Lewy i cała reszta – top 10 najciekawszych transferów La Ligi

Robert Lewandowski
Robert Lewandowski PressFocus

Długo musieliśmy czekać, by okienko w Hiszpanii przyniosło jakieś smakowite kąski – wyłączając Real Madryt i szalejącą Barcelonę. Ostatecznie, jednak, w La Lidze doszło do wielu ciekawych transferów, mimo że pierwsze strony zdecydowanie należały do polskiego króla pola karnego.

  • Zespoły La Ligi nie mogły konkurować z Premier League w kwestii zakupów
  • Mimo tego hiszpańskie zespoły wzmocniły się interesującymi – a czasem wielkimi – nazwiskami
  • Prezentuję subiektywną czołową dziesiątkę operacji z zastrzeżeniem, że każdy klub może mieć tylko jednego reprezentanta

Tebas uczy maluczkich sztuki kombinowania

Premier League odjechała finansowo rywalom tak, że już od dawna nie widzi ich nawet w lusterku wstecznym. Mimo tego fakt, iż Anglicy wydali więcej niż cztery pozostałe czołowe ligi razem wzięte, robi wrażenie.

Pomijając Real Madryt, który błyskawicznie zapewnił sobie dwa prestiżowe nabytki, a także Barcelony, mającej za sobą okno transferowe rodem z serii gier FIFA, długo czekaliśmy na ruchy hiszpańskich zespołów. Javier Tebas swoimi zasadami zdusił, i tak przecież niezbyt imponujące, możliwości finansowe większości drużyn. Nie zmienia to jednak faktu, że i w La Lidze doszło do kilku naprawdę interesujących ruchów.

10. Jose Luis Morales (z Levante do Villarrealu)

Każdy fan hiszpańskiej ekstraklasy musi kochać Jose Moralesa. Finezja, technika, gracja, gole i asysty – w zespole Levante “El Comendante” działał jako jednoosobowa armia. Mimo tego nie zdołał utrzymać Żab w ekstraklasie. Dlatego też z niepokojem słuchałem, gdy zarzekał się, że pomoże drużynie wrócić do ekstraklasy. 35-latek nie ma już zbyt wiele czasu, by czarować fanów i z pewnością nie powinien robić tego w Segunda Division. Na całe szczęście po weterana zgłosił się Villarreal! Sam zainteresowany podkreślił, że półfinaliście Ligi Mistrzów nie sposób odmówić. Morales na początku sezonu nie jest (i zapewnie nie zostanie) etatowym członkiem wyjściowej jedenastki, ale gdy pojawia się na boisku udowadnia, że zmieniając klub nie stracił nic ze swej magii. Miał wydatny udział w wywalczeniu gry w Lidze Konferencji (dwa gole i asysta w dwóch meczach), a do tego strzelił już w rozgrywkach ligowych. “El Comendante” to gość, dla którego przychodzi się na mecze. I jakoś przyjemniej się robi, gdy człowiek uzmysłowi sobie, że u schyłku kariery taki piłkarz wreszcie poczuje magię europejskich pucharów.

9. Miguel Gutierrez (z Realu Madryt do Girony)

Jeden z tych transferów wychodzących z Realu Madryt, po usłyszeniu o których zastanawiasz się, czy Florentino Perez oszalał, czy znów okaże się geniuszem. Miguel Gutierrez pokazywał się w canterze (i w rzadkich epizodach w pierwszym zespole) jako bardzo perspektywiczny lewy obrońca. Spodziewano się, że po odejściu Marcelo to on zostanie numerem dwa na tej pozycji, jako że dysponuje świetną techniką i wydolnością. Ostatecznie Carlo Ancelotti woli wystawiać tam Davida Alabę, a 21-latek trafił do Girony. Madryckie media podkreślały, że kataloński klub zapewnił sobie połowę praw zawodnika, co oznacza, że drugie pół nadal należy do Królewskich. Przed Gutierrezem kluczowy sezon. Ma okazję pokazać, że nadaje się do gry w La Lidze i trzeba przyznać, że start ma cokolwiek solidny.

