Sevilla wciąż w walce o tytuł, zwycięstwo Celty

Iago Aspas
Iago Aspas PressFocus

W dwóch spotkaniach La Ligi rozgrywanych o 18.30 triumfowali gospodarze. Sevilla bez większych trudności pokonała Granadę 2:1, a Celta Vigo w takim samym stosunku zwyciężyła z Osasuną.

Iago Aspas gwiazdą wieczoru

Przez niemal pół godziny najważniejszymi wydarzeniami tego spotkania była kontuzja Hugo Mallo. Kapitana Celty Vigo zmienił Kevin Vazquez, który w 25. minucie również był bliski opuszczenia boiska po faulu Juana Cruza, ale ostatecznie uraz nie okazał się tak poważny. W 28. minucie Santi Mina idealnie wkleił się między obrońców i mimo asysty Facundo Roncaglii zdołał oddać groźny strzał w słupek. Ta okazja nieco pobudziła gospodarzy. Jeszcze przed przerwą Nolito przytomnie napędził kontrę i oddał piłkę Santiemu Minie. Ten od razu zagrał długie podanie do Iago Aspasa. Weteran Galisyjczyków efektowną przekładanką minął Roncaglię i uderzeniem słabszą, prawą nogą, wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.

Po zmianie stron to wciąż Celta prezentowała się lepiej, ale nie oglądaliśmy wielu groźnych okazji, wyłączając nieuznaną bramkę Nolito z 53. minuty. Oba gole w drugiej połowie padły po stałych fragmentach gry. Na pół godziny przed końcem Denis Suarez po raz kolejny w tym sezonie perfekcyjnie dośrodkował z rzutu rożnego. Jeison Murillo wyskoczył najwyżej i podwoił prowadzenie Celty. Wydawało się, że szykuje się spokojna końcówka dla gospodarzy, ale w 77. minucie arbiter podjął kontrowersyjną decyzję. Iago Aspas walczył w powietrzu z Roberto Torresem, a sędzia dopatrzył się faulu napastnika Celty. Piłkę na jedenasty metr zabrał sam poszkodowany i zdobył bramkę kontaktową.

Było to jednak wszystko, na co było stać tego dnia Osasunę. Gracze z Pampeluny nie mają się jednak, o co bać. Już dawno są praktycznie pewni utrzymania. Ta porażka oznacza jedynie to, że gracze trenera Arrasate zamienili się pozycjami w środku tabeli z Celtą.

Sevilla wciąż śni swój sen

Sevilla w ostatnich tygodniach zbliżyła się do czołowej trójki na tyle, że jej ewentualny triumf w walce o mistrzostwo wydaje się – przynajmniej matematycznie – w pełni możliwy. W niedzielę podopieczni trenera Lopeteguiego mierzyli się jednak z ćwierćfinalistami Ligi Europy, więc nie spodziewali się łatwego spotkania. A jednak, jeszcze przed upływem kwadransa zdołali objąć prowadzenie nad Granadą. Maxime Gonalons sfaulował w polu karnym Papu Gomeza, a arbiter podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Ivan Rakitić i choć futbolówka po drodze obtarła się od rękawic Rui Silvy, to zatrzepotała w siatce.

Po zmianie stron Los Nervionenses szybko zdobyli gola na 2:0 i znów kluczowy okazał się były kapitan Atalanty. Argentyńczyk przyjął piłkę po wyrzucie z autu i z łatwością minął Dimitriego Foulqiera. Tam Gomez wycofał po ziemi, a Lucas Ocampos – również po rękawicach Silvy – trafił do bramki. Sevilla grała pewnie i nic nie wskazywało na nerwówkę w końcówce. A jednak, w 90. minucie Roberto Soldado trafił w rękę Marcusa Acunii, a arbiter podyktował drugi w tym meczu rzut karny. Do futbolówki podszedł sam Soldado i zagwarantował jeszcze emocje w końcówce. Granady ostatecznie nie było jednak stać na coś więcej niż postraszenie Sevilli, dla której było to piąte zwycięstwo z rzędu. Tym samym tracą zaledwie punkt do Barcelony i Realu Madryt i trzy do Atletico, które w niedzielę rozegra swój mecz z Athletkiem.

Komentarze