Sześć kolejek, trzech kandydatów, jeden tytuł

Luis Suarez w meczu z Athletikiem
Luis Suarez w meczu z Athletikiem PressFocus

W poprzedniej kolejce wszyscy kandydaci do tytułu sięgnęli po zwycięstwo, ale też nie mierzyli się z ligowymi potęgami. W ostatnich sześciu seriach gier poziom trudności będzie znacznie wyższy. A kto pierwszy się potknie, może pożegnać się z mistrzostwem.

Królewscy powracają do walki na dwa fronty

W sobotę na hiszpańskich boiskach rozegrane zostaną, między innymi, dwa spotkania ważne w kontekście dolnych rejonów tabeli. W jednym z nich Real Valladolid spróbuje zapewnić sobie nieco spokoju, pokonując Cadiz, zaś w drugim, notujący imponujący progres pod wodzą trenera Callejy zespół Deportivo Alaves postara się wywieźć trzy punkty z Estadio Mestalla. To jednak pojedynek Realu Madryt z Realem Betis będzie, bez wątpienia, wydarzeniem wieczoru.

Królewscy powracają do walki na dwa fronty. Po dwumeczu z Liverpoolem byli tak wycieńczeni, że Zinedine Zidane musiał desygnować do gry z Getafe rezerwowych. Ci zawiedli, a Los Blancos zaledwie zremisowali, a ich najlepszym zawodnikiem był Thibaut Courtois. Później, już w bliższym galowemu składzie, bez problemów rozbili Cadiz. Pytanie brzmi, czy mając w perspektywie starcie z Chelsea, Zidane nie postawi znowu na rotacje?

Do składu Realu Madryt powrócili Eden Hazard i Luka Modrić, a francuski trener zapowiedział, że da im zagrać przeciwko Betisowi. Myślę, że występ z Getafe pokazał też szkoleniowcowi, że na środku ataku po prostu musi występować Karim Benzema. Mariano Diaz nie prezentuje odpowiedniego poziomu, niezbędnego w walce o podwójną koronę. Nie można jednak wykluczać występu kilku graczy z drugiego – czy nawet trzeciego – szeregu. W dalszym ciągu kontuzjowany jest Ferland Mendy, więc na boisku zobaczymy zapewne Marcelo. Z dobrej strony pokazał się też 20-letni Antonio Blanco, który być może znów uzupełni tercet w drugiej linii. Zidane musi być świadomy, że przed jego zespołem starcie z rywalem ze znacznie wyższej półki niż Getafe czy Cadiz.

Real Betis w tym roku kalendarzowym przegrał zaledwie dwukrotnie – z Sevillą i Barceloną. Od początku stycznia Verdiblancos wyglądają, jakby Manuel Pellegrini dotknął ich czarodziejską różdżką. Obrona Betisu przestała wyglądać jak pośmiewisko, co było normą w 2020 roku. Do zdrowia powrócił Sergio Canales, a wielu zawodników – jak Emerson czy Nabil Fekir – odnaleźli wysoką dyspozycję. I tu rodzi się jedna z największych bolączek chilijskiego trenera przed nadchodzącym spotkaniem. Francuski pomocnik obejrzał w ostatnim meczu z Athletikiem czerwoną kartkę i nie będzie dostępny na starcie z Królewskimi. Bez niego gra ofensywna Verdiblancos zdecydowanie traci na jakości. Postać Fekira była też ważna o tyle, że zdobywał ważne bramki, gdy w kolejny okres posuchy strzeleckiej wpadł Borja Iglesias. Jako że w wyniku kontuzji ze składu wypadł też Cristian Tello, kibice Betisu mają prawo obawiać się o zdobycz bramkową.

Ostateczny test Villarrealu przed półfinałami Ligi Europy

Najbliższa niedziela zapowiada się fantastycznie dla każdego kibica La Ligi. Wszystkie sześć meczów zapowiadają się pasjonująco. Huesca powalczy z prezentującym się ostatnio lepiej Getafe, a pojedynek Celty Vigo z Osasuną obstawiam po cichu jako kandydata do meczu kolejki, biorąc pod uwagę styl gry i filozofię trenerską obu zespołów. Sevilla, zaś, postara się kontynuować swój sen dotyczący walki o mistrzostwo w pojedynku z nieprzewidywalną Granadą, a na sam wieczór czekają nas też małe derby Kraju Basków. W nich Real Sociedad będzie wyraźnym faworytem. Tym, co tygryski lubią najbardziej, są jednak starcia potentatów. A te w najbliższą niedzielę nie mają prawa zawieść.

