Sevilla jak dawniej Arsenal – upodobała sobie czwarte miejsce. Pytanie brzmi, dlaczego znów nie wyszło?

Ivan Rakitic
Ivan Rakitic Pressfocus

Sevilla na drugiej pozycji w tabeli ligowej spędziła w tym sezonie 20 kolejek. Przez lwią część kampanii 2021/22 otoczenie klubu na czele z zarządem i sztabem szkoleniowym utrzymywali, że celem numer jeden jest walka o mistrzostwo Hiszpanii. Gdzieś po drodze posypał się nie tylko plan, ale i forma wielu zawodników, wskutek czego Sevilla może zakończyć sezon poza podium ligowym. Licząc od początku marca ekipa z Andaluzji wygrała tylko dwa mecze we wszystkich rozgrywki. Co doprowadziło do takiej zapaści?

  • Przed sezonem Sevilla miała wielkie ambicje, by wreszcie powalczyć o tytuł mistrza Hiszpanii
  • Długimi okresami udawało jej się utrzymywać wysoką formę i nie odstawać mocno od Realu
  • Pod koniec sezonu drużynę dopadł kryzys, a sytuację wykorzystały FC Barcelona i Atletico
  • Sevilla kończy sezon bez żadnego trofeum i z rozczarowanymi kibicami

Lopetegui dobrym, czy może jednak słabym trenerem?

Ocenę pracy Julena Lopeteguiego możnaby przedstawić na wykresie sinusoidą. Wzrost popularności Hiszpana nastąpił podczas jego pracy z młodzieżowymi drużynami reprezentacji Hiszpanii. Wówczas po raz pierwszy został dostrzeżony w europejskim futbolu, a zatrudnić go postanowiło FC Porto. Po krótkiej przygodzie w Portugalii, Lopetegui objął stery reprezentacji Hiszpanii, ale zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku zbytnich sukcesów odnieść mu się nie udało. Z ogromnym zaskoczeniem przyjęto w lipcu 2018 roku decyzję Królewskich, o zatrudnieniu go jako trenera pierwszej drużyny. Z posadą pożegnał się wówczas Zinedine Zidane, który zdobył trofeum Ligi Mistrzów, jednak w La Lidze Real Madryt sezon zakończył dopiero na trzecim miejscu.

Dość szybko okazało się, że Hiszpan nie jest w stanie zapanować nad szatnią pełną gwiazd światowego formatu. Real Lopeteguiego punktował ze słabiutką średnią 1.43 na mecz. Do tego dostał srogie baty od FC Barcelony i spadł aż na dziewiąte miejsce w tabeli. Los Blancos nie zwlekali i szkoleniowiec po przepracowaniu zaledwie czterech miesięcy w stolicy Hiszpanii pozostał bez pracy. Zatrudnić go w 2019 roku postanowiła Sevilla, z którą już w pierwszym sezonie sięgnął on po puchar Ligi Europy. W przeciągu dwóch lat udało mu się ustabilizować sytuację sportową Sevilli, która niczym dawniej Arsenal, regularnie kończyła sezon na czwartej pozycji.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Wraz z poprawą rezultatów i stabilizacją wewnątrz klubu przyszły także apetyty na coś więcej, aniżeli puchary Ligi Europy. Nikt na głos nie chciał mówić, że Sevillę stać już na rywalizację o mistrzostwo Hiszpanii, jednak takie właśnie można było odnieść wrażenie z wypowiedzi dyrektora sportowego – Monchiego, czy członków sztabu szkoleniowego. Na pierwszy rzut oka zdawało się, że wreszcie ekipa ze stolicy Andaluzji ma ku temu wszelkie narzędzia. Postarano się o odpowiednie transfery, skład miał odpowiednią głębię, a trener Lopetegui zaczynał być postrzegany jako jeden z najlepszych strategów w Hiszpanii.

Sevilla sezon 2021/22 rozpoczęła z wysokiego C. Po 11 kolejkach zespół zajmował trzecie miejsce, a 22 zdobyte na 33 możliwe pozwoliły na odnotowanie najlepszego ligowego startu w historii klubu. Na półmetku rozgrywek Sevilla zajmowała drugą pozycję w La Liga i wobec problemów FC Barcelony i Atletico była postrzegana jako jedyny zespół, który jest w stanie podjąć z Realem Madryt walkę o mistrzostwo Hiszpanii. Co zatem stało się, że sezon zakończy znów prawdopodobnie na czwartej pozycji?

Problemy na horyzoncie

Jak niemal każdy zespół, po jakimś czasie piłkarzy Julena Lopeteguiego dopadł lekki kryzys formy. Zbiegło się to w czasie z kontuzjami wielu istotnych zawodników, bez których rywalizacja na najwyższym poziomie nie była możliwa w każdym meczu. Największa wyrwa powstała w środku pola, gdy kontuzji doznał Fernando. Żaden inny zawodnik w kadrze nie był profilem zbliżony do Brazylijczyka. Dość szybko okazało się, że zastąpienie go 1 do 1 nie jest możliwe. Nie pomogły także transfery przeprowadzone zimą. Sprowadzenie Anthony’ego Martiala okazało się kompletnym niewypałem. Dość szybko loty obniżył także Tecatito, który po dobrym początku zgasł.

