Trzy kroki od mistrzostwa

Joao Felix i Aritz Elustondo
Joao Felix i Aritz Elustondo PressFocus

Na trzy kolejki przed końcem sezonu La Ligi wiemy, że nic nie wiemy. Nie wiemy, kto zostanie mistrzem kraju, nie wiemy też, z kim pożegnamy się na koniec sezonu. Jedno jest pewne – w ciągu najbliższych dwóch tygodni czeka nas jeszcze karuzela emocji.

Levante chce poskromić kolejnego giganta

Nie ma sensu się oszukiwać. La Liga to nie Premier League, gdzie różnica pomiędzy zajęciem dziesiątego a dziewiątego miejsca znacznie odbija się na kieszeni. Przez to można rzec, że zawodnicy Levante mentalnie mogą być już na wakacjach. Dziewięć punktów przewagi nad strefą spadkową sprawia, że gracze z Walencji mogą czuć się już pewni utrzymania, mimo że teoretycznie Huesca i Elche są w stanie ich przeskoczyć dzięki bilansowi bezpośrednich spotkań.

By do tego doszło, musielibyśmy jednak przenieść się w świat fantazji, w którym obie te ekipy sięgają po komplet oczek, a Levante sromotnie przegrywa wszystkie ostatnie spotkania. Zespół z Walencji dał się w tym sezonie poznać jako pogromca gigantów. Przekonał się o tym Real Madryt (2:1), a także dwukrotnie Atletico (1:1 i 2:0). Barcelona również nie ma najlepszych wspomnień ze starć z ekipą z Walencji. W zeszłym sezonie przegrała z nią 1:2, a w kampanii 2017/18 to właśnie Levante w przedostatniej kolejce udało się rozbić Blaugranę w szalonym starciu (5:4), w wyniku którego Blaugrana nie mogła szczycić się przejściem całych rozgrywek bez porażki. Ronald Koeman jest jednak pewien celu, do jakiego wciąż dąży jego zespół.

Nadal wierzymy w zdobycie mistrzostwa i zamierzamy o nie walczyć do ostatniej chwili. Zobaczymy, jaki padnie wynik. Nie wszystko zależy od nas, ale nie popełniając błędów nie ułatwimy rywalom zadania – powiedział Holender na konferencji prasowej.

Jeżeli Barcelona chce w ostatnim tygodniu rozgrywek pozostać w walce o mistrzostwo, musi wykorzystać trzecią szansę od losu. Wcześniej uległa Granadzie i zremisowała z Atletico, przez co nie skorzystała z okazji do objęcia fotelu lidera. Do trzech razy sztuka?

Atletico musi wykrzesać z siebie dodatkowe siły

Atletico jest zmęczone – zarówno psychicznie, jak i fizycznie. To nie ulega wątpliwości. Mimo tego, w starciu z Barceloną widać było, jak wielką siłą zespołu jest jego mentalność. Tej mentalności potrzebować będą zawodnicy Simeone już w środę. Wtedy właśnie czeka Rojiblancos najtrudniejsze – przynajmniej w teorii – spotkanie na ostatniej prostej.

Wreszcie jednak “Cholo” nie może narzekać na sytuację kadrową. Ze składu wypada jedynie kontuzjowany w starciu na Camp Nou Thomas Lemar. Poza tą absencją, Argentyńczyk może dobrać skład według preferencji. A założeń na taki mecz będzie sporo. Powstrzymać Davida Silvę w środku pola, to po pierwsze. Po drugie zneutralizować jeden z najgroźniejszych ataków w lidze.

Mikel Oyarzabal, Alexander Isak i Adnan Januzaj mogą skrzywdzić każdą defensywę w La Lidze. Panowie mają problem ze zsynchronizowaniem swojej formy, ale wymieniają się w roli bohatera ciągnącego drużynę wyjątkowo skutecznie. Po zimowej zapaści Txuri-urdin powrócili do niezłej – choć nie tak spektakularnej jak na początku rozgrywek – dyspozycji i są już niemal pewni awansu do Ligi Europy. Diego Simeone może cieszyć się na nieobecność Mikela Merino czy Carlosa Fernandeza, ale od tego meczu może zależeć kwestia tytułu. W dwóch ostatnich kolejkach Rojiblancos zmierzą się bowiem z rywalami ze znacznie niższej półki.

Real Madryt pragnie krwi

Echa kontrowersyjnej decyzji sędziego z ostatniego meczu Królewskich z Sevillą jeszcze nie opadły. W mediach pojawia się coraz więcej artykułów, wedle których zawodnicy Los Blancos czują się traktowani “wyjątkowo źle” przez arbitrów i uważają, że to sędziowie są odpowiedzialni za utraty punktów w ostatnich meczach. Po wypowiedziach zawodników czy Zinedine’a Zidane’a widać sportową wściekłość, którą zespół będzie chciał spożytkować w starciu z ćwierćfinalistą Ligi Europy.

Granada ma do tego swoje problemy. Wyłączając triumf nad Barceloną (2:1), ostatnie tygodnie to dla zespołu z Andaluzji pasmo klęsk. Zarówno tych na boisku, jak i w gabinetach lekarskich. W spotkaniu z Realem Madryt zabraknie kluczowego dla ofensywy Kenedy’ego, a także Jesusa Vallejo i Carlosa Nevy. Rzecz jasna, w Valdebebas również nie narzekają na kłopot bogactwa. W czwartkowym pojedynku nie weźmie udziału aż pięciu obrońców, z których czterech w normalnych warunkach byłoby awizowanych do gry w wyjściowym składzie.

Komentarze