8. Edinson Cavani (jako wolny zawodnik do Valencii)

Transfer tak wielkiego nazwiska do La Ligi zawsze budzi emocje. Tak było i przed rokiem, gdy na Rayo zdecydował się Radamel Falcao. Problem z Cavanim jest taki, że tak długo zwlekał z wybraniem drużyny, że ominął go cały presezon. Urugwajczyk postawił na Valencię, gdzie możemy zakładać, że dostanie abonament na granie – oczywiście, jeśli pozwoli zdrowie. I z tego powodu cieszę się, iż 35-latek nie postawił na dogrywanie ogonów w Villarrealu. Na Estadio Mestalla będzie mógł udowodnić swoją klasę jako starter, jako snajper i jako mentor dla grupy młodych zawodników.

7. Martin Braithwaite (z Barcelony do Espanyolu)

Transfer ten poprzedziły jedne z najdziwniejszych negocjacji tego okienka. FC Barcelona już w maju powiedziała Braithwaite’owi, by szukał nowego pracodawcy. Wraz z kilkoma innymi graczami nie wyruszył z zespołem do Stanów Zjednoczonych, ale na Duńczyka nie działała tego typu presja. Postawił weto: albo Blaugrana zapłaci mu pensję za dwa ostatnie lata kontraktu, albo zostanie na Camp Nou. Przeciąganie liny skończyło się dopiero 1 września. Kontrakt rozwiązano, ale gracz otrzymał ponoć “zaledwie” dwa lub trzy miliony, a nie dwuletnie uposażenie. 31-latek szybko związał się z… Espanyolem! Tak zależało mu na pozostaniu w Barcelonie-mieście, że zdecydował się na podpisanie kontraktu z rywalem zza miedzy. Oklasków w świątyni Dumy Katalonii spodziewać się nie ma prawa. Ale już w swoim debiucie w barwach Papużek udowodnił, że może stanowić niezłe zastępstwo dla krnąbrnego Raula De Tomasa.

6. Ander Herrera (z PSG do Athletiku)

Biorąc pod uwagę filozofię Athleticu, kibice drużyny przyzwyczaili się już do niemalże zerowego poziomu emocji podczas okienek transferowych. Tym razem, jednak, otrzymali prawdziwą bombę. Na San Mames wrócił bowiem zawodnik o światowej renomie, czyli Ander Herrera. Pomocnik tak naciskał na ponowną pracę z Ernesto Valverde (panowie spotkali się podczas pierwszej przygody gracza z Athletikiem), że przekonał Paris Saint-Germain do zwolnienia go z dwuletniego kontraktu. A przecież gracz o takiej technice potrzebny był w Bilbao na wczoraj. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę, jak 33-latek wkomponuje się w drugą linię, gdzie gwiazdami byli dotąd Iker Muniain i Oihan Sancet.

5. Isco (jako wolny zawodnik do Sevilli)

Nie ma co owijać w bawełnę, Isco trafił na tak wysokie miejsce głównie za nazwisko. Nadal pamiętam fenomenalne występy Hiszpana w Maladze i na początku jego kariery w Realu Madryt. I mam wielką nadzieję, że odrodzi się w Sevilli – choć można mieć w tej kwestii sporo wątpliwości. Po pierwsze, o pomocnika mocno zabiegał Julen Lopetegui, w kontekście którego coraz częściej wspomina się o zwolnieniu. Ponadto Andaluzyjczycy mają już kilku zawodników w stylu Isco, za to wciąż cierpią na brak skutecznego napastnika, a zatem kogo 30-latek będzie obsługiwał? Po cichu liczę jednak, że i sama Sevilla, i sam Hiszpan w najbliższych miesiącach poprawią swoje notowania. Jeśli zostanie on ustawiony w centrum i dostanie swobodę, wciąż może czarować na boiskach La Ligi.