Villarreal o godzinie 16:15 podejmie u siebie Barcelonę. Będzie to dla Żółtej Łodzi Podwodnej ostateczny test przed półfinałami Ligi Europy. Nie Podopieczni Unaia Emery’ego nie mają już, co liczyć, na awans do Ligi Mistrzów z perspektywy ligi. No, chyba, że wygrają wszystkie mecze, a Sevilla wszystkie przegra. Hiszpański trener to prawdziwy ekspert od europejskich rozgrywek drugiego rzędu, a pojedynek z rozpędzoną Barceloną będzie papierkiem lakmusowym możliwości drużyny.

A ta prezentuje się ostatnio w kratkę. Villarreal potrafił zachwycić w pojedynkach z Granadą (3:0) czy Levante (5:1), by zebrać bęcki od Deportivo Alaves (1:2). W ekipie Żółtej Łodzi Podwodnej wiele zależy od postawy bocznych obrońców, Daniego Parejo i Gerarda Moreno. Jeżeli hiszpański napastnik ma swój dzień, jest w stanie skruszyć każdą defensywę w lidze. A ostatnio prezentuje się wybornie.

Barcelona nie ma jednak prawa oglądać się na przeciwników. To żadna tajemnica, że jakość kadry Katalończyków pozwala na pokonanie w bezpośrednim meczu każdego rywala. Pytanie brzmi, jaką wersję Barcelony zobaczymy w starciu z Villarrealem: tę z drugiej połowy finału Pucharu Króla, czy z drugiej połowy meczu z Getafe, w której sami narobili sobie kłopotów? Z pewnością przewagą Ronalda Koemana nad Atletico i Realem Madryt jest dość stabilna sytuacja kadrowa. Holender wciąż nie może liczyć na Ansu Fatiego, ale z powodzeniem radzi sobie z tą absencją od listopada. W ostatnim tygodniu z kadry wypadł też Ousmane Dembele. To spory cios, bo jego szybkość była dla Koemana kluczowa. Ale i bez Francuza Barcelona radziła sobie z Athletikiem czy Getafe.

Największą bronią Blaugrany jest, co jasne, Leo Messi. Argentyńczyk od stycznia prezentuje swoją najwyższą formę, co dla rywali oznacza zwykle ogromne kłopoty. W ostatniej kolejce kapitan również wziął na siebie odpowiedzialność za wynik i trudno wyobrazić sobie, by dość chwiejna defensywa Villarrealu była w stanie powstrzymywać go przez cały mecz.

Starcie Atletów

W teorii, najłatwiejszy rywal czeka Atletico Madryt. W niedzielę podopieczni Diego Simeone wyjdą bowiem na murawę nowego San Mames, którego gospodarze nie znajdują się w najlepszej kondycji mentalnej. Jak się temu dziwić? Dwa przegrane finały Pucharu Króla w przeciągu trzech tygodni – nie jest to precedens, z jakiego Baskowie mogliby być dumni. W lidze, zaś, nie wygrali od półtora miesiąca. Jakby tego było mało, w meczu z liderem tabeli zabraknie kapitana i najważniejszego zawodnika w ofensywie, Ikera Muniaina.

Atletico znajduje się na przeciwległym biegunie. Drużyna świetnie zareagowała na presję, odprawiając z kwitkiem Eibar (5:0) i Hueskę (2:0). Zrobiła to bez kontuzjowanych Luisa Suareza i Joao Felixa, a w rolę napastników ze świetnym skutkiem wcielili się Angel Correa i Marcos Llorente. Nie wiadomo, czy “Cholo” natychmiast przywróci do składu powracających do zdrowia Urugwajczyka i Portugalczyka, ale większa możliwość manewru z pewnością nie zaszkodzi Rojiblancos. W ostatnich meczach Atletico wygląda jak prawdziwa drużyna, a w dodatku wypełniona weteranami, zdolnymi do walki z presją i przeciwnościami losu. Starcie w Bilbao to dla “Cholo” kolejna batalia, którą trzeba wygrać, by sięgnąć po tytuł. A w meczach z drużynami w dołku Atletico radzi sobie w obecnej kampanii więcej niż solidnie.

Komentarze