Rezerwowy bohaterem Betisu. Real Sociedad za burtą pucharu

Borja Iglesias
Borja Iglesias PressFocus

W środę mogliśmy śledzić trzy spotkania Pucharu Króla. Do ćwierćfinałów awansowały zespoły Levante, Villarrealu i Realu Betis.

Grad bramek w Valladolid

Na otwarcie tej rundy otrzymaliśmy prawdziwy festiwal strzelecki, z którego górą wyszli goście. Początek meczu wcale tego jednak nie zwiastował. Już w 12. minucie Toni Villa wykorzystał dobre podanie prostopadłe od Kike i wyprowadził Real Valladolid na prowadzenie. Jeszcze w pierwszej połowie jednak, goście udowodnili, że mają wyższą piłkarską klasę. W 23. minucie sprytnym strzałem po ziemi z rzutu wolnego popisał się Enis Bardhi. Tuż przed zejściem na przerwę Mickael Malsa wykorzystał nieporozumienie w obronie Realu Valladolid, przejął zbyt słabe podanie, minął bramkarza i wyprowadził Levante na prowadzenie.

W drugiej odsłonie obie ekipy nie zamierzały przestać strzelać. W 59. minucie Coke zamknął dośrodkowanie z rzutu wolnego, ale napastnik Realu Valladolid, Shon Weissman szybko odpowiedział golem głową. Choć gospodarze z zapałem szukali wyrównania, rzut karny z 80. minuty, wykonany przez rezerwowego tego dnia Jose Moralesa, zamknął kwestię awansu.

Po emocjonującym widowisku pomiędzy dwoma zespołami La Ligi, awansowali goście, którzy ostatecznie zaprezentowali większą jakość i – co ważniejsze – nie popełniali tak karygodnych błędów w obronie, jak Real Valladolid.

Betis dokonał remontady i awansował po dogrywce

Spotkanie dwóch Realów było jednym z najciekawiej zapowiadających się pojedynków 1/8 finału Pucharu Króla. Zwykle oba zespoły uwielbiają utrzymywać się przy piłce, ale tym razem Imanol Alguacil miał nieco inny plan. Oddał piłkę Realowi Betis, a jego zespół skupił się na przeszkadzaniu rywalom i stosowaniu kontr. Ta taktyka szybko przyniosła efekt. Już w 13. minucie Andoni Gorosabel popisał się dobrym podaniem. Po przepuszczeniu go przez Alexandra Isaka, futbolówka dotarła do Mikela Oyarzabala, a ten, w swoim stylu, skutecznie zamienił okazję na bramkę. Przed przerwą Andaluzyjczycy byli przy piłce znacznie częściej, ale nie przekładało się to na groźne okazje.

Po przerwie jednak, Asier Illaramendi utrudnił życie swoim kolegom. Już w 47. minucie ostro sfaulował Sidneia, za co sędzia Mateu Lahoz pokazał mu drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Wydawało się, że teraz to Betis ruszy do przodu, ale podopiecznym Pellegriniego szło to z początku mozolnie. Najlepszą okazję zmarnował Diego Lainez, który starał się dobić uderzenie zza pola karnego w wykonaniu Cristiana Tello, ale Meksykanin trafił wprost w Joela Roblesa.

Betis musiał także stracić zawodnika, by zdobyć bramkę na remis. Na kwadrans przed końcem Antonio Sanabria złożył się do przewrotki, ale trafił w rywala, więc arbiter wyrównał stan zawodników na boisku. Wbrew logice, kilka minut później gospodarze wyrównali. Strzelcem gola okazał się, fantastyczny po powrocie do zdrowia, Sergio Canales. Hiszpan wykorzystał mgłę osiadłą na murawie i zaskoczył Alexa Remiro uderzeniem z linii pola karnego. W końcówce regulaminowego czasu gry gospodarze ożywili się i mieli jeszcze kilka okazji, ale do rozstrzygnięcia konieczna była dogrywka.

A w niej swą dobrą grę kontynuowali gospodarze. W 96. minucie defensywę Realu Sociedad przerwało dobre podanie z bocznej strefy boiska. Z piłką minął się Martin Zubimendi, co z zimną krwią wykorzystał, wprowadzony w końcówce podstawowego czasu gry, Borja Iglesias. Po zmianie stron napastnik zagwarantował spokój Betisowi, wykorzystując dośrodkowanie Joaquina z rzutu wolnego i zdobywając drugą bramkę.

Borja Iglesias został bohaterem Realu Betis, który naprawdę kiepsko wszedł w mecz. Końcówka drugiej połowy i dogrywka wyglądała już znacznie lepiej w przypadku podopiecznych Pellegriniego. Real Sociedad kontynuuje natomiast fatalną serię wyników, w wyniku której Baskowie odpadli z obu krajowych pucharów i znajdują się coraz dalej od strefy Ligi Mistrzów w La Lidze.

Villarreal wywiózł awans z boiska drugoligowca

Jedynym zespołem spoza La Ligi, grającym w Pucharze Króla we wtorek, była występująca na zapleczu ekstraklasy Girona. Spotkanie nie obfitowało w okazje podbramkowe, ale w 19. minucie gola na wagę ćwierćfinału zdobył Yeremi Pino. Manu Trigueros uderzył z woleja w słupek, a 18-latek dopadł do odbitej piłki i pokonał Arijaneta Muricia. Niestety, młody pomocnik jeszcze w pierwszej odsłonie musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Zmienił go Alfonso Pedraza. Bliski szybszego zakończenia meczu, choć z innego powodu, był także napastnik Girony, Nahuel Bustos. Arbiter oszczędził jednak Argentyńczyka, pokazując mu zaledwie żółtą kartkę.

O ile pierwsza połowa była dość wyrównana, o tyle w drugiej Villarreal pokazał różnicę klas, przynajmniej w próbach zamknięcia meczu zdobyciem kolejnego gola. Ostatecznie jednak, pomimo kilku niezłych szans, nie padło więcej bramek.

Komentarze