4. Umar Sadiq (z Almerii do Realu Sociedad)

Od początku okienka powtarzano, że Almeria to już za małe buty dla Umara Sadiq. Nigeryjczyk w poprzednim sezonie “zjadł” La Ligę 2. Na zapleczu ekstraklasy zanotował 18 bramek i 12 asyst, walnie przyczyniając się do awansu swojej drużyny. 25-latek rozpoczął jednak kampanię w Almerii i od razu pokazał, że przeskok z drugiej do pierwszej ligi jest mu niestraszny. Strzelił dwa gole, a później… miał trochę szczęścia. Nie byłoby bowiem Sadiq w Realu Sociedad, gdyby nie ogromna oferta za Alexandra Isaka z Newcastle. Nigeryjczyk ma zastąpić Szweda i potrzebował zaledwie dziewięciu minut gry, by otworzyć swój dorobek w nowych barwach. To, czy gol przeciwko Atletico powinien zostać uznany, to już inna kwestia, ale Sadiq ma wszystko, by wyrosnąć na czołowego napastnika La Ligi, a może i Europy.

3. Alvaro Morata (powrót z wypożyczenia z Juventusu)

Najniższy stopień na podium należy do “transferu” nieoczywistego. Skąd cudzysłów? Bo przecież Morata jest oficjalnie zawodnikiem Atletico od 2020 roku. Hiszpan ostatnie dwa lata spędził na wypożyczeniu w Juventusie i zdawało się, że po powrocie nadal nie zagrzeje miejsca na Civitas Metropolitano. Ale 29-latek zdobył uznanie Diego Simeone. Na początku sezonu Hiszpan jest podstawową “dziewiątką” Rojiblancos, wokół której świetnie czują się Joao Felix czy wprowadzany z ławki Antoine Griezmann. Morata strzela gole, ale też walczy w pressingu i wygląda, jakby wreszcie dojrzał. Jeżeli utrzyma swoją formę (co w przeszłości mu się raczej nie zdarzało), najprawdopodobniej będzie najbliżej w klasyfikacji strzelców Karimowi Benzemie i Robertowi Lewandowskiemu.

2. Aurelien Tchouameni (z AS Monaco do Realu Madryt)

22-letni szef. Spójrzcie na ten transfer z tej perspektywy. Wszyscy fani Realu Madryt czekają na Kyliana Mbappe. W ostatniej chwili mistrz świata decyduje się jednak przedłużyć umowę z Paris Saint-Germain, a Królewscy decydują się na nagrodę pocieszenia. Sprowadzili Aureliena Tchouameniego za kwotę mogącą sięgnąć nawet stu milionów euro – przecież AS Monaco doskonale wiedziało o słynnym “budżecie na Mbappe”. Pomocnik miał dojrzewać pod okiem Casemiro i z czasem wejść do pierwszej drużyny. Wtem Brazylijczyk postanowił odejść do Manchesteru United, zostawiając adepta bez mistrza. I co zrobił adept? Rozegrał cztery mecze na takim poziomie, że kibice już zapomnieli o byłym idolu. Do świetnej antycypacji i ustawiania się, Tchouameni co spotkanie dokłada nowy element piłkarskiego rzemiosła. Fantastyczna technika, przebojowość i pewność siebie – chwilami Francuz przypomina swego rodaka, Paula Pogbę, tyle że w szczytowej (czyli rzadkiej) formie. Tak wprowadzić się do szatni i drużyny Królewskich potrafią wyłącznie członkowie elity.

1. Robert Lewandowski (z Bayernu Monachium do Barcelony)

Niesamowite zainteresowanie i otoczka wokół największego transferu w historii polskiej piłki nożnej sprawiały, że obawiałem się. Bałem się, że Robert Lewandowski może i zachowa regularność, ale nie stanie się z miejsca gwiazdą drużyny. I miałem rację. Bo stał się kimś więcej. Lewy strzela gola za golem (w starciu z Cadizem zapewne zaatakuje rekord Ronaldo dotyczący najszybszego zdobycia dziesięciu bramek w bordowo-granatowych barwach) – ale tego wszyscy się spodziewali. Czego się nie spodziewali, to faktu, iż Polak trafił na Camp Nou jako gotowy materiał na kapitana. Elitarny napastnik co akcję instruuje młodszych, utalentowanych kolegów, bije brawo po ich niepowodzeniu, a czasem zwyczajnie z nimi dowcipkuje. Dodajmy do tego niesamowitą inteligencję, światowy poziom gry plecami do bramki i iście latynoską technikę, a dostaniemy nowego idola barcelońskich trybun. Na taki tytuł najlepsi gracze w historii klubu pracowali latami. Camp Nou skandowało nazwisko Polaka po miesiącu.

Komentarze