Liga Mistrzów: szczęśliwy Real, bezbarwne Atletico

Rodrygo
Rodrygo PressFocus

Dwie madryckie drużyny mogą się cieszyć, bo na start nowego sezonu Ligi Mistrzów nie zaznały porażki. Tyle, że swój triumf Real Madryt zawdzięcza głównie fenomenalnej postawie Thibaut Courtois, a Atletico szczęśliwie zremisowało bezbramkowo z Porto.

Nieudokumentowana przewaga Interu z korzyścią dla Realu Madryt

Inter Mediolan od samego początku był stroną dominującą środowego starcia, co mogło zaskakiwać, widząc występy Realu Madryt w La Lidze. Bohaterem Królewskich tego dnia został Thibaut Courtois. Belg dwoił się i troił przy uderzeniach Lautaro Martineza i Edina Dżeko, wychodząc górą z pojedynków z duetem napastników. Los Blancos najlepsze okazje kreowali po stałych fragmentach gry. Jednakże, mimo że Eder Militao dochodził do sytuacji, uderzał bardzo niecelnie.

Tuż przed czasem doliczonym do drugiej połowy Królewscy wyprowadzili zabójczy cios za sprawą swoich rezerwowych. Eduardo Camavinga idealnie odegrał z pierwszej piłki do Rodrygo, a Brazylijczyk – jak w zeszłym sezonie – zdołał strzelić bramkę Interowi.

Wicemistrzowie Hiszpanii tego dnia zdecydowanie nie zachwycili, a mimo tego powrócili do Madrytu z kompletem punktów. W takich okolicznościach wynik jest sprawą priorytetową, a ten okazał się nad wyraz dobry.

Atletico – bez bramek, bez wyrazu

Atletico z tak mocną kadrą powinno zrobić krok do przodu. Rozumiem przez to pewne wypunktowywanie w pucharach drużyn znajdujących się o półkę – lub kilka półek – niżej od siebie. Tymczasem Rojiblancos ponownie zrobili to, do czego przyzwyczaili w ostatnim sezonie. Starcie z Porto było w ich wykonaniu niezwykle bezbarwne. Można w tym upatrywać fantastycznej gry obronnej drużyny Porto, ale byłby to truizm. W takich spotkaniach pełnym blaskiem powinny błyszczeć gwiazdy pokroju Antoine’a Griezmanna, Joao Felixa czy Thomasa Lemara. Tymczasem ostatni z wymienionych jeszcze przed przerwą opuścił boisko z kontuzją, Portugalczyk był niewidoczny, podobnie jak Griezmann, wprowadzony po przerwie. Mało tego, było blisko utraty nawet remisu. Na dziewięć minut przed końcem meczu fatalnym podaniem “popisał się” Renan Lodi. Do piłki dopadł Mehdi Taremi i pokonał Jana Oblaka. Na szczęście dla mistrzów La Ligi, Irańczyk pomagał sobie w tej sytuacji ręką.

Nie był to dobry mecz Atletico, ale nie ma sensu bić na alarm. Choć strata dwóch oczek do Liverpoolu już po pierwszej kolejce to kiepski prognostyk na przyszłość.

Komentarze