Kibice i dziennikarze z Sevilli należą do ludzi wyjątkowo wymagających. Bardzo szybko się podpalają i równie szybko gasną. Euforię jest w stanie przyćmić momentalnie smutek i rozczarowanie. Tak też było w przypadku trwającego sezonu. Retoryka odnośnie pracy Julena Lopeteguiego zaczęła powoli uległa odwróceniu po odpadnięciu zespołu z Ligi Mistrzów już po fazie grupowej. Sevilla w teoretycznie najsłabszej grupie, z Red Bullem Salzburg, Wolfsburgiem i Lille odniosła tylko jedno zwycięstwo i zajęła dopiero trzecie miejsce w grupie G. Stołek pod Lopeteguim zrobił się ciepły, ale jeszcze nie gorący.

Kibice Sevilli tłumaczyli sobie, że za sprawą odpadnięcia z Ligi Mistrzów, klub będzie mógł skupić większą uwagę na krajowych rozgrywkach, gdzie wciąż udawało się utrzymać niewielki dystans do Los Blancos. Z początku istotnie tak było. Los Nervionenses od początku grudnia do początku kwietnia nie przegrali żadnego meczu, chociaż coraz częściej zdarzało im się remisować w meczach z niżej notowanymi rywalami.

Czołówka ucieka Sevilli

Pierwszy poważny upadek, który był zwiastunem coraz większych kłopotów, to porażka z FC Barceloną. Katalończycy prowadzeni już wówczas przez Xaviego zdominowali rywali, a dzięki wygranej przeskoczyli ich w ligowej tabeli. Dwa tygodnie później Sevilla mierzyła się w La Lidze z Realem Madryt. Gospodarze rozegrali świetną pierwszą połowę, po której prowadzili pewnie 0:2. W drugiej odsłonie meczu na szczycie zabrakło im jednak determinacji, siły i chyba wreszcie zwyczajnie jakości, by dowieźć zwycięstwo. Królewscy odwrócili losy rywalizacji i wygrali na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan 3:2, po golu w doliczonym czasie gry.

Piłkarzom Lopeteguiego w starciach z Blaugraną i Realem zabrakło tego, czym Królewscy imponują w tym sezonie – determinacji boiskowej. Obserwując Los Blancos w meczach z Chelsea Londyn, Sevillą, czy Manchesterem City można było odnieść wrażenie, że potrafią oni sami się nakręcać. Że w sytuacji kryzysowej nie panikują, zdając sobie sprawę ze swojej jakości. Barcy parokrotnie udało się to na przestrzeni sezonu zaprezentować. Sevilli już nie. W newralgicznych momentach piłkarze wyglądali, jakby zjadał ich stres, a presja ograniczała ich możliwości zarówno piłkarskie, jak i motoryczne.

Golleador kluczem do sukcesu

Gdybym miał wskazać jeden największy problem, który toczył Sevillę na przestrzeni całego sezonu, byłby to zdecydowanie brak klasowego napastnika. Rafa Mir kończy tę kampanię jako najlepszy strzelec klubu z Andaluzji, a ma na koncie jedynie 12 trafień we wszystkich rozgrywkach. Yusuf En-Nesyri z napastnika o ogromnym potencjale zmienił się w piłkarza wyraźnie zgaszonego, któremu w ustabilizowaniu formy nie pomogły jednak kontuzje. Nad Martialem nie warto się już pastwić, a Munir udowodnił, że Sevilla to dla niego zdecydowanie za wysokie progi.

Wobec takiej indolencji zawodników ofensywnych w kluczowych momentach sezonu okazało się, że Sevilli odjeżdżają nie tylko silniejsi rywale. Problemem stało się nawet zdobywanie bramek w meczach z zespołami dołu tabeli. Od początku marca udało się wygrać zaledwie dwa mecze ligowe – z fatalną w defensywie Granadą i spadkowiczem Levante. Podopieczni Lopeteguiego stracili za to punkty w meczach z Deportivo Alaves, Cadizem, czy Mallorcą. Trener, który figurował na liście życzeń wielu europejskich potęg, zdaniem hiszpańskich mediów zostanie z Sevilli po sezonie zwolniony. W futbolu winny zawsze jest trener.

Jeśli w ostatniej kolejce La Liga Atletico nie przydarzy się potknięcie, Sevilla trzeci sezon z rzędu rozgrywki zakończy na czwartej pozycji. Postawa zespołu w europejskich pucharach, a także pucharze Króla była mocno rozczarowująca, dlatego kibice domagają się zmian. Głowy polecieć muszą, a najłatwiej jest ściąć tę należącą do trenera. Wedle mojego wzoru, notowania Lopeteguiego znów wylądowały pod osią X, dlatego wierzę, że w przyszłym sezonie pódją w gorę. A Hiszpan udowodni, że zbyt szybko go w Andaluzji skreślono.

Sprawdź: Xavi skreślił wychowanka. Jest już chętny

Komentarze