do grudnia – a zawodnicy Carlo Ancelottiego odpłacili im w niedzielę w najlepszy możliwy sposób.

Los Blancos pod batutą włoskiego trenera grają rock and roll. Choć podczas pierwszej kadencji Carletto drużyna nie tylko pięknie atakowała, ale imponowała też w defensywie, póki co szkoleniowiec nie może znaleźć recepty na liczne błędy w ustawieniu czy zakładaniu pressingu. Jakie ma to jednak znaczenie dla postronnego kibica, jeżeli regularnie dostawać będzie takie spektakle, jak niedawne starcie z Celtą? Przyjezdni dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, ale ostatecznie Królewscy rozbili Galisyjczyków w pył. Wielka w tym rola Karima Benzemy, ale do klasy Francuza zdążyliśmy się przyzwyczaić – i jeszcze do niego wrócimy.

Vinicius-snajper tajną bronią Carlo Ancelottiego

Warto jednak na moment zatrzymać się przy Viniciusie. Gdy większość kibiców rozpaczała nad upadkiem transferu Kyliana Mbappe i obawiała się nierównej dyspozycji Edena Hazarda, na Brazylijczyku wielu z nich postawiło już krzyżyk. Do 21-latka przylgnęła metka zawodnika zdolnego raz na jakiś czas oczarować trybuny, ale trudno na niego liczyć w perspektywie całego sezonu. Tymczasem skrzydłowy w pierwszych czterech kolejkach zdobył cztery gole. Tyle samo udało mu się strzelić w poprzednich 46 ligowych meczach.

Widać, że za kadencji Carlo Ancelottiego Vinicius zyskał ogromną pewność siebie, także w sytuacjach podbramkowych. Królewscy mają wielki problem z grą w defensywie – choć trzeba pamiętać o kontuzjach Ferlanda Mendy’ego i Toniego Kroosa – ale w ataku prezentują się zjawiskowo. Projekt Carlo 2.0 daje dreszczyk emocji i gwarancję dobrej zabawy. Trudno powiedzieć, czy wystarczy to na walkę o najważniejsze trofea, ale jest to z pewnością orzeźwiająca bryza dla kibiców Los Blancos.

Partidazo kolejki

O spotkaniu Realu z Celtą napisano już sporo, więc skupmy się może na innym widowisku z tego weekendu. Valencia fatalnie rozpoczęła starcie z Osasuną, najpierw niemal prowokując rzut karny, a następnie tracąc gola autorstwa Moncayoli. Gracze Pepe Bordalasa szybko wzięli się jednak do roboty. Za niedzielny mecz, jak i cały początek sezonu, należy wyróżnić dwóch graczy. Carlos Soler i Goncalo Guedes prezentują się naprawdę fantastycznie. Hiszpan raz za razem posyła groźne podania i udowadnia, że może pozostać w reprezentacji na dłużej po tym, jak ostatnio otrzymał pierwsze powołanie od Luisa Enrique. Guedes, zaś, wreszcie przypomina siebie z fenomenalnego w swoim wykonaniu okresu 2017-2019, w trakcie którego Nietoperze zdecydowały się zapłacić za niego horrendalną, jak na warunki klubu, kwotę 40 milionów euro Paris Saint-Germain. Obawiałem się przejęcia Los Che przez Bordalasa, ale teraz spoglądam na ten projekt z niekłamanym zainteresowaniem.

Evento kolejki

Barcelona w ostatnim czasie nie może narzekać na zbytek stabilności. Chyba nie będzie przesadą wymagać, by dwaj najbardziej reprezentatywni emisariusze klubu nie prowadzili między sobą wojny podjazdowej. Tymczasem latem Joan Laporta otwarcie wyjawił, że potrzebuje czasu, by przeanalizować, czy Ronald Koeman jest odpowiednią osobą do prowadzenia klubu w kolejnym sezonie. Teraz, zaś, Holender atakuje w wywiadach prezydenta, zarzucając mu brak dyskrecji i podkreślając swoją rolę. Z takiej mąki nie będzie chleba. Jeżeli Duma Katalonii zamierza choć powalczyć o istotne trofea, pomimo wszelkich przeciwności, z jakimi mierzyła się w ostatnim czasie, potrzebuje więcej jedności.

Jugador kolejki

Król Karim po raz kolejny pokazał swoją wielkość. Po odejściu Cristiano Ronaldo i Sergio Ramosa to Francuz jest niekwestionowanym liderem zespołu i w starciu z Celtą dobitnie to udowodnił. Dwukrotnie wyrównywał wynik meczu, znajdując się w odpowiednim miejscu i czasie. Następnie asystował przy golu Viniciusa (choć tu akurat lwią część wykonał sam Brazylijczyk), a na koniec pewnie wyegzekwował rzut karny, kompletując hat-trick. Cztery mecze, a w nich pięć goli i cztery asysty. W ostatnich latach tylko dwóch zawodników na świecie potrafiło wykręcać tak szalone liczby. I to tylko, gdy byli w swojej najwyższej formie.

Golazo kolejki

Real Sociedad długo męczył się z Cadizem i wydawało się, że taktyka “tysiąca i jednego” długiego podania nie zda egzaminu. Wtem, w 71. minucie Aritz Elustondo posłał fenomenalną piłkę z własnej połowy. Widać, że było to ćwiczone; Mikel Oyarzabal już ruszył w pole karne. Z łatwością poradził sobie z Izą Carcelenem i w trudnej sytuacji, stojąc tyłem, pięknie uderzył głową za kołnierz bramkarza rywali. Później kapitan Txuri-urdin dołożył kolejne trafienie, udowadniając, że stać go na zrobienie następnego kroku do przodu i znalezienie się wśród ligowej elity.

Komentarze